Nie wszyscy są tacy sami. Milanović i prawicowy elektoratNie wszyscy są tacy sami. "Milanović wszedł do prawicowego elektoratu całkiem udanie, właśnie dzięki swoim przemówieniom"

Szczególnie interesujące dla nas w Polsce jest to, że Milanović, polityk o lewicowych przekonaniach, udzielił wsparcia rządom w Warszawie i Budapeszcie w walce z unijną oligarchią.
„Prezydent z charakterem” – to było hasło jego kampanii wyborczej. I ten slogan naprawdę dobrze go opisuje zarówno jako człowieka, jak i polityka. A poza tym przyniósł mu sukces. W zeszłym roku pokonał Kolindę Grabar-Kitarović.
Chorwackiego prezydenta Zorana Milanovicia można obwiniać o wiele, ale na pewno nie o brak charakteru. Ten widać chociażby w wypowiedziach, w których ostatnio coraz bardziej krytykuje poprawność polityczną i system postkomunistyczny w jego ojczyźnie, podkreślając znaczenie suwerenności Chorwacji.
Z powodu tych oświadczeń z byłego szefa chorwackiej lewicy Milanović stał się ulubieńcem sił konserwatywnych i patriotycznych w swojej ojczyźnie. A w kręgach lewicowo-liberalnych, które do niedawna go popierały, teraz ma status zdrajcy.
Odwrót i powrót
Były premier Chorwacji (w latach 2011–2016) i były przewodniczący Socjaldemokratycznej Partii Chorwacji swoim zaangażowaniem politycznym zawsze wywoływał ostre reakcje. Do rywali politycznych odnosił się mocnymi słowami. Jednak wszyscy przyznawali, że w tych konfrontacjach był intelektualnie uczciwy i nie zadawał ciosów poniżej pasa.
Był szefem rządu w momencie wejścia Chorwacji do Unii Europejskiej. Osiągnięcia gospodarcze i polityczne jego gabinetu były mierne.
Po przegranych wyborach parlamentarnych w 2015 r. został usunięty ze stanowiska szefa chorwackich socjaldemokratów. Wycofał się z polityki i wyglądało na to, że już do niej nie wróci. Później jednak zgłosił swoją kandydaturę do walki o fotel prezydenta Republiki Chorwacji i po dynamicznej kampanii wyborczej pokonał Grabar-Kitarović.
Wygrał z powodu przekonujących wystąpień publicznych, którymi przyćmił już nieco politycznie wypaloną panią prezydent.
Jego zwycięstwo zostało przyjęte z ulgą przez lewicę. Choć uprawnienia chorwackiego prezydenta są mocno ograniczone, na lewicy sądzono, że nowa głowa państwa będzie przeciwwagą dla centroprawicowego rządu premiera Andreja Plenkovicia.
Inna twarz prezydenta
Jednak już po kilku miesiącach sprawowania urzędu stało się jasne, że Milanović zmierza w nowym kierunku. W bardzo krótkim czasie wszedł w konflikt z głównymi podmiotami postkomunistycznego układu w Chorwacji. Od lewicowych i feministycznych organizacji pozarządowych i mediów, przez „analityków” politycznych, uformowanych w czasie komunizmu, dziś dających swojej ojczyźnie lekcje na temat demokracji, także rzecznika praw ds. równoprawności płci, aż po swoje byłe ugrupowanie, czyli Socjaldemokratyczną Partię Chorwacji.
Wszystko zaczęło się po wybuchu skandalu związanego z państwowym operatorem Jadranski Naftovod. Jego były już prezes Dragan Kovačević został oskarżony o korupcję.
Chociaż Milanović w żaden sposób nie jest związany z oskarżeniem, dwie lewicowe posłanki zażądały od niego, aby wyjaśnił swoją obecność w klubie, którego Kovačević był właścicielem, choć odwiedzali go liczni politycy, dziennikarze, a także inne znane osoby. Milanović odpowiedział, że posłanki to „pełne pychy płaczki”, które niepotrzebnie prowokują i utrudniają dochodzenie. Na jego wypowiedź zareagowały krytycznie pani rzecznik ds. równoprawności płci oraz niektóre organizacje feministyczne.
Wtedy prezydent oskarżył feministyczne organizacje o to, że chronią tylko niektóre kobiety, pasujące do ich profilu politycznego. Na temat rzeczniczki zajmującej się równoprawnością płci, Višnji Ljubičić, miał podobne spostrzeżenia.
