Być jak Barbara Mróz-Gorgoń. "Jest częścią lepszego świata"Być jak Barbara Mróz-Gorgoń. "Stanowiła demonstrację elitarnej wyższości, mimo że przebijały się przez nią przede wszystkim wyższościowe urojenia"

Barbara Mróz-Gorgoń.webp
FacebookTwitter
Artykuł premium
Dołącz

Premierowi Donaldowi Tuskowi wcale nie chodziło o budowanie narodowej marki, tylko o inżynierię społeczną, mającą utrzymać go u władzy.

Rządowa kariera, choć bardzo krótka, więcej mówi o szefie rządu niż o samej „karierowiczce”. Barbara Mróz-Gorgoń znalazła się w gabinecie Donalda Tuska jako pełnomocnik ds. promocji marki Polska (w randze sekretarza stanu), gdyż jej wizerunek został ulepiony z ambicji, marzeń, aspiracji i kompleksów takich postaci jak sam premier. Ta profesor Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu bardzo przypomina Donalda Tuska z czasów, gdy wchodził – wraz z partią, której wtedy przewodził, czyli Kongresem Liberalno-Demokratycznym – do Unii Wolności. W obu przypadkach chodziło o potwierdzenie, że jest się częścią lepszego świata.

W kwietniu 1994 r. Donald Tusk był wpatrzony jak w obraz w takie osoby jak m.in. prof. Bronisław Geremek, wtedy szef Klubu Parlamentarnego Unii Demokratycznej. W lipcu 2026 r., gdy Barbara Mróz-Gorgoń została wniesiona do rządu wręcz „na rękach” przez Donalda Tuska, premier był dla niej lepszym światem, a ona dla niego. On mógł pokazać swoim wyborcom, że otacza się osobami wyjątkowymi, utytułowanymi, inteligentnymi, wyglądającymi tak, jak ten elektorat wyobraża sobie elitę. Ona została zaś przez premiera legitymizowana jako należąca do elity, bo sam status akademicki to za mało. Posiadała jeszcze coś, co Tuskowi imponowało – posługiwała się bardzo specyficznym językiem, mogącym uchodzić za jakiś elitarny szyfr, pełen dziwnych pojęć i anglicyzmów. Nieważne, że dla inteligentnego słuchacza był to pretensjonalny żargon i nieznośny bełkot. Miał stanowić zaporę dla wyborców prawicy, wyobrażonych i przedstawianych jako „ciemniaki”, które nie są w stanie zrozumieć tego szyfru. Nieważne, że okazał się zaporą także dla sporej części wyborców Koalicji Obywatelskiej, którzy poczuli się elitą drugiej albo nawet trzeciej kategorii.

Konferencja, podczas której Donald Tusk wprowadzał Barbarę Mróz-Gorgoń na rządowe salony (choć było to coś w rodzaju „śniadania na trawie”), stanowiła demonstrację elitarnej wyższości, mimo że przebijały się przez nią przede wszystkim wyższościowe urojenia.

Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Źródło: Tygodnik Sieci, wydanie 2026/36
FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.