Kolejne analizy potwierdzają: trwa regularna wojna informacyjna Rosji w Niemczech i innych krajach UE. Naprawdę chcemy wierzyć, że Polska jest wyjątkiem?

YT
YT

Kiedy prof. Andrzej Zybertowicz zaczął zastanawiać się nad tym, czy manifestacje Komitetu Obrony Demokracji nie mogą wpisywać się w scenariusz wojny informacyjnej i hybrydowej ze strony Rosji, spotkała go lawina śmiechu i kpin. Dziennikarze i całe redakcje, które grają dziś na scenariusz wywrócenia rządu tylko czekały na takie słowa. Posypały się szyderstwa, a z Zybertowicza zrobiono niemalże wariata, który w spontanicznie skrzykniętych protestujących doszukuje się agentów wynajętych za kilka rubli.

WIĘCEJ; Prof. Zybertowicz o sporze wokół TK: Mamy kwadraturę koła. Sytuacja wymaga przemyślenia i kompromisu. „Im spór w Polsce jest mniej racjonalny, tym lepiej dla Rosji”

Przykład słów prof. Zybertowicza (inna rzecz czy potrzebnych w takiej formie) i tego, jak zostały potraktowane, jest jednak tylko przesłanką, by zwrócić uwagę na szerszy problem. Ostatnie dni i tygodnie przyniosły bowiem szereg przykładów, które co mniej zacietrzewionym jednostkom powinny dać do myślenia.

Dla przykładu - oddajmy głos Janisowi Sartsowi, analitykowi NATO, który w rozmowie z „Guardianem” zwracał uwagę na niezwykle intensywną aktywność (nazwał ją wręcz „wojną informacyjną”) Rosjan w niemieckiej debacie publicznej. Cel? Osłabienie kanclerz Merkel.

To jest testowanie, czy Rosjanie są w stanie - opierając się na istniejących problemach - stworzyć sytuację, w której mogłoby dojść do zmiany politycznej w Niemczech. (…) Zaskakujący skoordynowany, medialno-polityczny atak. Berlin odczuł na własnej skórze metody, jakie Moskwa stosuje od dawna wobec Ukrainy

— powiedział Sarts, dyrektor NATO Strategic Communications Centre of Excellence z siedzibą w Rydze.

Główna działalność rosyjskiej propagandy skupia się na naturalnych niepokojach wywołanych kryzysem imigracyjnym. W ocenie analityka NATO Rosjanie wykorzystywali do tego nie tylko klasyczne media, ale również serwisy internetowe i portale społecznościowe.

Sartsowi wtórują ustalenia niemieckiej prasy, która powołuje się na specjalne raporty w tamtejszych służbach specjalnych:

Agencje ostrzegły, że istnieje konkretne zagrożenie, że Moskwa może wykorzystać „wysoki potencjał mobilizacyjny” rosyjskiej społeczności w Niemczech, która liczy ok. 2 mln osób. Stwierdzili, że dowody wskazują, że ludzie ci są pod wpływem Kremla i z jego inicjatywy wychodzą na ulice demonstrować.

— twierdzi niemiecki „Bild”, powołując się na wnioski z tajnego spotkania niemieckich polityków z szefami agencji wywiadowczych

Doskonałym przykładem propagandowej działalności Rosjan na tym polu jest przykład 13-letniej Lizy, która miała zostać zgwałcona przez imigrantów, co zostało po prostu wymyślone, a następnie umiejętnie podgrzane przez reakcje Kremla i specyfikę naszych czasów. W Internecie informacja rozchodzi się błyskawicznie po kolejnych portalach. Nikt nie sprawdza źródła, a Facebook, Twitter i inne serwisy profile społecznościowe robią swoje. Koniec końców nie ma możliwości weryfikacji tego, czy historia jest prawdziwa, ale ziarno niepewności zostaje zasiane. Po szczegóły historii Lizy odsyłam do ciekawego materiału Grzegorza Kuczyńskiego w tvn24.pl.

Poza interesującymi rozgrywkami między Moskwą i Berlinem warto jednak pójść krok dalej i zwrócić uwagę na jeszcze inny aspekt całej sytuacji. Wspomniany wcześniej analityk NATO konkluduje swoją krótką analizę następującym wnioskiem:

Jest wiele krajów, które tego nie dostrzegają lub nie chcą dostrzegać

— zauważa ekspert.

Współgrają z tym kolejne informacje z niemieckich służb.

Kluczowe pytanie, jakie po informacjach z Niemiec powinni zadać sobie polscy uczestnicy debaty publicznej jest następujące: skoro Rosjanie mogą uprawiać agresywną politykę informacyjną nie tylko wobec słabej Ukrainy, ale również wobec silnych państw UE, z Niemcami na czele, to dlaczego Polska miałaby być wyjątkiem?

Ciąg dalszy na następnej stronie.

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...