Ewa Kopacz umywa ręce od sprawy aresztowanych rolników. W Szczecinie w ich obronie zorganizowano maniefestację

fot. PAP/Marcin Bielecki
fot. PAP/Marcin Bielecki

Rolnicy organizują protest w imieniu aresztowanych. Seremet kontroluje działanie prokuratury w Szczecinie, a Ewa Kopacz umywa ręce od całej sprawy.

Ewa Kopacz nie chciała dziś odpowiadać na pytania o sprawę 11 rolników zatrzymanych w związku z utrudnianiem przetargów na sprzedaż i dzierżawę ziemi rolnej powinna wyjaśnić niezależna prokuratura.

To pytanie do prokuratorów, nie do premiera rządu

— podkreśliła.

Podczas briefingu w Świnoujściu dziennikarze pytali premier, dlaczego prokuratura zajęła się sprawą wykupu ziemi na dwa tygodnie przed wyborami, choć - jak wskazywali - do ustawiania przetargów dochodziło wcześniej. Pytali także, czy zamierza rozmawiać z rolnikami, którzy zapowiadają, że będą się domagać spotkania.

Wtedy, kiedy rolnicy byli pod kancelarią premiera, spotykałam się z nimi dwukrotnie. Wtedy, kiedy spotykałam się, były ciężkie boje o zapisy w ustawie o obrocie ziemią, która będzie obowiązywać, bo została przeprocedowana, od 1 stycznia 2016 roku. Nigdy nie uciekałam od takich spotkań. Mam nadzieję, że to spotkanie będzie tak samo merytoryczne jak tamte, które miały miejsce w Warszawie

— odparła szefowa rządu.

Jak podkreśliła, o sprawę zatrzymania rolników należy pytać prokuraturę.

Prokuratura jest niezależna i nie chciałabym, aby jakikolwiek premier, niezależnie od tego, kto nim jest, wpływał na prokuraturę. To jest pytanie do prokuratorów, to na pewno nie jest pytanie do premiera rządu

— dodała Kopacz.

Prok. Maciej Kujawski z Prokuratury Generalnej powiedział w poniedziałek PAP, że prokurator generalny Andrzej Seremet uzyskał od szczecińskiej prokuratury informacje na temat tego śledztwa jeszcze w zeszłym tygodniu w reakcji na pismo, które w PG złożył poseł Krzysztof Jurgiel (PiS).

To było po prostu zasięgnięcie informacji. Żaden z formułowanych zarzutów, iż sprawa ma jakieś podłoże polityczne, nie znajduje żadnego uzasadnienia

— podkreślił prokurator.

Jak ustaliło Radio RMF FM prokurator generalny po zapoznaniu się z informacjami szczecińskich prokuratorów odpowiedzią  nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości ani w ich działaniach, ani funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji, którzy zatrzymywali rolników.

We wtorek policja zatrzymała 11 rolników spod Pyrzyc (Zachodniopomorskie) i b. pracownika Agencji Nieruchomości Rolnych. Usłyszeli m.in. zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, która miała na celu utrudnianie i zakłócanie przetargów na sprzedaż i dzierżawę ziemi rolnej. W czwartek szczeciński sąd aresztował pięciu rolników na dwa miesiące, a wobec trzech zastosował areszt warunkowy, do czasu wpłacenia poręczeń.

Według prokuratury do przetargów ograniczonych organizowanych przez szczeciński oddział Agencji Nieruchomości Rolnych przystępowali rolnicy, którzy przed etapem licytacji uzgadniali, kto wygra przetarg. Śledczy ustalili, że rolnik, który miał wygrać, oferował zapłacenie kwoty minimalnej za nieruchomość, a pozostali w ogóle nie przystępowali do licytacji. Rolnik wygrywał przetarg, a ziemia była sprzedawana za kwotę niższą niż ta, którą można byłoby uzyskać, gdyby nie doszło do zmowy rolników - twierdzi prokuratura.

