Książę William w szatni z lwamiKsiążę William w szatni z lwami. "Polscy kibice trzymają kciuki za Aston Villę, bo gra tam nasz reprezentant"

Klub księcia Williama, grający w bordowo-błękitnych strojach (a na wyjazdach w czarnych), ma dwóch współwłaścicieli: miliardera z Egiptu oraz biznesmena z USA. Trenuje go Hiszpan Unai Emery
Aston Villa, klub księcia Williama, następcy brytyjskiego tronu, właśnie wygrał Ligę Europy. Na meczu finałowym w Konstantynopolu, zwanym też Stambułem, syn króla Karola III pojawił się osobiście. „Od zawsze” jest on fanem tego klubu z Birmingham, który – choć istnieje od ponad półtora wieku – pozostaje w cieniu choćby gigantów z Londynu: Chelsea i Arsenalu. Polscy kibice trzymają kciuki za Aston Villę, bo gra tam nasz reprezentant, urodzony skądinąd na Wyspach Brytyjskich Matty Cash. W finale angielska drużyna z reprezentantem Biało-Czerwonych znokautowała niemiecki klub SC Freiburg. Znam wielu rodaków, którzy konsekwentnie i w sposób do bólu przewidywany podczas międzynarodowych meczów piłkarskich (i nie tylko piłkarskich) zawsze dopingują… przeciwników klubów z Niemiec. Zapewne w myśl zasady: „Jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem”.
Wspomniany książę William kiedyś szczerze wyjawił, dlaczego kibicuje mniej znanej Aston Villi, a nie Manchesterom czy Liverpoolowi. Powiedział, że nie chciał kibicować drużynom, które wspierają „wszyscy”. To akurat dobrze o nim świadczy. „Lwy”, jak określają ich fani, w swojej 152-letniej historii zdobyli mistrzostwo Anglii raptem siedem razy, z czego sześć w latach 1894–1910. Ostatni raz mieli „majstra” w… roku urodzenia (1981) wspomnianego już księcia Walii Williama Arthura Philipa Louisa. Przed finałem LE książę zagrzewał piłkarzy swojego klubu w stambulskiej szatni, co zresztą czyni systematycznie. Jak widać skutecznie, bo Aston Villa po raz drugi sięgnęła po europejski puchar (Ligę Mistrzów wygrała 44 lata temu).
