Geneza pandemii. Genetycznie modyfikowany koronawirusGeneza pandemii. Wątpliwości co do zakresu badań w Wuhan sygnalizował już wcześniej francuski wywiad

Jeśli wróci kwestia sztucznego pochodzenia wirusa i odpowiedzialności Pekinu za pandemię, to trudno się spodziewać, aby nastąpiły „poprawa i rozwój” we wzajemnych relacjach.
Wszystkich zbiegów okoliczności, zastanawiających zbieżności miejsca i czasu oraz związków przyczynowo-skutkowych jest zbyt wiele, aby nadal uparcie dowodzić, że pandemia COVID-19 nie ma nic wspólnego z badaniami prowadzonymi w Instytucie Wirusologii w Wuhan.
Nadszedł czas, aby rząd Stanów Zjednoczonych użył wszystkich narzędzi, jakimi dysponuje, aby odkryć pełną prawdę o tym, jak powstał ten wirus
– powiedział Michael McCaul, republikański członek Izby Reprezentantów z Teksasu, który kierował grupą ekspertów przygotowujących raport na temat laboratorium w Wuhan i genezy pandemii COVID-19. Raport został opublikowany na początku sierpnia, a McCaul rozpoczął kampanię medialną. Występując w stacji telewizyjnej Fox, wprost oskarżył Komunistyczną Partię Chin i siły zbrojne o to, że te najpierw „igrały z ogniem”, modyfikując genetycznie wirus w laboratorium w Wuhan, a potem zorganizowały „największą w historii ludzkości” operację dezinformacji i tuszowania prawdy, aby uniemożliwić odkrycie genezy epidemii COVID-19, na którą zmarło już na świecie wg oficjalnych danych ponad 4,2 mln ludzi.
Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych napisało w specjalnym oświadczeniu, że raport McCaula jest „całkowicie oparty na wymyślonych kłamstwach i zniekształconych faktach, bez dostarczania jakichkolwiek dowodów i nie jest wiarygodny ani naukowy”. Jednak media na świecie, w tym nawet w Rosji, zaczęły pisać, że teoria o sztucznym pochodzeniu wirusa, który wydostał się z laboratorium w Wuhan, staje się coraz bardziej prawdopodobna. Dwa tygodnie wcześniej CNN, powołując się na źródła w amerykańskich służbach specjalnych, informowała, że „teoria o sztucznym pochodzeniu wirusa z laboratorium z Wuhan” staje się coraz bardziej prawdopodobna, a dziennikarze zauważyli też zaostrzenie tonu przedstawicieli administracji Joego Bidena wobec Pekinu w tej kwestii. Jake Sullivan, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego amerykańskiego prezydenta, zagroził Pekinowi, że ten „znajdzie się w międzynarodowej izolacji”, jeśli nadal będzie blokował odkrycie prawdy na temat genezy pandemii COVID-19.
Pani generał wkracza do akcji
Raport Michaela McCaula oparty na powszechnie dostępnych źródłach, takich jak artykuły prasowe, wywiady, materiały internetowe etc., traktuje o obu tych sprawach. Jego autorzy szukają odpowiedzi na pytanie, co stało się w Wuhan i w jaki sposób na te wydarzenia zareagowały władze Chin. Dochodzą oni do wniosku, że coś wydarzyło się w Wuhan we wrześniu 2019 r. w laboratorium pracującym nad mutacjami genetycznymi wirusów pobranych u dziko żyjących nietoperzy. Przytaczają wiele informacji, które niczym elementy mozaiki złożone razem wskazują na zaistnienie w chińskim laboratorium sytuacji kryzysowej, a następnie opisują sekwencję działań władz chińskich starających się zatuszować to, co się stało. Jakie wydarzenia mają na myśli?
Otóż w nocy 12 września 2019 r. dostępna wcześniej baza danych Instytutu Wirusologii z Wuhan, w której znajdowały się próbki i sekwencje wirusów pobranych u nietoperzy i innych dzikich zwierząt, w tym wirusa SARS-CoV-2, została przestawiona w tryb off-line. Do dziś nie wyjawiono powodów tego kroku. Niemal w tym samym czasie instytut, w którym pracowano nad próbkami wirusa, ogłosił kilka przetargów o łącznej wartości 2 mln dol. na modernizację systemu wentylacji i postępowania z odpadami niebezpiecznymi. Autorzy raportu zwracają też uwagę na to, że w grudniu 2019 r. na czele Instytutu Wirusologii stanęła gen. Chen Wei, specjalistka w zakresie broni biologicznej i chemicznej, co ich zdaniem potwierdza tylko, że w Wuhan realizowano i zapewne nadal realizuje się tajny program wojskowy, a sam instytut w sytuacji kryzysowej, w jakiej znajdował się w tym czasie, został podporządkowany bezpośrednio chińskim siłom zbrojnym.
