Prigożyn po raz pierwszy zabrał głos po nieudanej rebelii!
Prigożyn zabrał głos po nieudanej rebelii! Przekonuje w nagraniu, że celem buntu było uratowanie formacji. "Miała przestać istnieć 1 lipca"

W 11-minutowym nagraniu Prigożyn nie ujawnił, gdzie się znajduje.
Jewgienij Prigożyn zabrał głos po raz pierwszy od nieudanego puczu! Celem sobotniego buntu najemniczej Grupy Wagnera było uratowanie formacji, nie zaś obalenie władzy rosyjskiej – oświadczył właściciel Grupy Jewgienij Prigożyn w wystąpieniu opublikowanym na Telegramie.
Prigożyn tłumaczy się z buntu!
Prigożyn oświadczył, że jego marsz na Moskwę był „lekcją mistrzowską” pokazującą, jak powinna była się odbyć rosyjska „operacja” w Ukrainie 24 lutego zeszłego roku. Zaznaczył, że Grupa Wagnera przeszła w sobotę taką samą odległość, jaka dzieli granicę rosyjsko-ukraińską od Użhorodu przy granicy ukraińsko-węgierskiej.
Gdyby na początku specjalnej operacji wojskowej zadania wykonywali tacy ludzie jak Grupa Wagnera, być może potrwałaby ona tylko kilka dni. Pokazaliśmy poziom organizacji, który powinna mieć armia rosyjska
— oznajmił.
Marsz ten ujwanił – według niego – „poważne problemy w sferze bezpieczeństwa na całym terytorium” Rosji, gdyż w jego trakcie Grupa Wagnera zablokowała „wszystkie lotniska i oddziały wojskowe” na swojej drodze.
Powtórzył też, że bunt został wywołany atakiem rakietowym na siły wagnerowców, w którym zginęło – wedle jego słów - 30 najemników.
Poczuliśmy więc, że wystarczy zademonstrować, co chcemy zrobić
— powiedział w nagraniu.
Oznajmił przy tym, że Alaksandr Łukaszenka zaproponował mu znalezienie rozwiązań umożliwiających dalszą działalność Grupy w ramach prawa.
Prigożyn podkreślił też, że w czasie swego marszu jego najemnicy nie zabili ani jednego żołnierza rosyjskiego.
Powiedziałem, że nie będziemy stosować agresji, ale jeśli nas zaatakują, to odpowiemy
— zaznaczył szef najemników w nagraniu.
W wyniku intryg i nieprzemyślanych decyzji jednostka ta miała przestać istnieć 1 lipca. (…) Nikt nie godził się na podpisanie umowy z rosyjskim Ministerstwem Obrony, bo wszyscy wiedzą, że doprowadzi to do całkowitej utraty zdolności bojowej
— mówił. Dodał, że kontrakt z resortem podpisało ostatecznie mniej niż 2 proc. wagnerowców.
W 11-minutowym nagraniu Prigożyn nie ujawnił, gdzie się znajduje. Zgodnie z porozumieniem, które zawarł z Łukaszenką, miał się udać na Białoruś.
Krótka rebelia
W sobotę najemnicy należącej do Prigożyna Grupy Wagnera zajęli sztab rosyjskiej armii w Rostowie nad Donem, a następnie zaczęli posuwać się w kierunku Moskwy. Prigożyn jest od dawna skonfliktowany z częścią rosyjskiego establishmentu wojskowego, dowodzącą inwazją na Ukrainę. Domagał się „przywrócenie sprawiedliwości” w armii i odsunięcia od władzy ministra obrony Siergieja Szojgu.
Wieczorem w sobotę Prigożyn ogłosił odwrót i wycofanie najemników do obozów polowych, by „uniknąć rozlewu krwi”. Miało to być rezultatem negocjacji białoruskiego autorytarnego lidera Alaksandra Łukaszenki z Prigożynem, prowadzonych w porozumieniu z Putinem.
CZYTAJ TAKŻE:
olnk/PAP/rmf24
