Rodzice uczniów ze szkoły podstawowej nr 16 na Ursynowie kolejny rok walczą o bezpieczeństwo swoich dzieci. Twierdzą, że w placówce dochodzi do przemocy. Kontrola kuratorium potwierdziła nieprawidłowości, z przeprowadzonej w szkole ankiety wynika, że ponad 17% uczniów miało do czynienia z przemocą. Jednak z tą opinią nie zgadza się dyrektorka szkoły.
Zdesperowani rodzice wyczerpali już wszystkie możliwości działania, pokonani przez urzędnicza obojętność piszą list otwarty do Ministerstwa Edukacji.
Bardzo prosimy o pomoc przynajmniej poprzez opublikowanie naszego listu - może w końcu urzędy się obudzą i w naszej szkole nie dojdzie do podobnej sytuacji jak w Bieżuniu
—pisze jedna z matek.
Oto fragmenty listu:
Pani Joanna Kluzik-Rostkowska
Minister Edukacji Narodowej
Szanowna Pani Minister,
koniec bieżącego roku szkolnego skierował uwagę całej Polski na stan polskiej oświaty, a w szczególności na problem lawinowo narastającej w szkołach agresji wśród dzieci i młodzieży. Samobójstwo Dominika z Bieżunia ujawniło, że nikt nie zareagował, aby zapobiec tej tragedii: ani nauczyciele, ani żadna z instytucji zajmujących się kontrolą przebiegu nauczania i wychowania w szkołach. A uczniów i uczennic znajdujących się w podobnej sytuacji, co Dominik jest bardzo wielu. Brak zdecydowanych i natychmiastowych działań, aby zapobiegać najgroźniejszym zjawiskom związanym z przemocą, dotyczy również Szkoły Podstawowej nr 16 w Warszawie, do której uczęszczają moje dzieci. Pytam - kim jest dziecko w naszym kraju, kto zajmuje się jego problemami, jakie instytucje polskiego państwa prawa mogą działać bezzwłocznie i skutecznie w obronie dzieci? Obecnie to jedynie my, rodzice, alarmujemy, prosimy, zgłaszamy propozycje rozwiązań we wszystkich instytucjach – bez rezultatu!
Nie dzieje się nic…
Z Pani wypowiedzi, będącej reakcją na to, co dzieje się po samobójstwie Dominika z Bieżunia, wynika, że kierowane przez Panią Ministerstwo Edukacji Narodowej nie może nic zmienić w szkolnej sytuacji dzieci zagrożonych i poddawanych przemocy właśnie w szkole, a jak wynika z zeszłorocznego raportu NIK: „W polskich szkołach około 9% uczniów (jeden na jedenastu) można uznać za ofiary dręczenia szkolnego. Ofiarą dręczenia jest co dziesiąty chłopiec (10%) i co piętnasta dziewczyna”. Zatem takich dzieci, jak Dominik jest w naszym kraju ogromnie wiele i możemy liczyć tylko na to, że żaden z uczniów nie posunie się aż tak daleko. Do wielu szkolnych dramatów nie musiałoby w przeszłości, ale i nie będzie musiało dojść w przyszłości, jeżeli MEN i Kuratoria Oświaty dokonywałby odpowiednich zmian, np. reagując po apelu Policji - insp. Tadeusza Beredy, Zastępcy Komendanta Stołecznego, który już w 2010 roku prosił o podjęcie działań w związku z narastającym problemem przemocy w mazowieckich szkołach!
Ale jeszcze nic się nie stało
Rodzice dzieci, które uczęszczają do Naszej Szkoły, Szkoły Podstawowej nr 16 im. Tony Halika w Warszawie, poprosili już o pomoc wszystkie możliwe urzędy w związku z narastającym problemem przemocy, dotarli ostatecznie również do Pani Minister. Wcześniej byli w Wydziale Edukacji Dzielnicy Ursynów, w Biurze Edukacji Miasta Stołecznego Warszawy i wszędzie widzieli oburzenie urzędników, którzy dowiedzieli się o protokole kontroli kuratoryjnej w Naszej Szkole, ale w konsekwencji usłyszeli od nich: „Ale jeszcze nic się nie stało”. Podobnie było właśnie w Bieżuniu, gdzie ewaluacja wykonywanych przez szkołę zadań wychowawczych wykazała, że 50% dzieci nie czuje się w tej szkole bezpiecznie. Dominik wybrał śmierć, bo od dłuższego czasu był ofiarą przemocy.