Wątpliwości co do zakresu badań w Wuhan sygnalizowali już wcześniej przedstawiciele francuskiego wywiadu. Jego eksperci, którzy analizowali sprawę w związku ze współfinansowaniem przez Paryż chińskiego laboratorium, doszli do wniosku, że liczba zamówionych specjalistycznych kombinezonów ochronnych znacznie przewyższa potrzeby znanych programów badawczych i nie można wykluczyć, że w Wuhan „pracuje się jeszcze nad czymś innym”. Jednocześnie analizując satelitarne zdjęcia parkingów przed szpitalami w Wuhan, autorzy raportu doszli do wniosku, że już we wrześniu 2019 r., a zatem długo, zanim Pekin oficjalnie poinformował o pandemii, można mówić o znacznie większej, ponadstandardowej ich aktywności, co oznacza znaczne zwiększenie liczby chorych. Wszystkie te szpitale znajdowały się w promieniu 6,5 km od Instytutu Wirusologii.
Niemała grupa sportowców uczestniczących w odbywających się w Wuhan w październiku 2019 r. 7. Światowych Wojskowych Igrzyskach Sportowych uskarżała się zarówno w ich czasie, jak i po powrocie do domu na dziwną i nieznaną wcześniej infekcję, której się nabawili, przebywając w Chinach. Sportowcy z przynajmniej czterech krajów (Francja, Włochy, Szwecja i Brazylia), które stwierdziły post factum przypadki infekcji COVID-19 u siebie, zanim pojawiły się pierwsze oficjalne doniesienia o pandemii z Chin, uczestniczyli w tych igrzyskach i to oni, zdaniem autorów raportu, mogli, nie wiedząc o tym, rozwieźć wirusa po świecie.
Wirus genetycznie modyfikowany
Wszystkich zbiegów okoliczności, zastanawiających zbieżności miejsca i czasu oraz związków przyczynowo-skutkowych jest zbyt wiele, aby nadal uparcie dowodzić, że pandemia COVID-19 nie ma nic wspólnego z badaniami prowadzonymi w Instytucie Wirusologii w Wuhan.
Tym bardziej że w czerwcu br. dziennik „The Wall Street Journal” ujawnił, iż od 1992 r. na świecie przeprowadzono przynajmniej 11 eksperymentów z modyfikowanymi genetycznie koronawirusami. Naukowcy celowo wzmacniali śmiertelność badanych wirusów, zmieniając ich kod genetyczny, bo tego rodzaju posunięcia ułatwiały im poszukiwanie skutecznych leków. W opublikowanych w czerwcu tego roku wynikach badań grupy mikrobiologów pod kierunkiem Bruna Coutarda z Marsylii znajdują się informacje na temat genetycznych manipulacji z wirusem, który wywołał pandemię COVID-19. Francuscy eksperci odkryli sekwencję genów CGG, które ich zdaniem nie występują w stanie naturalnym, zwrócili też uwagę na niecodzienne cechy wirusa. Otóż w normalnych warunkach inne koronawirusy ewoluują od formy mniej zaraźliwej do szybciej rozprzestrzeniającej się postaci. Jeśli zaś chodzi o wywołującego COVID-19 wirusa, nic takiego nie miało miejsca, co wygląda na to, że w tym przypadku przeskoczono długi okres ewolucji oraz adaptacji i to też jest argumentem na rzecz tezy, iż były tu jakieś manipulacje genetyczne. Co ciekawe, opublikowane w lutym 2020 r. wyniki badań zespołu Shi Zhengli z Instytutu Wirusologii w Wuhan, w których ujawniono część genomu wirusa, sekwencja, która przez Francuzów uznana została za sztucznie zmodyfikowaną, akurat pomijają.
Amerykańscy eksperci, którzy przygotowali raport firmowany przez kongresmana McCaula, zauważają, że w Wuhan co najmniej od początku tego tysiąclecia prowadzono badania nad sztucznie modyfikowanymi genetycznie koronawirusami, w których uczestniczyli również specjaliści ze Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście pojawia się nazwisko Petera Daszaka, kierującego zarejestrowanym w Nowym Jorku NGO-sem EcoHealth Alliance. W ich opinii Daszak nie tylko uczestniczył w tajnym programie, lecz również, współdziałając z Chińczykami, dezinformował światową opinię publiczną co do genezy pandemii i powinien w związku z tym stanąć przed sądem.
Rola Daszaka zaznaczyła się szczególnie jasno w trakcie kierowanej przez niego na początku tego roku misji naukowców w Wuhan, która odbywała się pod egidą Światowej Organizacji Zdrowia i miała dać odpowiedź na pytanie o genezę pandemii. Już wówczas argumentowano, że naukowcy przybyli do Wuhan zbyt późno.
Negocjowanie możliwości prowadzenia dochodzenia w Chinach zajęło im cały rok
– powiedział dziennikowi „The Washington Post” Lawrence Gostin, profesor polityki zdrowotnej na Uniwersytecie Georgetown.
