Pan Burmistrz Robert Kempa na IX sesji Rady Dzielnicy Ursynów, w odpowiedzi na apele rodziców tej szkoły o podjęcie działań, o zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom i o zmianę dyrekcji, która brakiem działań wobec sprawców przemocy, przyzwala na złe zachowania, odpowiedział, że w protokole zapisane jest zdanie „może wskazywać na nieprzestrzeganie praw dziecka”, akcentując słowo „może”. Wydawałoby się, że dla dzielnicy - organu prowadzącego, teoretycznie odpowiedzialnego za bezpieczeństwo dzieci w szkole, naturalnym powinno być wyjaśnienie, co kryje się za tym słowem „może”. Ale nie dla Pana Burmistrza.
„MOŻE wskazywać na nieprzestrzeganie praw dziecka”
Pozwoli Pani, że zacytuję kilka odpowiedzi udzielonych przez dzieci w anonimowej, kuratoryjnej ankiecie, dzieci uczęszczających do stołecznej szkoły podstawowej w Europie w XXI wieku: „porównują nas i poniżają”, „ktoś kopnął mnie, a rozpatrujący sprawę cały czas pytał co mu zrobiłem”, „nauczyciele nie reagują na dokuczanie”, „wyższe klasy nas dręczą. Są niemili, wyzywają nas i poniżają”, „na korytarzach panuje tłok i dużo osób się bije”, „nauczyciel używał wobec mnie obraźliwych słów”, „powiedziałem, że nikogo nie szturchnąłem lecz ona napierała i mówiła „a może jednak” i powiedziałem, że tak, bo mnie dręczyła tym pytaniem przez 15 minut”, „chłopcy bili mnie”, „zaczęli mnie bić i kopać”, „koledzy bili mnie i biją cały czas, a nauczyciele nie reagują”, „wyzywali mnie – jesteś głupi, brzydki, spieprzaj”, „obrażano moją rodzinę”.
Myślę, że nie chciałaby Pani uczyć się kilka godzin dziennie w takich warunkach, tym bardziej, że dzieci nie mogą spędzać przerw śródlekcyjnych na świeżym powietrzu w Naszej Szkole ze względu na to, iż – według dyrektora Naszej Szkoły – „Szkoła nie byłaby w stanie zapewnić uczniom bezpieczeństwa”.
„Dzieci (…) nie są kompetentne do oceny pracy nauczyciela”
Szkoła i Urząd Dzielnicy Ursynów nie podjęli żadnych działań, aby wyjaśnić zarzuty stawiane poszczególnym osobom wymienionym we wnioskach po kontroli kuratoryjnej, nie zawieszono pięciu nauczycieli wskazanych przez dzieci jako te osoby, które łamią ich prawa – choć Karta Nauczyciela mówi o obligatoryjności takiego postępowania. Dyrektor Naszej Szkoły, Iwona Grelka złożyła jedynie odwołanie od kontroli przeprowadzonej przez Kuratorium Mazowieckie: „dzieci (…) nie są kompetentne do oceny pracy nauczyciela” i odeszła na wielomiesięczne zwolnienie lekarskie. Wcześniej rodzice złożyli skargi na poświadczenie nieprawdy w protokole kontroli kuratoryjnej przez panią dyrektor, ale zostały one skwitowane przez Kuratorium stwierdzeniem: „Umotywowane zastrzeżenia do protokołu (…) może zgłosić dyrektor szkoły” - czyli nie rodzic!
Państwo prawa?
Wszyscy Ci urzędnicy albo nie znają Konstytucji RP, albo nie chcą o niej pamiętać - bo art. 72 mówi jasno: ” Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją”. Jedyne działanie, jakie podjął Burmistrz Dzielnicy Ursynów Robert Kempa, to skierowanie do Wojewody, na pisemne żądanie Rady Rodziców Naszej Szkoły, wniosku o postępowanie wyjaśniające wobec Dyrektora Szkoły, bardzo lakonicznie argumentując, że „…Rada Rodziców Szkoły wysunęła wobec Dyrektora Szkoły zarzut uchybienia swoim obowiązkom” - tak, Rada Rodziców, a nie pan Burmistrz mocą własnego urzędu.
Szeryf Praw Dziecka
W Dzielnicy Ursynów mamy również szczególną postać – naczelnika Wydziału Oświaty, panią Mirosławę Żurawską, uhonorowaną Gwiazdą Szeryfa przez Unicef, za szczególne zasługi w działaniach na rzecz dzieci, ale najwyraźniej dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 16 nie mogą liczyć na pomoc pani naczelnik. Szeryf ich praw jest również zdania, że dzieci nie mają prawa oceniać pracy swoich nauczycieli, psychologów i pedagogów.
