ANDRZEJ POTOCKI. OGNIEM NA WPROST. Jakie życie, taka śmierćANDRZEJ POTOCKI. OGNIEM NA WPROST. Jakie życie, taka śmierć. Karząca ręka, tym razem sprawiedliwości ukraińskiej

Oddał cztery strzały w plecy i pierś Rżyckiego, po czym zbiegł z miejsca zdarzenia. Kapitan zginął na miejscu.
Trwa przerzut członków zorganizowanej grupy przestępczej zwanej wagnerowcami do obozu w Osipowiczach, na południowy wschód od Mińska.
Docelowo ma tam zostać rozlokowanych do 10 tys. najemników. Jadą kolumnami lekkich pojazdów, bo ciężką broń kazali zostawić im w rodzinnej Kacapii. Bez wyposażenia, bez ciężkiego sprzętu mają się zająć szkoleniem białoruskiej armii. Jednocześnie – według białoruskich źródeł (opozycyjnych) – prawie wszyscy bojcy regularnej armii rosyjskiej zostali z Białorusi przerzuceni na front. Obecnie, żeby się czymś zająć, całe to szemrane towarzystwo ugania się po polach brzeskiego poligonu tuż przy granicy z Polską. Deputowany do Dumy, były moskiewski gen. Andriej Kartapołow (ksywa Kocopołow) uchylił rąbka tajemnicy, stwierdzając, że docelowym zadaniem bandyterki spod znaku PCM Wagner jest zajęcie przesmyku suwalskiego. Pomysł wręcz kapitalny. Nie wiadomo do końca, kto jest jego autorem. Czy Kocopołow, czy może sam kierownik białoruskiego kołchozu Łukaszenka? Nawet gdyby na Suwalszczyznę rzuciło się 10 tys. ruskich gitów wspartych całą białoruską armią, to i tak nie daliby rady. Operują tam na stałe trzy polskie dywizje, m.in. 16. Zmechanizowana (w tym 15. Brygada Zmechanizowana – jedna z najlepszych jednostek Wojska Polskiego), elementy amerykańskiej 1. Dywizji Kawalerii, litewska brygada Żelazny Wilk (Geležinis Vilkas), nasze policja i Straż Graniczna, a i to nie wszystko. Gotowość bojowa zachowana od czasu rozpoczęcia draki z „uchodźcami” od Łukaszenki. Zanim by się Moskal obejrzał, już byśmy defilowali w Królewcu.