To tak, jakby doszło do morderstwa i rok później wracasz na miejsce zbrodni, po tym jak zostało ono wyczyszczone i spodziewasz się, że coś znajdziesz
Inni wypowiadający się publicznie naukowcy dowodzili, że eksperci, którzy wybrani zostali przez Światową Organizację Zdrowia i weszli w skład zespołu, który pojechał do Wuhan, nie mieli doświadczenia w badaniu infekcji odzwierzęcych, a ponadto cała misja prowadzona była na organizacyjnych warunkach podyktowanych przez Pekin. Już wówczas media zwróciły uwagę na wypowiedzi kierującego zespołem WHO Petera Daszaka, który zanim jeszcze jego ekipa zaczęła pracować, wykluczył wersję o „ucieczce wirusa z laboratorium”. Ostatecznie, mimo upływu kilku miesięcy od wizyty studyjnej w Wuhan, WHO nie opublikowała żadnego oficjalnego komunikatu na temat genezy pandemii, co zdaniem wielu obserwatorów, obiektywnie rzecz biorąc, jest na rękę Pekinowi utrzymującemu, że mogła ona wybuchnąć równolegle z nieznanych powodów w wielu miejscach na świecie. Nawet szef Światowej Organizacji Zdrowia Etiopczyk Tedros Adhanom Ghebreyesus, oskarżany przez część mediów o prochińskie sympatie, powiedział publicznie, że wysłany do Wuhan zespół badaczy nie zbadał należycie teorii o pochodzeniu wirusa z laboratorium i jeszcze dużo pracy musi zostać w tej sprawie wykonane.
Peter Daszak nie był zdaniem autorów raportu niezależnym ekspertem, ale naukowcem, który szczególnie w latach 2018–2019 zaangażowany był w realizowany w Wuhan i finansowany szczodrymi grantami przez Chińską Akademię Nauk program badawczy, którego jednym z głównych elementów było rozpoznanie mechanizmu przenoszenia się koronawirusów. W tym celu podlegały one modyfikacji genetycznej, a przykrywką dla badań było poszukiwanie uniwersalnej szczepionki na infekcje pochodzące od wirusów odzwierzęcych. Raport zawiera też kopie e-maili Daszaka kierowanych do przedstawicieli środowiska naukowego, w których przekonuje on, lecz również wywiera presję, aby nie hołdować teorii o ucieczce wirusa z laboratorium.
Republikanie zaprogramują Bidena?
Amerykanie porównali też postępowanie chińskich władz w trakcie epidemii SARS, która wybuchła w 2002 r. w prowincji Guangdong, z działaniami na początku pandemii COVID-19. Wyszedł ten sam schemat reakcji, polegający na początkowym nieujawnianiu informacji o nowej chorobie, opóźnianiu przekazania danych do WHO, niedopuszczaniu mediów i cenzurze, zaniżaniu liczby chorych i niedopuszczaniu zagranicznych ekspertów.
Cała sprawa ma też oczywiście kontekst polityczny, zarówno wewnątrzamerykański, jak i międzynarodowy. Znajdujemy się właśnie w połowie 90-dniowego terminu, który prezydent Biden dał amerykańskim służbom specjalnym na dokonanie znaczącego postępu w kwestii wyjaśnienia genezy pandemii. Media donosiły o podziałach i rywalizowaniu dwóch linii interpretacyjnych. Zwolennicy jednej opowiadają się za wersją sztucznego pochodzenia wirusa. Republikański raport uznać wypada za próbę przechwycenia inicjatywy politycznej i „zaprogramowanie” poszukiwań. Otwarcie mówił zresztą o tym w publicznych wystąpieniach Michael McCaul, domagając się powołania komisji śledczej w Kongresie podobnej do tej, która wyjaśniała zamach na Twin Towers. Gdyby republikanom udało się przeforsować tę linię, mogliby przedstawiać administracje Bidena nie tylko jako opieszałą i nieudolną, ale wręcz niezainteresowaną wyjaśnieniem powodów pandemii, która pochłonęła już życie 630 tys. obywateli Stanów Zjednoczonych.
Kontekst międzynarodowy jest jeszcze ciekawszy. Napięcie na linii Waszyngton–Pekin się utrzymuje, co potwierdziła ostatnia wizyta Wendy Sherman, zastępczyni Antony’ego Blinkena w chińskiej stolicy. Chińczycy nie przejawiają gotowości pójścia na ustępstwa, o czym świadczą m.in. słowa Zhao Lijiana, rzecznika prasowego tamtejszego MSZ, który już po rozmowach z Sherman powiedział na konferencji prasowej, że „przyszłość relacji Chin i USA stoi pod dużym znakiem zapytania. Nie jest jasne, czy relacje dwustronne zmierzać będą ku konfliktowi i konfrontacji, czy poprawie i rozwojowi (…) ten, kto zawiązał ten węzeł, jest również odpowiedzialny za jego rozsupłanie”. Jeśli wróci kwestia sztucznego pochodzenia wirusa i odpowiedzialności Pekinu za pandemię, to trudno się spodziewać, aby nastąpiły „poprawa i rozwój” we wzajemnych relacjach. Republikanie okazaliby się wówczas również tą siłą polityczną, która „zaprogramowała” na lata amerykańską strategię w polityce zagranicznej.
Artykuł z 32/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