Socjalizacja czy demoralizacja?
Tymczasem pojawiły się głosy, które docierają do rodziców, że przemoc szkolna pozwala się uczniom socjalizować, nabywać koniecznych społecznych umiejętności w warunkach życiowej rywalizacji. Kiedy to jeszcze jest socjalizacja, a kiedy zaczyna się demoralizacja? Przykładem dobrej praktyki socjalizacji jest chyba dla urzędów, do których zwrócili się z tym problemem rodzice, witryna internetowa pedagoga Naszej Szkoły, Sz.R. . Udało mu się połączyć pasję sportową z promocją spożycia alkoholu! Oprócz wyników sportowych, publikuje również aktualny stan własnej trzeźwości. Żaden z urzędów nie widzi nic złego w takim promowaniu Naszej Szkoły w środowisku (nie tylko) lokalnym.
Na jednym ze spotkań rodziców z urzędnikami ze Stołecznego Biura Edukacji padło pytanie „Co się takiego zadziało, że nagle w szkole doszło do konfliktu z dyrekcją?”. Jedna z matek odpowiedziała: „To Państwo – Dzielnica, Kuratorium, Stołeczne Biuro Edukacji - stworzyliście potwora”. Odpowiedź ta jest szokująca, ale biorąc pod uwagę, że rodzic w systemie oświaty, tak jak Dominik z Bieżunia, jest nikim, jest jak najbardziej uzasadniona. Zrozumiałe jest, że taka osoba jak dyrektor szkoły potrzebuje ochrony – w końcu rodzice, tak jak urzędnicy, są różni - ale należałoby się zastanowić do jakiego momentu można chronić człowieka, który być może, nie ma racji i który być może, działa na szkodę dzieci.
Odwet
Najbardziej spektakularnym działaniem – odpowiedzią Naszej Szkoły na skargi i działania rodziców, było zgłoszenie niektórych rodziców do sądu rodzinnego! Wszystkie te zgłoszenia zostały przez Sąd uznane za bezzasadne, ale urzędnik - wicedyrektor szkoły, powiedział, że robi to, bo ma takie prawo. Do dziś nie poniósł żadnych konsekwencji.
Mając dzieci w szkole i widząc jak działa system oświaty zastanawiam się od jakiegoś czasu czego i w jaki sposób uczymy młode pokolenie wyrastające teoretycznie w młodym, demokratycznym kraju, bo nie jest to ewidentnie demokracja – tylko jej pozory. A przecież to odpowiednia edukacja młodego pokolenia powinna być źródłem zmian i dalszej demokratyzacji w naszym kraju. Wszelkie zapisy zawarte w ustawie oświatowej o współdziałaniu w wychowaniu dzieci, prawach zawartych w Konwencji o prawach dziecka są niestety dla urzędników w większości pustymi słowami. Przyglądając się naszej szkole to właściwie skłaniam się do tego, że demokracja w szkołach publicznych nie istnieje – są one kolebką autorytaryzmu z jednym nieomylnym przywódcą, a dzieci osób sprzeciwiających się, ponoszą tego konsekwencje. Zarówno w historii, jak i współczesnym świecie, mamy wiele przykładów na to, do czego może doprowadzić system pozbawiony realnej kontroli. I może właśnie to należałoby w końcu zmienić, ustanawiając co najmniej realny urząd kontrolny - kuratorium, który nie będzie przechowalnią byłych dyrektorów i nauczycieli, a będzie stał rzeczywiście na straży dobra dziecka i rodzica, wzmacniając ich pozycję wobec dyrektora urzędu zaufania publicznego, jakim jest szkoła.
Nie czekajmy na kolejną tragedię!
My rodzice ze Szkoły Podstawowej nr 16 im. Tony Halika łączymy się z rodzicami Dominika wiedząc, że nie ma większej tragedii niż strata dziecka i życie w poczuciu, że można było temu zapobiec. Chcemy wierzyć, że żyjemy w państwie prawa i mamy realny wpływ na życie nasze i naszych dzieci, dlatego reagujemy już dziś i już dziś prosimy w imieniu wszystkich rodziców w Polsce, a przede wszystkim w imieniu jej najmłodszych obywateli, o podjęcie bezzwłocznych działań przez powołane do tego instytucje polskiego państwa prawa, w tym również przez Panią Minister.
(Imię i nazwisko autora listu znane redakcji wPolityce.pl)
Czytaj też:
Kolejny kabaretowy występ szefowej MEN. Twierdzi, że działa dla dobra dzieci. Od kiedy?
