Z głową mają coś przywódcy państw UE, a nie ci, którzy sieją terror i strach w Europie

Fot. PAP/EPA
Fot. PAP/EPA

Wariactwem chce się zaklajstrować prawdziwe przyczyny fali terroru w UE. A podstawową jest wpuszczenie do Europy ludzi, którzy przede wszystkim czują się żołnierzami kalifatu.

Wszystko, co obserwujemy od stycznia 2016 r., czyli od zamachu na redakcję Charlie Hebdo, a kończąc na najnowszym zamachu w niemieckim Ansbach po raz kolejny i bardzo dosadnie potwierdza klęskę polityki imigracyjnej w Unii Europejskiej w odniesieniu do przybyszów z kręgu islamu. I to nie tej najnowszej, lecz tej z ostatnich kilku dekad. Nie jest to żadna niespodzianka, bowiem poza problemami politycznymi, społecznymi, socjalnymi i kulturowymi stoją za tym fundamentalne kwestie pojmowania państwa i Zachodu w islamie (klasycznym oraz we współczesnych jego wersjach). Oczywiście klęska integracji na poziomie społecznym, socjalnym czy kulturowym sprawia, że w miarę zeświecczeni imigranci, a tych jest najwięcej w drugim i trzecim pokoleniu, wracają „do źródeł”. Ale te źródła w zasadzie nigdy nie wyschły, tak jak nigdy nie wygasła wojna cywilizacji, o której pisali m.in. Samuel Huntington („Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego”), Benjamin Barber („Dżihad kontra McŚwiat”) czy George Ritzer („Makdonaldyzacja społeczeństwa”).

Z jednej strony mamy złudzenia przywódców i części społeczeństw Zachodu o wielokulturowej, wielobarwnej mozaice jako przyszłościowym modelu, uzasadnione tandetnymi, naiwnymi i zepsutymi poprawnością konstrukcjami intelektualnymi. Z drugiej – odrodzenie ummy, czyli globalnej wspólnoty islamskiej, w reakcji na różne ruchy emancypacyjne wewnątrz islamu i różne modele państwa islamskiego, które z tego wynikały. Owszem, w świecie islamu istnieje różnorodność, ale istnieje też coraz silniejsze przekonanie, że umma jest ważniejsza od wszystkiego innego i w imię tego trzeba realizować misję i prowadzić dżihad. Co skutkuje tym, że najważniejszy jest znowu podział na dar al-islam (terytorium islamu) oraz dar al-garb (terytorium wojny), a coraz mniejszy staje się obszar dar al-sulh (terytorium zgody) czy dar al-hudna (terytorium spokoju). W praktyce sprowadza się to do tego, że prawdziwy wyznawca islamu tylko taktycznie może wyznawać zasady dar al-sulh czy dar al-hudna, czyli akceptować prawa i zwyczaje państwa, do którego wyemigrował. A długofalowo i z najgłębszych pobudek powinien dążyć do opanowania tych miejsc i państw Zachodu, w których żyje, czyli traktować je jako terytorium dżihadu, by ostatecznie przekształcić je w terytorium islamu, czyli ustanowić kalifat Europy. Ci, którzy temu zaprzeczają są albo ślepi, albo naiwni, albo po prostu niemądrzy.

