ARTUR KOLĘDA. „Kalifat”, czyli multikulti w rozkwicieARTUR KOLĘDA. „Kalifat”, czyli multikulti w rozkwicie. Nie trzeba wymyślać fikcyjnych dramatów

„Kalifat” jest dziełem udanym, bardzo udanym. Przy użyciu niewielkich środków powiedziano i pokazano naprawdę dużo.
Splecione z sobą losy trzech kobiet – matki na zakręcie, natchnionej studentki i ambitnej policjantki. Tak opisują w internetach scenariusz szwedzkiego serialu pt. „Kalifat”. Nie brzmi zachęcająco, prawda? Wygląda na opis telenoweli. Na szczęście pozory mylą.
„Kalifat” to znakomity, wciągający, trzymający w napięciu od pierwszego odcinka thriller. Autorów scenariusza – Wilhelma Behrmana i Niklasa Rockströma – zainspirowała historia trzech licealistek arabskiego pochodzenia z Bethnal Green Academy w Londynie, które w lutym 2015 r. w tajemnicy przed rodzicami radykalnie zmieniły swoje życie. Sprzedały rodzinną biżuterię i uciekły przez Turcję do Syrii, by tam poślubić dżihadystów. Wzorowały się przy tym na szkolnej koleżance, która rok wcześniej tak właśnie postąpiła.