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Pan Burmistrz Robert Kempa na IX sesji Rady Dzielnicy Ursynów, w odpowiedzi na apele rodziców tej szkoły o podjęcie działań, o zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom i o zmianę dyrekcji, która brakiem działań wobec sprawców przemocy, przyzwala na złe zachowania, odpowiedział, że w protokole zapisane jest zdanie „może wskazywać na nieprzestrzeganie praw dziecka”, akcentując słowo „może”. Wydawałoby się, że dla dzielnicy - organu prowadzącego, teoretycznie odpowiedzialnego za bezpieczeństwo dzieci w szkole, naturalnym powinno być wyjaśnienie, co kryje się za tym słowem „może”. Ale nie dla Pana Burmistrza.
„MOŻE wskazywać na nieprzestrzeganie praw dziecka”
Pozwoli Pani, że zacytuję kilka odpowiedzi udzielonych przez dzieci w anonimowej, kuratoryjnej ankiecie, dzieci uczęszczających do stołecznej szkoły podstawowej w Europie w XXI wieku: „porównują nas i poniżają”, „ktoś kopnął mnie, a rozpatrujący sprawę cały czas pytał co mu zrobiłem”, „nauczyciele nie reagują na dokuczanie”, „wyższe klasy nas dręczą. Są niemili, wyzywają nas i poniżają”, „na korytarzach panuje tłok i dużo osób się bije”, „nauczyciel używał wobec mnie obraźliwych słów”, „powiedziałem, że nikogo nie szturchnąłem lecz ona napierała i mówiła „a może jednak” i powiedziałem, że tak, bo mnie dręczyła tym pytaniem przez 15 minut”, „chłopcy bili mnie”, „zaczęli mnie bić i kopać”, „koledzy bili mnie i biją cały czas, a nauczyciele nie reagują”, „wyzywali mnie – jesteś głupi, brzydki, spieprzaj”, „obrażano moją rodzinę”.
Myślę, że nie chciałaby Pani uczyć się kilka godzin dziennie w takich warunkach, tym bardziej, że dzieci nie mogą spędzać przerw śródlekcyjnych na świeżym powietrzu w Naszej Szkole ze względu na to, iż – według dyrektora Naszej Szkoły – „Szkoła nie byłaby w stanie zapewnić uczniom bezpieczeństwa”.
„Dzieci (…) nie są kompetentne do oceny pracy nauczyciela”
Szkoła i Urząd Dzielnicy Ursynów nie podjęli żadnych działań, aby wyjaśnić zarzuty stawiane poszczególnym osobom wymienionym we wnioskach po kontroli kuratoryjnej, nie zawieszono pięciu nauczycieli wskazanych przez dzieci jako te osoby, które łamią ich prawa – choć Karta Nauczyciela mówi o obligatoryjności takiego postępowania. Dyrektor Naszej Szkoły, Iwona Grelka złożyła jedynie odwołanie od kontroli przeprowadzonej przez Kuratorium Mazowieckie: „dzieci (…) nie są kompetentne do oceny pracy nauczyciela” i odeszła na wielomiesięczne zwolnienie lekarskie. Wcześniej rodzice złożyli skargi na poświadczenie nieprawdy w protokole kontroli kuratoryjnej przez panią dyrektor, ale zostały one skwitowane przez Kuratorium stwierdzeniem: „Umotywowane zastrzeżenia do protokołu (…) może zgłosić dyrektor szkoły” - czyli nie rodzic!
Państwo prawa?
Wszyscy Ci urzędnicy albo nie znają Konstytucji RP, albo nie chcą o niej pamiętać - bo art. 72 mówi jasno: ” Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją”. Jedyne działanie, jakie podjął Burmistrz Dzielnicy Ursynów Robert Kempa, to skierowanie do Wojewody, na pisemne żądanie Rady Rodziców Naszej Szkoły, wniosku o postępowanie wyjaśniające wobec Dyrektora Szkoły, bardzo lakonicznie argumentując, że „…Rada Rodziców Szkoły wysunęła wobec Dyrektora Szkoły zarzut uchybienia swoim obowiązkom” - tak, Rada Rodziców, a nie pan Burmistrz mocą własnego urzędu.
Szeryf Praw Dziecka
W Dzielnicy Ursynów mamy również szczególną postać – naczelnika Wydziału Oświaty, panią Mirosławę Żurawską, uhonorowaną Gwiazdą Szeryfa przez Unicef, za szczególne zasługi w działaniach na rzecz dzieci, ale najwyraźniej dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 16 nie mogą liczyć na pomoc pani naczelnik. Szeryf ich praw jest również zdania, że dzieci nie mają prawa oceniać pracy swoich nauczycieli, psychologów i pedagogów.
Socjalizacja czy demoralizacja?