Stwierdziła Pani, że w tamtej szkole już wcześniej było źle. W Naszej Szkole też od wielu miesięcy jest źle. Ujawniła to ankieta przeprowadzona przez Kuratorium Mazowieckie, w związku ze skargami rodziców uczniów i pokazała, że odpowiedzi, jakie udzieliły dzieci, mogą wskazywać na łamanie praw dziecka. Blisko połowa uczniów Naszej Szkoły, nie czuje się w tej szkole bezpiecznie, 17% dzieci doznało przemocy fizycznej bądź psychicznej ze strony osób dorosłych, 50% doznało przemocy fizycznej ze strony kolegów, 57% twierdzi, że naruszono ich godność. Ale dla urzędów nic złego się nie dzieje!
Organ PROWADZĄCY
Pani Przewodnicząca Rady Dzielnicy Ursynów, Teresa Jurczyńska - Owczarek oznajmiła, że dzieci i tak do szkoły muszą chodzić. Jak rozumiem, nie ma więc dla pani Przewodniczącej znaczenia, czy dziecko czuje się w tej szkole bezpiecznie, czy nie jest szarpane, obrażane, bite. Pani Przewodnicząca zapomina, że dziecko ma nie tylko obowiązki – ma też prawa zapisane w Konstytucji, deklaracji Praw Dziecka i urzędy mają obowiązek je respektować.
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Rodzice uczniów ze szkoły podstawowej nr 16 na Ursynowie kolejny rok walczą o bezpieczeństwo swoich dzieci. Twierdzą, że w placówce dochodzi do przemocy. Kontrola kuratorium potwierdziła nieprawidłowości, z przeprowadzonej w szkole ankiety wynika, że ponad 17% uczniów miało do czynienia z przemocą. Jednak z tą opinią nie zgadza się dyrektorka szkoły.
Zdesperowani rodzice wyczerpali już wszystkie możliwości działania, pokonani przez urzędnicza obojętność piszą list otwarty do Ministerstwa Edukacji.
Bardzo prosimy o pomoc przynajmniej poprzez opublikowanie naszego listu - może w końcu urzędy się obudzą i w naszej szkole nie dojdzie do podobnej sytuacji jak w Bieżuniu
—pisze jedna z matek.
Oto fragmenty listu:
Pani Joanna Kluzik-Rostkowska
Minister Edukacji Narodowej
Szanowna Pani Minister,
koniec bieżącego roku szkolnego skierował uwagę całej Polski na stan polskiej oświaty, a w szczególności na problem lawinowo narastającej w szkołach agresji wśród dzieci i młodzieży. Samobójstwo Dominika z Bieżunia ujawniło, że nikt nie zareagował, aby zapobiec tej tragedii: ani nauczyciele, ani żadna z instytucji zajmujących się kontrolą przebiegu nauczania i wychowania w szkołach. A uczniów i uczennic znajdujących się w podobnej sytuacji, co Dominik jest bardzo wielu. Brak zdecydowanych i natychmiastowych działań, aby zapobiegać najgroźniejszym zjawiskom związanym z przemocą, dotyczy również Szkoły Podstawowej nr 16 w Warszawie, do której uczęszczają moje dzieci. Pytam - kim jest dziecko w naszym kraju, kto zajmuje się jego problemami, jakie instytucje polskiego państwa prawa mogą działać bezzwłocznie i skutecznie w obronie dzieci? Obecnie to jedynie my, rodzice, alarmujemy, prosimy, zgłaszamy propozycje rozwiązań we wszystkich instytucjach – bez rezultatu!
