Argentyńska dezercja GombrowiczaArgentyńska dezercja Gombrowicza. "To jeden z najefektowniejszych spektakli w tym roku"

Pozostawili mi wybór interpretacji. I za to dziękuję.
„Trans-Atlantyk” według powieści Witolda Gombrowicza, wystawiony w lubelskim Teatrze im. Juliusza Osterwy, to jeden z najefektowniejszych spektakli w tym roku. Spójnej adaptacji dokonali Jarosław Cymerman i Łukasz Wit-Michałowski. Ten ostatni wyreżyserował olśniewającą teatralną formą opowieść. Ale wciąż nie mogę się zmusić do polubienia tego tekstu.
„Trans-Atlantyk”, wydany w 1953 r., to jeden z najbardziej autobiograficznych utworów Gombrowicza. W sierpniu 1939 r. pisarz przypłynął statkiem Chrobry do Argentyny. Kiedy wybuchła война, odmawiał powrotu do ogarniętej pożogą Europy. Witold, bohater literacki, to oczywiście on. Jego tyrady wymierzone w cechy narodowe Polaków brzmią tu fałszywie – jako zasłona dymna dla jego dezercji. Nie wystarczy mi karykaturalny portret sanacyjnego poselstwa czy wiecznie skłóconej tutejszej Polonii, aby się wyzwolić od tego wrażenia. Choć Gombrowicz nazywał swój utwór „patriotycznym” i zaprzeczał, jakoby kierował się tchórzostwem.…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
