Prof. Krasnodębski: "Jak znam niemiecką pragmatykę, to dni pana Lisa w „Newsweeku” są policzone". NASZ WYWIAD

fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

Nie będzie w interesie Berlina zaognianie sytuacji z nową władzą w Polsce, nawet przy świadomości, że rozmowy z nią będą bardziej pragmatyczne, a sama władza będzie bardziej asertywna

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Zdzisław Krasnodębski, socjolog, eurodeputowany PiS, wykładowca na Uniwersytecie w Bremie.

wPolityce.pl: Czy za tymi agresywnymi atakami „Newsweeka” na nowego prezydenta może stać chęć „zmiękczenia” go przez stronę niemiecką? Wkrótce pierwsza podróż Andrzeja Dudy do Berlina.

Prof. Zdzisław Krasnodębski: Myślę, że jest jednak odwrotnie; to redaktor naczelny „Newsweeka”, chcąc ocalić swe stanowisko stara się zepsuć opinię prezydenta, przedstawić go w złym świetle. Ma w ten sposób nadzieję, że jeśli relacje polsko-niemieckie nie będą najlepsze, to on ocali posadę. To wygląda na samodzielne działania red. Lisa, aby utwierdzać Niemców z centrali w Hamburgu w tym swoim przekonaniu.Sądzę, że zakończy się to jego niepowodzeniem, bo jak znam niemiecką pragmatykę, to dni pana Lisa w „Newsweeku” są policzone.

Skąd pańskie przekonanie, że dni Lisa na stanowisku naczelnego „Newsweeka” są policzone?

Tak jak powiedziałem, to wynika z pragmatyzmu Niemców. Nie jest przecież dobrze z punkt widzenia taktyki koncernu medialnego, gdy ktoś aż tak mocno angażuje się politycznie po jednej stronie sporu. Znamy przecież pana Lisa od lat i kiedyś on potrafił skrywać się za parawanem, czy iluzją obiektywności. W tej chwili jest najbardziej zaangażowanym dziennikarzem po stronie jednej partii, po stronie byłego prezydenta. Wyróżnia się zajadłością. To wszystko nie służy niemieckim interesom, gdy z dużym prawdopodobieństwem dojdzie w Polsce do zmiany władzy. No chyba, że Lisowi jakimś cudem uda się przekonać swoich przełożonych, że prezydent Duda jest złem wcielonym, populistą itd. Ale z tego co wiem, to rozmowy przygotowawcze do pierwszej wizyty prezydenta w Berlinie wypadły bardzo dobrze. Myślę, że po wyborach relacje polsko-niemieckie także będą poprawne, a w takiej sytuacji nie będzie w Springer Verlag miejsca dla takich osób jak Tomasz Lis. Niemcy postawią pewnie na kogoś krytycznego, ale jednocześnie bardziej neutralnego i mniej agresywnego.

Axel Springer stracił już dobrą okazję do pozbycia się Lisa, gdy „Newsweek” opublikował antysemicki w swych intencjach tekst o teściu Andrzeja Dudy. W Niemczech taki artykuł by przecież nie przeszedł bezkarnie.

Owszem, z intencjami osłabienia czyichś szans wyborczych, nie przeszedłby. Ludzie mają prawo wiedzieć wszystko, ale artykuł przekroczył pewne granice w swych intencjach. Ale coś mi się wydaje, że wbrew pozorom, to nie zostało w centrali Axel Springer zapomniane. Sądzę, że odsunięcie Lisa nastąpi za kilka miesięcy, aby jego odejście nie miało posmaku skandalu, bo byłoby to dla wydawnictwa przyznaniem się do porażki kadrowej. Zmiana naczelnego „Newsweeku” nastąpi, gdy opinia publiczna zajmie się innymi tematami.

Ciąg dalszy czytaj na następnej stronie.

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...