Sprawa dotyczy co najmniej kilkudziesięciu przetargów, a wartość ziemi będącej przedmiotem tych postępowań to co najmniej 6 mln zł. Aresztowani nie przyznali się do winy. Wobec czterech kolejnych podejrzanych prokurator zastosował w ubiegłą środę wolnościowe środki zapobiegawcze - dozory policji i poręczenia majątkowe od 30 do 50 tys. zł. Dwie osoby przyznały się do zarzucanych im czynów i złożyły wyjaśnienia.

W sobotę do sprawy zatrzymanych rolników wróciło PiS. Prezes partii Jarosław Kaczyński nazwał tę sytuację skandalem. Jego zdaniem ta sprawa wiąże się z wizytą Ewy Kopacz w Zachodniopomorskiem, bowiem - mówił Kaczyński - istnieją obawy związane z demonstracjami przeciw szefowej rządu. Ważniejsza jednak jest według prezesa PiS odpowiedź na pytanie, kto ma kupować polską ziemię.

To, co w tej chwili jest robione, to jest nic innego, jak próba zastraszenia polskich rolników, żeby oni polskiej ziemi nie kupowali. Żeby Polska ziemia była dla cudzoziemców

— ocenił Kaczyński.

CZYTAJ TEŻ: Jarosław Kaczyński alarmuje: Polscy rolnicy są aresztowani i zastraszani, żeby polska ziemia trafiła w ręce cudzoziemców!

Minister rolnictwa Marek Sawicki w piątek podpisał pismo do Prokuratora Generalnego, Andrzej Seremeta, w którym zażądał poinformowania opinii publicznej o charakterze zatrzymania rolników z Pyrzyc w województwie zachodniopomorskim. Była to reakcja na pomówienia polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy jeszcze w czwartek podczas posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa twierdzili, że aresztowania były politycznie inspirowane przez rząd

— napisał w oświadczeniu resort rolnictwa. Ministerstwo podkreśliło też, że nie ma wpływu na działania jakiejkolwiek prokuratury.

Tymczasem Prokuratura Okręgowa w Szczecinie odpiera zarzuty polityków. Zdaniem śledczych, rolnicy nie działali w obronie polskiej ziemi, lecz aby „zaspokoić własny, prywatny interes”.

Prokuratura zwołała w poniedziałek konferencję prasową ws. rolników podejrzanych o utrudnianie przetargów organizowanych przez szczeciński oddział Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR) na sprzedaż i dzierżawę ziemi rolnej. Wobec pięciu osób szczeciński sąd zastosował areszt, a wobec trzech kolejnych - areszt warunkowy. W poniedziałek w Szczecinie w obronie kolegów protestowała grupa kilkudziesięciu rolników – do miasta przyjechali ciągnikami.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Małgorzata Wojciechowicz powiedziała, że zarzut odnośnie działań prokuratury mówiący, że rolnicy działali w obronie polskiej ziemi, jest chybiony.

Oni działali, aby zaspokoić swój własny, prywatny interes. Chodziło im o to, aby nabyć ziemię na najbardziej korzystnych dla siebie warunkach, za jak najniższą cenę

-– powiedziała.

Było to działaniem na szkodę właściciela tej ziemi, na szkodę Agencji. Gdyby inni rolnicy mogli przystąpić do licytacji i normalnie w niej uczestniczyć, to byłaby rzetelna, normalna licytacja, normalny przetarg. Cena byłaby na pewno znacznie wyższa, ponieważ mamy na to przykłady, że w przetargach, które nie były ustawione, cena, za którą rolnicy kupowali ziemię, była dwukrotnie wyższa niż ta, którą na początku oferowała Agencja

-– wytłumaczyła.

Wojciechowicz przypomniała w poniedziałek zasady przetargów.

