Cena Hołowni. Walka może negatywnie wpłynąć na wynik wyborów
Cena Hołowni. "Walka może nie tylko skłócić wszystkich ze wszystkimi, ale też negatywnie wpłynąć na wynik wyborów"

Sojusz KO i Polski 2050 jest warunkiem przystąpienia Lewicy do szerszej koalicji i szansą rozmycia różnic dzielących te ugrupowania, szczególnie w kwestiach światopoglądowych.
Jest przesądzone, że Szymon Hołownia się sprzeda, otwarta jest tylko kwestia, za co.
Podczas tegorocznego Campusu Polska Przyszłości (w trakcie rozmowy z Rafałem Trzaskowskim) Szymon Hołownia stwierdził, że wprawdzie dwa opozycyjne bloki wyborcze byłyby najlepszym rozwiązaniem na wybory parlamentarne w 2023 r., ale byłoby optymalnie, gdyby każda partia poszła do wyborów osobno, a mimo to opozycja by wygrała i mogła stworzyć rząd. Na to Trzaskowski odpowiedział, że im mniej bloków, tym lepiej. Hołowni chodziło o to, że gdyby jego Polska 2050 była dość silna, nie zawracałby sobie głowy koalicjami. Ale nie jest. Pociesza się tym, że nikt po opozycyjnej stronie nie jest dość silny, choć najlepiej byłoby, gdyby np. trzy partie opozycyjne miały po ponad 20 proc. poparcia. Wtedy możliwa byłaby koalicja, ale już po wyborach. I wówczas nikt nie dominowałby na tyle, np. Donald Tusk i Koalicja Obywatelska, żeby liderowi Polski 2050 stawiać warunki, a przede wszystkim uniemożliwić mu ubieganie się o funkcję premiera. Gdyby chodziło o warunek stworzenia rządzącej większości, szanse objęcia funkcji szefa rządu przez Hołownię byłyby dużo poważniejsze niż w jakichkolwiek układach przed wyborami. Tylko trzeba by mieć pewność, że osiągnie się w wyborach ponad 20 proc. Hołownia takiej pewności mieć nie może, dlatego musi rozważać warianty sprzedania się – za jak najwyższą cenę. Słowa lidera Polski 2050 na kampusie były odzwierciedleniem tego, na jakich warunkach sprzeda się jego ugrupowanie. A tu wszystko zależy od poparcia w sondażach, na które – jakkolwiek dziwnie by to brzmiało – można jednak wpływać.
