Lapid pali mosty. Do Izraela powinien należeć pierwszy krokLapid pali mosty. "Izrael zrujnował teraz nasze stosunki, więc do niego powinien należeć pierwszy krok"

Publicysta „Israel Hayom” Amnon Lord – skądinąd słusznie – zarzucił Lapidowi, że jego polityka doprowadziła do utraty Polski jako sojusznika Izraela na scenie międzynarodowej.
Histeryczna reakcja władz Izraela na nowelizację przez polski Sejm Kodeksu postępowania administracyjnego pozbawiła Izrael jakichkolwiek politycznych przyjaciół w naszym kraju. W tym sensie Izrael popełnił w oczach większości Polaków spektakularne, wizerunkowe samobójstwo.
Od ostatniej awantury w stosunkach polsko-izraelskich, związanej z nowelizacją ustawy o IPN, minęły raptem trzy lata. I choć już wówczas wydawało się, że nasze wzajemne relacje osiągnęły dno, udało się ostatecznie wyjść z najgorszego kryzysu, m.in. dzięki staraniom i naciskom administracji Donalda Trumpa, który nie chciał konfliktu między swoimi bliskimi sojusznikami. Owocem zawartego wówczas kompromisu było wycofanie się Polski z niektórych kwestionowanych przez Izrael przepisów ustawy i – jednocześnie – podpisanie przez premierów obu rządów Mateusza Morawieckiego i Beniamina Netanjahu deklaracji zrównującej antysemityzm z antypolonizmem. Deklaracja była dużym sukcesem – naruszała bowiem dotychczasowy dogmat izraelskiej polityki historycznej, wskazujący na absolutną wyjątkowość i nadrzędność antysemityzmu nad innymi formami dyskryminacji na tle etnicznym.
Dziś, gdy rozgorzał konflikt wokół nowelizacji Kodeksu postępowania administracyjnego, sytuacja polityczna mocno się zmieniła. Trump i Netanjahu utracili władzę w swoich krajach. W Izraelu objął rządy duet Bennett–Lapid, przy czym obecność tego ostatniego, znanego antypolskiego obsesjonata i mitomana, musiała zwiastować katastrofę dla naszych stosunków.
Kłamstwa Lapida
Jair Lapid, który na mocy umowy koalicyjnej z Naftalim Bennettem pełni dziś funkcję ministra spraw zagranicznych, a w przyszłości ma zostać premierem Izraela, dał się poznać od jak najgorszej strony jeszcze w czasach sporu o ustawę antydyfamacyjną w 2018 r. Jako jeden z ówczesnych liderów opozycji stale sięgał po antypolską kartę, używając jej w wewnętrznych rozgrywkach przeciwko rządowi Netanjahu. Robił to jednak, w odróżnieniu od wielu innych polityków izraelskich, z obsesyjną zaciekłością, posuwając się nawet do ostentacyjnych kłamstw.
Lapid stwierdził wówczas m.in., że jest synem ocalonego z Holokaustu. Napisał, że jego babka została zamordowana przez „Niemców i Polaków” na terytorium Polski. Okazało się to nieprawdą. Jego babka od strony ojca pochodziła z rodziny węgierskich Żydów mieszkających w Nowym Sadzie na terytorium ówczesnej Jugosławii (dziś to Serbia). Podczas wojny wraz z rodziną została przetransportowana do getta w Budapeszcie i uratowana przez szwedzkiego dyplomatę Raoula Wallenberga. W 1948 r. dotarła bezpiecznie do Izraela. Z kolei babka Lapida od strony matki podczas Holokaustu mieszkała bezpiecznie na terytorium brytyjskiej Palestyny (czyli w dzisiejszym Izraelu) i zmarła – wedle dostępnych danych – w 1974 r. Dzieje rodziny Lapida opisałem bardziej szczegółowo w artykule zamieszczonym w tygodniku „Sieci” w lutym 2018 r. i opierając się na publicznie dostępnych informacjach, udowodniłem, że izraelski polityk cynicznie kłamał na temat swojej babki, próbując uśmiercić ją rękami Polaków.