Przetargi ograniczone dedykowane są określonej grupie osób. W tym wypadku chodziło o osoby zameldowane na terenie powiatu pyrzyckiego i Lipian. Byli to rolnicy indywidualni - tacy, których gospodarstwo nie miało więcej niż 300 ha.

Prokuratura zaznacza, że dotąd nie wpłynęła żadna skarga na czynności policji związane z zatrzymaniami, ani na zastosowane w sprawie środki zapobiegawcze.

Wojciechowicz podkreśliła, że „prokuratura jest instytucją niezależną i apolityczną; w swoich działaniach nie kieruje się kalendarzem wyborczym”.

Podczas konferencji przekazano informację, że podstawą do wszczęcia postępowania, oprócz zawiadomienia złożonego przez dyrektora Agencji, były ustalenia z działań operacyjnych policji.

Konkretnie chodzi o podsłuchy, a także zawiadomienia innych osób, które były pokrzywdzone działaniami tej grupy

-– przedstawiła.

Wojciechowicz dopytywana, w jaki sposób rolnicy blokowali udział innych osób w przetargach, odpowiedziała, że tych informacji nie może ujawnić.

Prokurator nie wyraził zgody na przekazanie informacji, jakiego rodzaju działania były podejmowane w stosunku do innych rolników. Były takie sytuacje, kiedy osoby te były nakłaniane, by nie licytować i nie brać udziału w przetargach

— dodała.

W obronie aresztowanych kolegów w Szczecinie protestowali rolnicy, którzy do miasta wjechali ciągnikami. Kilkadziesiąt pojazdów stanęło w centrum przy oddziale ANR. Przedstawicieli protestujących złożyli tam petycję dotyczącą m.in. odwołania dyrektora oddziału.

W szczecińskim oddziale Agencji Nieruchomości Rolnych doszło do przepychanek. Rolnicy weszli do budynku, żądając dymisji dyrektora ANR Roberta Zborowskiego. Grozili mu wywiezieniem na taczce.

To Zborowski powiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez rolników z rejonu Pyrzyc. W ubiegłym tygodniu kilkunastu z nich zatrzymali agenci Centralnego Biura Śledczego. W poniedziałek do jego biura weszli znajomi zatrzymanych.

  • Złodziej, złodziej!

— krzyczeli rolnicy.

Coś się panu nie podobało? Nie wiemy dlaczego. Zawsze pan z nami rozmawia i mówi, że jest dla nas rolników, a tu donos. Wsadził pan chorego człowieka.

Rolnicy wręczyli petycje Robertowi Zborowskiemu. Prezes zapewnia, że nie poda się do dymisji. Jak tłumaczył, to prawo zobowiązało go do powiadomienia prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Protest przeniósł się przed gmach Prokuratury OkręgowejRolnicy przejechali na ciągnikach, przyjechali też samochodami, są eskortowani przez policyjne radiowozy. Rolnicy chcą tam nocować. W Szczecinie zamierzają zostać przynajmniej do wtorku, choć niewykluczone, że protest potrwa nawet do 26 października - poinformował Edward Kosmal z rolniczej Solidarności.

Protest to wyraz solidarności z osobami, które zatrzymali agenci Centralnego Biura Śledczego w ubiegłym tygodniu.

To zastraszanie rolników. Teraz będą się oni obawiać czy w ogóle przystępować do przetargu i czy kupować ziemię. Dla kogo ma być ta ziemia? Nie może tak być, to jest państwo w państwie. Robią z nas bandytów. Sami są bandytami

— mówią protestujący.

Za udział w zorganizowanej grupie przestępczej grozi do 5 lat więzienia, za kierowanie taką grupą - do dziesięciu.

Zgodnie z decyzją sądu pięcioro rolników czeka na proces w areszcie. Pozostali podejrzani odpowiadają z wolnej stopy, ale część musiała wpłacić kaucję. Jak dotąd nikt nie złożył zażalenia na decyzję sądu.

ansa/PAP/RMF FM/ Radio Szczecin

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...