Jak ona się nazywa? Nie jestem pewien, bo nigdy nie widziałem, aby pracowała. Myślę, że chroni prawa niedźwiedzi i borsuków, a nie kobiet
Zaatakował także lewicowo-liberalne media i ich główne pióra, m.in. Žarkę Puhovskiego, filozofa politycznego, a w czasach komunizmu wpływowego intelektualistę. Milanović opisał go jako „donosiciela” z czasów totalitaryzmu i dodał, że nie ma on żadnego moralnego prawa komentować dzisiejszych wydarzeń politycznych.
Zderzył się też z pisarką Vedraną Rudan, kolejną ikoną lewicowego establishmentu Chorwacji, znaną także w Polsce. Po tym, jak nazwała go głupcem, Milanović odpowiedział, że jest ona „półpiśmiennym wulgarnym pismakiem”, który opowiada się za „bolszewickim terrorem w przestrzeni publicznej”.
Już jako premier Milanović pokazał, że jest zwolennikiem mocnego państwa, co jest zupełnie nietypowe dla chorwackiej lewicy. Przykładowo jego naleganie na poprawę pozycji Chorwatów w Bośni i Hercegowinie pokazało, że szanuje interesy narodowe. Ale obecne wystąpienia były jednak nowym krokiem, i to w kierunku prawicy.
Velimir Bujanec, prowadzący popularny talk-show, który reprezentuje poglądy twardej prawicy, poinformował wtedy, że jego widzowie nieustannie pytają, kiedy w końcu zaprosi Milanovicia do swojego programu. To sytuacja, która wcześniej wydawała się niemożliwa. Ale Milanović, jako prezydent, pierwszy raz od 20 lat wypowiedział się na temat ważnych kwestii dotyczących niektórych chorób chorwackiej demokracji. I zostało to zauważone.
Kiedy został wybrany, miałem przeczucie, że będzie dobrym prezydentem
– mówi nam publicysta Ivan Brodić.
Jako prezydent ponosi mniejszą odpowiedzialność niż jako premier, i to mu odpowiada. Ponadto pochodzi z rodziny patriotycznej. A teraz w niektórych ważnych kwestiach, jak np. pozycja Chorwatów w BiH, pokazuje bardzo dobrą politykę.
Sojusznik Warszawy i Budapesztu
Szczególnie interesujące dla nas w Polsce jest to, że Milanović, polityk o lewicowych przekonaniach, udzielił wsparcia rządom w Warszawie i Budapeszcie w walce z unijną oligarchią. Już w styczniu powiedział, że Bruksela nie ma żadnych powodów, by karać Węgry i Polskę, i że musi ustalić jasne kryteria w stosunku do wszystkich państw członkowskich UE.
Na wrześniowym spotkaniu Grupy Arraiolos w Rzymie wrócił do tematu.
Unia Europejska składa się z państw narodowych, większych i mniejszych. Unia nie może być federacją ani superpaństwem, dlatego zgadzam się z Polską i Węgrami. Europejska biurokracja, Bruksela i wszystkie te organy powinny być nieco bardziej elastyczne przy naklejaniu etykiet różnym krajom. Nie jest zdrowe, aby jeden rodzaj wartości, w tym przypadku bardzo liberalno-lewicowy, dominował w Unii. To również mój system wartości, ale nie wszyscy są tacy sami
– powiedział prezydent.
Mate Mijić, chorwacki analityk, mówi, że poglądy Milanovicia nie są zaskoczeniem.
Jako premier z szeregów centrolewicowej koalicji często zajmował stanowiska suwerenne i pozostaje na nich do dziś. Milanović bardzo konsekwentnie twierdzi, że obywateli powinni reprezentować wybierani urzędnicy, a nie biurokraci bez legitymacji wyborczej. Dla niego nie jest to kwestia klasyfikacji ideologicznej, ale zasady politycznej
– mówi Mijić.
To w tej zasadzie Mijić znajduje powód, dla którego Milanović jest wielkim przeciwnikiem inicjatywy Trójmorza.
Chociaż na suwerennych stanowiskach, nie jest jednocześnie zwolennikiem Grupy Wyszehradzkiej ani inicjatywy Trójmorza. Nie widzi Chorwacji w tym społeczeństwie
Mijić dodaje, że prezydent mimo to nie pozwala na narzucanie Chorwacji ani innemu członkowi Unii niczego, co nie jest jasno określone w traktatach, a co świadomie przyjęli jako zobowiązanie.
W każdym razie Milanović wszedł do prawicowego elektoratu całkiem udanie, właśnie dzięki swoim przemówieniom. Jak mówi Ivan Brodić:
W tym momencie jest już jasne, że czeka go druga kadencja. Chyba że popełni poważny błąd
Tak więc przed nami jeszcze wiele jego ciekawych wypowiedzi. Kto wie, może nawet zmieni stanowisko wobec Trójmorza?
Artykuł z 45/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