Oczywiście nieco inną wagę mają słowa lidera opozycji, a inną urzędującego szefa dyplomacji, a niebawem być może całego izraelskiego rządu. Zwłaszcza że Lapid łączy swobodny stosunek do faktów z niesłychaną wręcz łatwością rzucania najcięższych oskarżeń. Już jako minister spraw zagranicznych stwierdził, że nowelizacja polskiej ustawy o kpa jest „negowaniem Holokaustu” i „hańbą, która narusza prawa ocalonych z Zagłady”. Ostatnio zaś dodał, że „dawno minęły czasy, kiedy Polacy krzywdzili Żydów bez konsekwencji”.
Ten histeryczny ton nie dotyczy zresztą wyłącznie Polski. Gdy w lipcu amerykański producent lodów Ben & Jerry’s ogłosił, że w proteście przeciw polityce Izraela wobec Palestyńczyków zaprzestanie sprzedaży na terytoriach okupowanych, Jair Lapid nazwał to „haniebną kapitulacją” wobec antysemityzmu. Można się tutaj zastanawiać, czy tego rodzaju oskarżenia nie świadczą o niezrównoważeniu emocjonalnym, zwłaszcza że Lapid ewidentnie nadużywa zarzutów o antysemityzm, co może prowadzić – jak zauważają jego krytycy – do ich zbanalizowania. Jednak bardziej zasadne byłoby przyjąć, że Lapid prowokuje i manipuluje z czystego wyrachowania, co oczywiście też nie świadczy o nim dobrze, bo oznacza to, że czysto instrumentalnie używa pałki antysemityzmu.
Walka o władzę
Uderzając w antypolską nutę, Lapid rozgrywa własną grę wewnątrz Izraela. Polska wydaje mu się łatwym celem, tym bardziej że prawicowy rząd w Warszawie nie cieszy się sympatią w liberalnych stolicach Zachodu. Niektórzy komentatorzy izraelscy uważają, że Lapid chce w ten sposób zerwać z dziedzictwem znienawidzonego Netanjahu, który pozostawał w chłodnych relacjach z głównym nurtem Unii Europejskiej i szukał sojuszników wśród unijnych outsiderów, takich jak Węgry czy Polska.
Netanjahu wprawdzie został już odsunięty od władzy, ale nowa, dość egzotyczna, koalicja rządowa skupiająca nacjonalistów, liberałów, lewicę i Arabów, trzeszczy w szwach i nie da się wykluczyć, że wkrótce się rozpadnie. To dlatego Lapid chce być najgłośniejszy. Liczy na to, że dzięki prowokującym wypowiedziom i podsycaniu emocji wzmocni swoją pozycję przetargową przed kolejnym rozdaniem w izraelskiej polityce. Ma też nadzieję, że zostanie dostrzeżony jako nowy lider przez Unię Europejską, Rosję i Stany Zjednoczone. Jak na razie jednak międzynarodowy debiut Lapida nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Przynajmniej w sprawie Polski.
Unia milczy, choć Lapid, zarzucając polskiemu rządowi „antydemokratyczne” posunięcia, wyraźnie próbuje się podpiąć pod antypisowską retorykę Brukseli. Z kolei Rosja przygląda się Lapidowi z pewnym zainteresowaniem, o czym świadczy niedawna wypowiedź rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej, która w kontekście ustawy o kpa zarzuciła Polsce rzekome fałszowanie historii. Lapid ze swoimi skłonnościami do fantazjowania i manipulowania mógłby się zgrać z rosyjskimi kampaniami przeciwko Polsce, jednak dopóki sytuacja polityczna w Izraelu się nie uporządkuje, Moskwa nie zmierza stawiać na Lapida.