Tymczasem pojawiły się głosy, które docierają do rodziców, że przemoc szkolna pozwala się uczniom socjalizować, nabywać koniecznych społecznych umiejętności w warunkach życiowej rywalizacji. Kiedy to jeszcze jest socjalizacja, a kiedy zaczyna się demoralizacja? Przykładem dobrej praktyki socjalizacji jest chyba dla urzędów, do których zwrócili się z tym problemem rodzice, witryna internetowa pedagoga Naszej Szkoły, Sz.R. . Udało mu się połączyć pasję sportową z promocją spożycia alkoholu! Oprócz wyników sportowych, publikuje również aktualny stan własnej trzeźwości. Żaden z urzędów nie widzi nic złego w takim promowaniu Naszej Szkoły w środowisku (nie tylko) lokalnym.
Na jednym ze spotkań rodziców z urzędnikami ze Stołecznego Biura Edukacji padło pytanie „Co się takiego zadziało, że nagle w szkole doszło do konfliktu z dyrekcją?”. Jedna z matek odpowiedziała: „To Państwo – Dzielnica, Kuratorium, Stołeczne Biuro Edukacji - stworzyliście potwora”. Odpowiedź ta jest szokująca, ale biorąc pod uwagę, że rodzic w systemie oświaty, tak jak Dominik z Bieżunia, jest nikim, jest jak najbardziej uzasadniona. Zrozumiałe jest, że taka osoba jak dyrektor szkoły potrzebuje ochrony – w końcu rodzice, tak jak urzędnicy, są różni - ale należałoby się zastanowić do jakiego momentu można chronić człowieka, który być może, nie ma racji i który być może, działa na szkodę dzieci.
Odwet
Najbardziej spektakularnym działaniem – odpowiedzią Naszej Szkoły na skargi i działania rodziców, było zgłoszenie niektórych rodziców do sądu rodzinnego! Wszystkie te zgłoszenia zostały przez Sąd uznane za bezzasadne, ale urzędnik - wicedyrektor szkoły, powiedział, że robi to, bo ma takie prawo. Do dziś nie poniósł żadnych konsekwencji.
Mając dzieci w szkole i widząc jak działa system oświaty zastanawiam się od jakiegoś czasu czego i w jaki sposób uczymy młode pokolenie wyrastające teoretycznie w młodym, demokratycznym kraju, bo nie jest to ewidentnie demokracja – tylko jej pozory. A przecież to odpowiednia edukacja młodego pokolenia powinna być źródłem zmian i dalszej demokratyzacji w naszym kraju. Wszelkie zapisy zawarte w ustawie oświatowej o współdziałaniu w wychowaniu dzieci, prawach zawartych w Konwencji o prawach dziecka są niestety dla urzędników w większości pustymi słowami. Przyglądając się naszej szkole to właściwie skłaniam się do tego, że demokracja w szkołach publicznych nie istnieje – są one kolebką autorytaryzmu z jednym nieomylnym przywódcą, a dzieci osób sprzeciwiających się, ponoszą tego konsekwencje. Zarówno w historii, jak i współczesnym świecie, mamy wiele przykładów na to, do czego może doprowadzić system pozbawiony realnej kontroli. I może właśnie to należałoby w końcu zmienić, ustanawiając co najmniej realny urząd kontrolny - kuratorium, który nie będzie przechowalnią byłych dyrektorów i nauczycieli, a będzie stał rzeczywiście na straży dobra dziecka i rodzica, wzmacniając ich pozycję wobec dyrektora urzędu zaufania publicznego, jakim jest szkoła.
Nie czekajmy na kolejną tragedię!
My rodzice ze Szkoły Podstawowej nr 16 im. Tony Halika łączymy się z rodzicami Dominika wiedząc, że nie ma większej tragedii niż strata dziecka i życie w poczuciu, że można było temu zapobiec. Chcemy wierzyć, że żyjemy w państwie prawa i mamy realny wpływ na życie nasze i naszych dzieci, dlatego reagujemy już dziś i już dziś prosimy w imieniu wszystkich rodziców w Polsce, a przede wszystkim w imieniu jej najmłodszych obywateli, o podjęcie bezzwłocznych działań przez powołane do tego instytucje polskiego państwa prawa, w tym również przez Panią Minister.
(Imię i nazwisko autora listu znane redakcji wPolityce.pl)
Czytaj też:
Kolejny kabaretowy występ szefowej MEN. Twierdzi, że działa dla dobra dzieci. Od kiedy?
Strona 2 z 2
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/260890-list-otwarty-do-men-czy-nie-moze-pani-nic-zmienic-w-szkolnej-sytuacji-dzieci-zagrozonych-i-poddawanych-przemocy-pyta-kluzik-rostkowska-zdesperowana-matka?strona=2
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.