Fakty są takie, że w Unii Europejskiej żyje co najmniej kilkanaście milionów wyznawców islamu, którzy coraz bardziej czują się częścią ponadnarodowej ummy, czyli społeczności wiernych. A przynależność do ummy oznacza, że najważniejsze są więzy religijne i w imię ich umacniania można, a nawet trzeba zrywać związki innego rodzaju, czyli ze społecznościami, kulturami i ludźmi pośród których się dotychczas żyło. Bo te inne więzy tylko osłabiają poczucie przynależności do ummy. To się dzieje na naszych oczach i nie ma co się oszukiwać, bo każdy mógł zobaczyć reakcje islamskiej społeczności na ataki terrorystyczne, choćby w brukselskiej dzielnicy Molenbeek. I można było się przekonać, jak płytka jest integracja i jak pozorna asymilacja czy poszanowanie wartości Zachodu. Jednocześnie można była zauważyć, jak bardzo umma się integruje na gruncie religijnym, a ponad przynależnością państwową, klasową, warstwową czy grupową. Można było także zauważyć, że coraz więcej imigrantów z kręgu islamu czuje się w państwach Unii Europejskiej ofiarami tych państw i społeczeństw. To przekonanie pogłębiają nowoczesne technologie, umożliwiające łatwy kontakt między rozproszonymi członkami ummy i sprawiające, że łatwo się wzajemnie motywują, a wręcz nakręcają, bo czują się osaczeni. Nic dziwnego, że w efekcie przyznają sobie potem prawo do zadośćuczynienia i odwetu na wrogach pośród których żyją, a jedną z form jest terroryzm czy szerzej przemoc. A wszystko to odbywa się z odwołaniem do Koranu, w którym znajdują zarówno diagnozę sytuacji, jak i receptę na przyszłość. Konkretnie rozproszonych członków ummy integrują i motywują przede wszystkim tysiące nauczycieli i imamów, funkcjonujących w państwach Unii Europejskiej (i generalnie na Zachodzie) dzięki hojnemu sponsoringowi głównie z bogatych państw rejonu Zatoki Perskiej, z Arabią Saudyjską na czele.

Nauki imamów trafiają na podatny grunt przede wszystkim z powodów socjalnych. W państwach Unii Europejskiej muzułmanie osiągają niższe dochody i żyją na niższym poziomie, co wiąże się z tym, że mają też gorsze wykształcenie. I to nie tylko w stosunku do rdzennych Europejczyków, ale też w porównaniu z nieislamskimi imigrantami. Ich rodzice i dziadkowie, emigrujący do Europy przede wszystkim z powodów ekonomicznych, nie dostrzegali tego upośledzenia albo im ono nie przeszkadzało, gdyż i tak znacząco poprawili swój status i warunki życia. Ich dzieci i wnuki mają poczucie krzywdy i nie chcą być bierni, co było doskonale słychać w tym, co wykrzykiwał niedawno morderca z Monachium. Tacy jak on są pozornie zasymilowani, ale jednocześnie głęboko wyalienowani, bo czują się wykluczeni i w jakimś sensie napiętnowani. Do takich ludzi najłatwiej trafiają imamowie, którzy przerabiają ich w integralnych i zaangażowanych członków ummy, bo w ten sposób odzyskują oni tożsamość i zmazują grzech przyjęcia i kultywowania zachodniego stylu życia. Trafiają do nich także werbownicy z grup i organizacji terrorystycznych, bo łatwo ich zmotywować do odwetu, nawet za cenę życia. A jeśli nawet nie trafiają, to niektórzy sami podejmują decyzje, żeby przeprowadzić zamach – wszystko jedno czy w ramach osobistej zemsty czy w imię dżihadu.

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...

Redaktor Naczelna: Marzena Nykiel

Zespół: Krzysztof Bałękowski, Wojciech Biedroń, Adam Kacprzak, Jacek Karnowski, Michał Karnowski, Tomasz Karpowicz, Kamil Kwiatek, Aleksander Majewski, Adam Stankiewicz, Weronika Tomaszewska, Anna Wiejak.

Autorzy: Łukasz Adamski, Piotr Cywiński, Krzysztof Feusette, Grzegorz Górny, Edyta Hołdyńska, Jerzy Jachowicz, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Maja Narbutt, Maciej Pawlicki, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło.

Używasz przestarzałej wersji przeglądarki Internet Explorer posiadającej ograniczoną funkcjonalność i luki bezpieczeństwa. Tracisz możliwość skorzystania z pełnych możliwości serwisu.

Zaktualizuj przeglądarkę lub skorzystaj z alternatywnej.