Szefowa MEN wściekła na warsztaty zorganizowane przez szkołę Ojca Rydzyka, ale edukatorzy seksualni jej nie przeszkadzają

Fot. Leszek Szymański/PAP
Fot. Leszek Szymański/PAP

Szefowa MEN się zdenerwowała. Zdenerwowała się do tego stopnia, że postanowiła napisać list do wszystkich dyrektorów liceów i „upomnieć ich”.

Co tak rozwścieczyło szefową MEN? Ano warsztaty „Zrozumieć Media” realizowane przez Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu w niektórych liceach ogólnokształcących Polski. Na stronie Radia Maryja można znaleźć zdjęcia z warsztatów, które odbywały się m.in. w Przedborzu, Łęczycy czy Lublinie. Ciężko więc powiedzieć, które dokładnie tak bardzo zirytowały minister Kluzik-Rostkowską, ale, że zirytowały to pewne, bo do dyrektorów szkół napisała list, który w jej imieniu rozesłała Anna Bogusz, dyrektor Departamentu Informacji i Promocji.

Poniżej fragmenty listu:

Szanowni Państwo Dyrektorzy,

w związku z dochodzącymi do MEN informacjami o nieprawidłowościach, jakie powstały przy zorganizowaniu w jednym z liceów publicznych, warsztatów dziennikarskich „Zrozumieć media” realizowanych przez Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, uprzejmie przypominam o zasadach dotyczących organizacji zajęć prowadzonych przy udziale podmiotów zewnętrznych.

We wspomnianym liceum zwrócono uwagę MEN na następujące nieprawidłowości:

— Warsztaty dziennikarske „Zrozumieć media”, nie mając statusu zajęć obowiązkowych, w tym dodatkowych, zostały przeprowadzone między godziną 9.00 a 13.40, a więc w czasie przewidzianym na realizację szkolnego planu nauczania.

— W dniu organizacji warsztatów uczniowie klas liceum nie zrealizowali obowiązkowych zajęć przewidzianych w planie zajęć dydaktycznych.

— Dyrektor nie uzyskał pisemnej zgody wszystkich rodziców na udział w ww. warsztatach.

— W szkole, w dniu realizacji warsztatów, a więc w czasie przeznaczonym na realizację zajęć obowiązkowych, dopuszczono możliwość nieobecności części uczniów (około 1/3).

— Po zakończeniu warsztatów dziennikarskich, zajęcia przewidziane w szkolnym planie nauczania dla oddziałów, które uczestniczyły w warsztatach, nie odbyły się.

— Dokumentacja przebiegu nauczania nie umożliwiała monitorowania przebiegu zajęć, w tym obecności uczniów w trakcie poszczególnych godzin zajęć.

W dalszej części pisma minister Kluzik-Rostkowska zwraca uwagę, że:

Dyrektor szkoły w wykonaniu swoich zadań zobowiązany jest do współpracy z rodzicami, radą szkoły i radą pedagogiczną. Oznacza to konieczność konsultowania z wymienionymi organami szkoły wszystkich ważnych spraw dotyczących funkcjonowania szkoły, w tym n. możliwości wstępu na teren szkoły przedstawicieli stowarzyszeń.

Ta troską minister edukacji o współpracę szkół z nauczycielami zaskakuje. Gdy rodzice skarżyli się do MEN na niekontrolowaną działalność edukatorów seksualnych z grupy PONTON, także podczas zajęć lekcyjnych MEN, ustami rzecznika twierdziło:

Za dopuszczenie do użytku w szkole zaproponowanego przez nauczyciela programu nauczania, w tym również uwzględnienie w tym programie pełnego zakresu celów i treści nauczania określonych w podstawie programowej, odpowiada dyrektor szkoły oraz rada pedagogiczna. Dyrektor szkoły jest również odpowiedzialny za uwzględnienie w szkolnym zestawie programów nauczania całości podstawy programowej ustalonej dla danego etapu edukacyjnego.

I tu ani słowa o współpracy z rodzicami.

Podobną odpowiedź uzyskało od MEN Stowarzyszenie rzecznik Praw Rodziców, gdy alarmowało w sprawie programu „Równościowe Przedszkole. Jak uczynić wychowanie przedszkolne wrażliwym na płeć”, autorstwa Anny Dzierzgowskiej, Joanny Piotrowskiej i Ewy Rutkowskiej, wydanego przez Fundację Edukacji Przedszkolnej, a realizowanego w niektórych przedszkolach. Rodzice zwracali się do MEN, PAN, Rzecznika Praw Dziecka i Rzecznika Praw Obywatelskich, alarmując o kontrowersjach wokół programu. Jednym z zastrzeżeń wobec „Równościowego Przedszkola”, obok uderzania w tożsamość małego człowieka, było sformułowanie w nim wprost zalecenia, żeby program wdrażać bez informowania o tym rodziców, co jest naruszeniem ich praw konstytucyjnych do decydującego głosu w sprawie wychowywania dzieci.

Szczególnie ważne jest więc, by pamiętać, że rodzice nie są do końca tymi, którzy powinni ostatecznie decydować, czy w przedszkolach powinno się pracować na rzecz równouprawnienia, ponieważ często nie posiadają oni fachowej wiedzy na ten temat i sami również kierują się stereotypami - można było przeczytać w poradniku „Równościowe Przedszkole. Jak uczynić wychowanie przedszkolne wrażliwym na płeć”.

Co na to MEN? Odmówiło wówczas odpowiedzi na pytania zadane w trybie dostępu do informacji publicznej i poinformowało, że nadzór nad programami trafiającymi do szkół i przedszkoli nie leży w jego kompetencjach.

Najwyraźniej więc, gdy w grę w chodzi deprawacja dzieci i młodzieży (bo tym są w istocie działania grupy „Ponton” i jej podobnych) MEN „umywa ręce” i zostawia dyrektorom swobodę działania. Gdy jednak chodzi o warsztaty zorganizowane przez szkołę związaną z Ojcem Tadeuszem Rydzykiem, to wówczas MEN przypomina sobie o prawach rodziców i wkracza do akcji. Szkoda, że deprawacja przedkładana jest w dzisiejszych czasach nad przyzwoitość. I to wśród ludzi, którzy mają taki wpływ na kształtowanie młodych ludzi.

Czytaj także:

Rodzice nie są skazani na pole dance dla dzieci. Zespoły ludowe kultywują tradycję i wychowują

Trzynastoletnie matki i dwudziestosiedmioletni dziadkowie, czyli skutki seksedukacji w Wielkiej Brytanii

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...