Czara goryczy
Oczywiście z punktu widzenia międzynarodowej pozycji Izraela i skuteczności jego rządu kluczowe jest poparcie Stanów Zjednoczonych. Warto przy tym zauważyć, że odsunięcie Netanjahu, który uchodził za bliskiego sojusznika Donalda Trumpa, bywa postrzegane jako element „detrumpizacji” świata. Dlatego Lapid, przedstawiając się jako główny wróg Netanjahu, liczy na szczególną przychylność nowej ekipy w Białym Domu.
Okazuje się jednak, że administracja Joego Bidena wcale nie jest taka skora do autoryzowania wszystkich ekscesów Lapida. Nowy lokator Białego Domu ma znacznie słabsze wpływy w Polsce niż jego poprzednik i choć Stany Zjednoczone nadal posiadają instrumenty, aby wywrzeć presję na nasz kraj, tym razem muszą się liczyć z silnym oporem, ponieważ dla nikogo w Polsce – bez względu na światopogląd lub barwy partyjne – nie ulega żadnej wątpliwości, że znowelizowane prawo nie jest wymierzone w Żydów, wręcz w ogóle się do nich nie odnosi i chodzi w nim przede wszystkim – zgodnie z cywilizowanymi standardami – o powstrzymanie mafijnej „reprywatyzacji” i ochronę praw nabytych.
Choć więc izraelski polityk odgrażał się wcześniej, że wraz z Amerykanami „pracuje” nad wspólną reakcją na polską ustawę o kpa, to ostatecznie skończyło się na oświadczeniu sekretarza stanu Antony’ego Blinkena „wyrażającego żal” z powodu przyjęcia nowych przepisów. Zdaniem Eldada Becka – europejskiego korespondenta gazety „Israel Hayom” – Amerykanie odmówili Lapidowi podpisania wspólnej deklaracji potępiającej Polskę za uchwalenie nowelizacji kpa, bo oburzyło ich wyrzucenie z Izraela polskiego ambasadora Marka Magierowskiego i rasistowskie zabarwienie antypolskich ataków Lapida. Amerykanie zaczynają rozumieć – twierdzi Beck – że zachowanie Lapida stanowi polityczny problem.
Należy przy tym pamiętać, że Eldad Beck nie jest w tej sprawie całkiem bezstronny, bo pracuje dla mediów związanych z Likudem, które nie odpuszczają żadnej okazji, aby uderzyć w Lapida. Inny publicysta „Israel Hayom” Amnon Lord – skądinąd słusznie – zarzucił Lapidowi, że jego polityka doprowadziła do utraty Polski jako sojusznika Izraela na scenie międzynarodowej, choć gwoli uczciwości należałoby przyznać, że również Netanjahu miał tu swoje „zasługi”, akceptując na stanowisku szefa dyplomacji Izraela Katza, który zasłynął skandalicznym cytatem z Icchaka Szamira o „antysemityzmie wyssanym przez Polaków z mlekiem matki”. Takie słowa odwołujące się do najgorszych stereotypów odkładają się w pamięci i zatruwają na długie lata wzajemne relacje. Dziś, gdy na scenę wkroczył Lapid, nikt już w Polsce nie ma ochoty stawać po stronie Izraela. Czara goryczy się przelała.
Państwo nie z tej epoki
Izraelscy publicyści nieprzychylni Lapidowi mają więc rację, twierdząc, że Izrael, który przecież nie narzeka na nadmiar przyjaciół w świecie i utrzymuje się głównie dzięki wsparciu Amerykanów oraz światowej diaspory żydowskiej, nie powinien obsesyjnie atakować tych, którzy – tak jak Polska – sprzyjali dotąd jego polityce. Jest to bowiem dość samobójcza strategia, tym bardziej że nastawienie do polityki Izraela, zwłaszcza wobec Arabów, zaczyna się na Zachodzie zmieniać.
