Adamski poleca. Tylko sentyment?Adamski poleca. Tylko sentyment? Dla fanów jest to jednak pozycja obowiązkowa

Ja bawiłem się nieźle, choć łza nie zakręciła mi się w oku jak podczas finałowego szlagieru Hot Chocolate z najntisów.
Nie do końca polecam ten serial, którego wady widać jak na dłoni w każdym epizodzie. A jednak trudno mi przejść obok niego obojętnie, bo pisząc te słowa, widzę stojącą na półce kasetę VHS, którą kupiłem podczas pierwszej mojej wizyty w Wielkiej Brytanii w 1998 r.
„The Full Monty” (u nas głupawy tytuł „Goło i wesoło”) Petera Cattaneo niespodziewanie skradł wtedy moje oddane Stallone i Schwarzeneggerowi serce, stając się jedną z moich ukochanych komedii lat 90., czyli w mojej formacyjnej filmowo dekadzie. Film opowiadał o grupie bezrobotnych hutników, którzy z robotniczego Sheffield zakładają grupę striptizerów. Muszą przy tym zwalczyć nie tylko kompleksy cielesne, lecz także odzyskać godność człowieka wyrzuconego poza społeczny nawias przez bezrobocie. Brytyjskie kino jest mocno społeczne i z socjalistycznych powodów jest też przesiąknięte nienawiścią do neoliberalnych reform gabinetu Margaret Thatcher. Ken Loach i Mike Leigh kierują kamerę w stronę człowieka pracy z pełną powagą, a w „The Full Monty” (wybaczcie, ale polski tytuł mi przez klawiaturę nie przechodzi) robiono to z lekkością i niezwykłym urokiem. No i Robert Carlyle, który w tym czasie kojarzył się głównie z roli psychopatycznego Begbie.
