Imigranci nie przyniosą Niemcom drugiego cudu gospodarczego, tylko pierwszy poważny kryzys socjalny. [ANALIZA]

Fot. evangelisch.de
Fot. evangelisch.de

To, że Niemcy tak ochoczo przyjmują uchodźców nie wynika z dobrego serca, a nawet z poczucia winy wynikającej z historii, ale z demograficznej kalkulacji. Ludność Niemiec ma się w najbliższych kilkudziesięciu latach radykalnie skurczyć. Z obecnych 80 do 69 milionów. Liczba osób w wieku pracującym spadnie tym samym z obecnych 49 do zaledwie 34 milionów. Gdyby się to potwierdziło, Niemcy utraciłyby tytuł największej gospodarki europejskiej. A na tym opiera się niemiecka dominacja na starym kontynencie.

W Niemczech trwa więc dyskusja nad możliwością integracji imigrantów na rynku pracy. Rekordowo niskie bezrobocie i brak wykwalifikowanych rąk do pracy (rocznie powstaje ok. 700 tys. nowych miejsc pracy, z których mniej niż połowa jest obsadzana) powinien otworzyć przed przybyszami z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu morze możliwości. Liczy na to niemiecki przemysł. Statystki pokazują jednak, że choć cudzoziemcy obecnie łatwiej znajdują w Niemczech pracę, nie dotyczy to Syryjczyków, Irakijczyków i Afgańczyków. Ci już teraz są w większości bezrobotni.

A ich poziom wykształcenia, jak podkreślił niemiecki ekonomista Hans-Werner Sinn, odpowiada temu „funkcjonalnych analfabetów”. Nie są w stanie rozumieć pisanego tekstu i rozwiązywać prostych zadań matematycznych. Według niemieckiego eksperta ds. edukacji Ludgera Wößmanna 65 proc. syryjskich dzieci, które przybyły z ostatnia falą imigracji do Niemiec posiada wiedzę i umiejętności daleko poniżej minimum wymaganego przez OBWE. Nawet gdyby nauczyły się języka niemieckiego, „nie byłyby w stanie przyswoić tego, co jest im przekazywane na lekcjach”.

Zamiast rozwiązać problem demograficzny Niemiec i spowodować cud gospodarczy, jak miały nadzieję władze w Berlinie, przedsiębiorcy i pozostali zwolennicy „Wilkommenskultur”, masowy napływ imigrantów wywoła więc poważny kryzys socjalny. Większość przybyszy nie chce się bowiem kształcić ani uczyć zawodu. Wolą wykonywać nawet najniżej płatne prace, byle zarobić. Wielu musi spłacić dług zaciągnięty u przemytników i wysyłać pieniądze rodzinie w ojczyźnie. Pozostali, jak zauważa dziennik „Süddeutsche Zeitung”, zwyczajnie nie rozumieją zalet płynących z posiadania wykształcenia. Jak powiedziała minister gospodarki Bawarii Ilse Aigner „zaledwie co dziesiąty uchodźca nadaje się rzeczywiście do pracy”.

Ciąg dalszy na następnej stronie.

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...