Dominujący w Europie i Ameryce nurt liberalno-lewicowy potępia wprawdzie antysemityzm jako formę dyskryminacji, ale zaczyna dostrzegać i krytykować agresywny nacjonalizm narastający w Izraelu. Zjawisko to tłumaczono dotąd w Izraelu koniecznością mobilizacji społeczeństwa przed arabską agresją. W ten sposób państwo żydowskie – wyciągając wnioski z Holokaustu – nie zamierzało biernie poddawać się wrogom. Doprowadziło to jednak do sytuacji, w której nacjonalizm, potępiany w całym zachodnim świecie, rozwijał się w Izraelu w najlepsze, stając się jednym z fundamentów jego polityki. Dziś jednak, zwłaszcza w zachodnich środowiskach lewicowych, coraz częściej się przyjmuje, że Izrael nie powinien być w tej kwestii traktowany wyjątkowo i musi zmodyfikować swoją politykę. To dlatego Unia Europejska, o której wsparcie próbuje zabiegać Lapid, jest wstrzemięźliwa wobec jego umizgów, tak jak wcześniej dystansowała się od Netanjahu.
Izrael, który uchodzi za jedyną demokrację na Bliskim Wschodzie, jest więc jednocześnie – ze względu na swój agresywny, staroświecki nacjonalizm – państwem nieprzystającym do dzisiejszych standardów. Ze swoją polityką i retoryką przypomina raczej rozgorączkowaną Europę w przededniu wybuchu I wojny światowej niż liberalną demokrację naszych czasów.
Przestrzelony atak
Niektórzy uważają, że izraelscy politycy uderzają w Polskę, bo wiedzą, że nie poniosą za to żadnych konsekwencji. Polska jest – jak się sądzi – słaba, a obwinianie jej o rzekome współsprawstwo podczas Holokaustu skutecznie pozbawia ją jakichkolwiek sojuszników. To jednak tylko część prawdy, bo akurat atak w sprawie reprywatyzacji jest mocno przestrzelony (co tylko świadczy o kompetencjach Lapida). W tej kwestii bowiem panuje w Polsce rzadko spotykana ponadpartyjna zgoda, ponieważ nikt o dobrej woli, zdrowych zmysłach lub elementarnej wiedzy nie jest w stanie przypisać nowelizacji ustawy o kpa jakichkolwiek prowokacyjnych lub antysemickich podtekstów. Za to izraelska scena polityczna nie jest w tej sprawie monolitem i właśnie na niej można szukać taktycznych sprzymierzeńców.
Doskonale to widać właśnie dziś. Im większe wzmożenie Jaira Lapida w sprawie stosunków z Polską, tym silniejsza krytyka ze strony jego przeciwników. Syn byłego premiera Jair Netanjahu wystosował nawet apel do Polaków, w którym zapewniał, że obecny rząd Izraela jest nielegalny i dodał, że – wbrew sugestiom obecnej ekipy – to Niemcy są odpowiedzialni za Holokaust. Podobne głosy pojawiają się – jak już wspomniałem – w krytycznych wobec Lapida mediach. I choć to tylko gra, to dobra dyplomacja może ją podjąć. W jaki sposób? Przede wszystkim nie ulegając prowokacjom ze strony Lapida i obecnej ekipy. Odpowiedź musi być stanowcza, ale spokojna. Polska w żadnym razie nie może sobie pozwolić na to, aby jakiekolwiek inne państwo albo organizacja arbitralnie ingerowały w jej ustawodawstwo. I od tego, czy obecny rząd Izraela uszanuje to stanowisko, należy uzależnić ewentualne restrykcje.
Obserwując dotychczasowe zachowanie Lapida, należy oczywiście zakładać, że ludzie jego pokroju nie są zdolni do jakichkolwiek rozmów (to skądinąd zadziwiające, że pełni on funkcję szefa dyplomacji), a zatem trudno oczekiwać, że relacje z Izraelem zostaną w bliskim czasie odmrożone. Należy więc po prostu poczekać, aż w Izraelu znajdzie się przytomny partner do rozmowy i odbuduje spalone przez Lapida mosty. To Izrael zrujnował teraz nasze stosunki, więc do niego powinien należeć pierwszy krok.
Artykuł z 34/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
