Po klęsce wyborczej Wiktora Obrana opinia publiczna, tak w Polsce jak i w Europie, szybko traci zainteresowanie wydarzeniami nad Dunajem i Cisą. Nie jest to zaskoczenie, to samo zdarzyło się w odniesieniu do Polski. Przed październikiem 2023-go roku zachodnie media śledziły każdy ruch rządu, szukając w najbardziej banalnych zdarzeniach potwierdzenia rzekomo zamordystycznych intencji władzy. Gdy w fotelu premiera rozsiadł się Donald Tusk, sytuacja nad Wisłą przestała media zachodnie interesować. Nawet wyjątkowo wulgarne deptanie konstytucji przyjmowano z zimną obojętnością. Widocznie czytelnicy nie byli zainteresowani.
Nowy premier Węgier Magyar też działa bardzo ostro. Przede wszystkim chce zmusić prezydenta Tamása Sulyoka do ustąpienia, choć prezydent, spokojny, trochę bezbarwny prawnik, niczego nie blokuje, bo nie może, pełniąc funkcję czysto reprezentacyjną. Magyar upokarza prezydenta (podczas zaprzysiężenia ministrów stawał do niego plecami, robiąc sobie zdjęcia z ministrami), wskazuje termin ustąpienie (31 maja – prezydent nie usłuchał), atakuje go z trybuny sejmowej. Podobnie traktuje szefów innych instytucji państwowych, od których domaga się, by odeszli natychmiast, porzucając swoje obowiązki.
Pozornie to działanie nielogiczne, ponieważ Tisza ma większość 2/3 w parlamencie, i może swobodnie zmieniać konstytucję. To jednak sprawa nieprosta, bo wymagałaby zgody w ramach szerokiej koalicji, która wyniosła Magyara do władzy. A to koalicja nie tylko pstrokata, ale i w dużej mierze fikcyjna. Staje się jasne, że prawdziwe sznurki do władzy trzymają liberałowie i zwłaszcza lewica. To oni objęli kluczowe funkcje w aparacie państwa, i to oni decydują o kluczowych nominacjach. Krążą np. opowieści o sekretarzu stanu w kancelarii premiera, który drze na kawałki kartki z propozycjami personalnymi nowej minister spraw zagranicznych Anity Orbán, mówiąc, że to „w istocie fideszowcy”. Magyar nie zdołał również nominować relatywnie konserwatywnej minister edukacji. Lewica powiedziała mu jasno: sprawy młodzieży i kultury są naszą sferą, tobie nic do tego. Co jakiś czas w mediach wspierających obecny rząd pojawiają się także ostrzegawcze artykuły i sondaże. W jednym zbadań Magyar zajął dopiero trzecie miejsce w rankingu zaufania do polityków.
Bebechy systemu, które Magyara wzięły na sztandar i wykorzystały jako taran w drodze do władzy, coraz bardziej wychodzą na pierwszy plan. Nie ma wątpliwości, że za kilka miesięcy będą mogły obecnego premiera po prostu wymienić. Tym bardziej, że powodów rzeczywiście nie brakuje. Konstrukcja psychiczna Magyara jest, delikatnie mówiąc, nieprosta i niełatwa. Narcystyczne cechy pomagały mu w trakcie walki o władzę, ale w fotelu premiera uniemożliwiają sprawne wyważenie interesów, i przede wszystkim, powodują, że nie jest w stanie zbudować realnej struktury politycznej, która wsparłaby jego premierostwo.
Péter Magyar ma dziś jeden atut: wciąż cieszy się realną popularnością wśród milionów Węgrów, ma także wielu niemal fanatycznych „wyznawców”. To poważny kapitał, ale jednocześnie nietrwały. Dlatego Magyar chce uciekać do przodu. Jego plan zdaje się być prosty: wykreować próżnię ustrojową poprzez zmuszenie prezydenta do dymisji, przeprowadzić zmianę konstytucji, która wprowadzi powszechne wybory głowy państwa, wzmocnić uprawnienia prezydenta (prawo weta oraz wpływ na politykę zagraniczną), po czym we wrześniu ogłosić wybory i wygrać je na fali wciąż dużej popularności. Lider Tiszy nie ma zresztą wyjścia, musi uciekać do przodu. Tunel jest wąski, a za nim toczy się coraz szybciej coraz większa kula pchana do przodu przez tych, którzy na niego postawili, ale z jasnym założeniem, że to rozwiązanie etapu przejściowego. Lewica i liberałowie nie chcą, by twarzą władzy był człowiek, który przez dekady należał do elity władzy Fideszu, który osobiście wyrasta z węgierskiej tradycji patriotycznej, i który rzucił wyzwanie Wiktorowi Orbánowi w dużej mierze w wyniku osobistej frustracji, po tym, gdy rozpadło się jego własne małżeństwo, a jego osobiste perspektywy zaczęły wyglądać kiepsko. Postawiony przez los pod ścianą, przez dwa lata osiągnął niewyobrażalnie wiele, obalił bardzo silny rząd, ale jednak zrobił to na kredyt. Teraz przestaje być potrzebny. Wydaje się, że jego dni są policzone, ale może znów uda mu się pokonać grawitację? Zobaczymy.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/762413-peter-magyar-walczy-o-polityczne-zycie
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.