Nie dzieje się nic…
Z Pani wypowiedzi, będącej reakcją na to, co dzieje się po samobójstwie Dominika z Bieżunia, wynika, że kierowane przez Panią Ministerstwo Edukacji Narodowej nie może nic zmienić w szkolnej sytuacji dzieci zagrożonych i poddawanych przemocy właśnie w szkole, a jak wynika z zeszłorocznego raportu NIK: „W polskich szkołach około 9% uczniów (jeden na jedenastu) można uznać za ofiary dręczenia szkolnego. Ofiarą dręczenia jest co dziesiąty chłopiec (10%) i co piętnasta dziewczyna”. Zatem takich dzieci, jak Dominik jest w naszym kraju ogromnie wiele i możemy liczyć tylko na to, że żaden z uczniów nie posunie się aż tak daleko. Do wielu szkolnych dramatów nie musiałoby w przeszłości, ale i nie będzie musiało dojść w przyszłości, jeżeli MEN i Kuratoria Oświaty dokonywałby odpowiednich zmian, np. reagując po apelu Policji - insp. Tadeusza Beredy, Zastępcy Komendanta Stołecznego, który już w 2010 roku prosił o podjęcie działań w związku z narastającym problemem przemocy w mazowieckich szkołach!
Ale jeszcze nic się nie stało
Rodzice dzieci, które uczęszczają do Naszej Szkoły, Szkoły Podstawowej nr 16 im. Tony Halika w Warszawie, poprosili już o pomoc wszystkie możliwe urzędy w związku z narastającym problemem przemocy, dotarli ostatecznie również do Pani Minister. Wcześniej byli w Wydziale Edukacji Dzielnicy Ursynów, w Biurze Edukacji Miasta Stołecznego Warszawy i wszędzie widzieli oburzenie urzędników, którzy dowiedzieli się o protokole kontroli kuratoryjnej w Naszej Szkole, ale w konsekwencji usłyszeli od nich: „Ale jeszcze nic się nie stało”. Podobnie było właśnie w Bieżuniu, gdzie ewaluacja wykonywanych przez szkołę zadań wychowawczych wykazała, że 50% dzieci nie czuje się w tej szkole bezpiecznie. Dominik wybrał śmierć, bo od dłuższego czasu był ofiarą przemocy.
Stwierdziła Pani, że w tamtej szkole już wcześniej było źle. W Naszej Szkole też od wielu miesięcy jest źle. Ujawniła to ankieta przeprowadzona przez Kuratorium Mazowieckie, w związku ze skargami rodziców uczniów i pokazała, że odpowiedzi, jakie udzieliły dzieci, mogą wskazywać na łamanie praw dziecka. Blisko połowa uczniów Naszej Szkoły, nie czuje się w tej szkole bezpiecznie, 17% dzieci doznało przemocy fizycznej bądź psychicznej ze strony osób dorosłych, 50% doznało przemocy fizycznej ze strony kolegów, 57% twierdzi, że naruszono ich godność. Ale dla urzędów nic złego się nie dzieje!
Organ PROWADZĄCY
Pani Przewodnicząca Rady Dzielnicy Ursynów, Teresa Jurczyńska - Owczarek oznajmiła, że dzieci i tak do szkoły muszą chodzić. Jak rozumiem, nie ma więc dla pani Przewodniczącej znaczenia, czy dziecko czuje się w tej szkole bezpiecznie, czy nie jest szarpane, obrażane, bite. Pani Przewodnicząca zapomina, że dziecko ma nie tylko obowiązki – ma też prawa zapisane w Konstytucji, deklaracji Praw Dziecka i urzędy mają obowiązek je respektować.
Strona 1 z 2
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/260890-list-otwarty-do-men-czy-nie-moze-pani-nic-zmienic-w-szkolnej-sytuacji-dzieci-zagrozonych-i-poddawanych-przemocy-pyta-kluzik-rostkowska-zdesperowana-matka
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.