Niewykluczone, że w szpitalu w Policach doszło do jeszcze jednej pomyłki przy zapłodnieniu in vitro. „Każdy z wariantów jest możliwy” - twierdzi prof. Rafał Kurzawa, kierownik kliniki Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w rozmowie z TVP Info. A to oznacza, że nie jedna, a dwie kobiety mogły urodzić nie swoje dzieci.

Trwa wyjaśnianie, dlaczego kobieta, która w zeszłym rok została poddana procedurze in vitro w klinice Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, urodziła nie swoje dziecko. Według doniesień mediów, nasienie męża, zamiast z komórką jajową żony, mogło zostać połączone z komórką innej kobiety. Dziecko urodziło się z wadami genetycznymi.

Czytaj więcej: Po zapłodnieniu in vitro urodziła nie swoje dziecko

Jak informuje TVP Info, takich przypadków może być więcej. Zapytanie w tej sprawie ma wystosować do szpitala okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej.

Specjalna komisja badająca przypadek pomyłki podczas zapłodnienia in vitro w klinice w Policach wskazała, że doszło do uchybienia w realizacji procedury – napisano w środę w oświadczeniu wydanym przez dyrekcję szpitala, który nadzoruje klinikę.

W przesłanym dokumencie dyrekcja szpitala klinicznego Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego przy ul. Unii Lubelskiej w Szczecinie podkreśliła, że powołana przez dyrektora szpitala komisja potwierdziła, iż do błędu, którego konsekwencją było urodzenie dziecka przez kobietę nie będącą biologiczną matką, doszło w Laboratorium Wspomagania Rozrodu Kliniki Medycyny Rozrodu i Ginekologii w Policach, kierowanej przez prof. dr hab. med. Rafała Kurzawę.

Komisja we wstępnym protokole wskazała uchybienia w realizacji procedury i zaleciła niezwłoczne wprowadzenie zmian gwarantujących całkowite jej bezpieczeństwo

— napisano w oświadczeniu.

Kierownictwo szpitala wyraziło też ubolewanie z powodu zaistniałego zdarzenia i zapewniło, że po wypisaniu dziecka z Centrum Zdrowia Dziecka, zostało ono otoczone w szczecińskim szpitalu opieką medyczną, a pracownicy szpitala pozostają w stałym kontakcie z rodzicami.

W oświadczeniu poinformowano również, że szczegółową kontrole w placówce przeprowadzili przedstawiciele resortu zdrowia, w tym konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii i położnictwa oraz dyrektor Departamentu Matki i Dziecka.

Jak powiedziała rzeczniczka szpitala Joanna Woźnicka, zgodnie ze zapowiedzią ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza z kliniką zostanie rozwiązana umowa na realizację rządowego programu in vitro. Klinika ma na to 30 dni.

Trzeba zakończyć leczenie u par, u których rozpoczęto już ten proces, jeśli natomiast zdeponowany został materiał genetyczny, musi on być przetransportowany przez szpital do placówek uprzednio wskazanych przez pacjentów

— dodała.

Rzeczniczka nie potwierdziła, że mogło dojść także do drugiego podobnego przypadku w klinice.

Rzecznik odpowiedzialności zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Szczecinie prof. Jacek Różański powiedział , że sprawdzi, czy rzeczywiście doszło do drugiego takiego zdarzenia.

Moje biuro prawne sprawdza teraz, czy mamy prawo wystąpić do szpitala o dokumentację medyczną dotyczącą pacjenta, jeśli tak, to to uczynimy

— powiedział.

We wtorek minister Arłukowicz zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia błędu medycznego w przypadku pacjentki, która mogła urodzić nie swoje dziecko w wyniku zapłodnienia in vitro, a klinice wypowiedziano umowę dotyczącą realizacji rządowego programu in vitro. Na placówkę została też nałożona maksymalna przewidziana w takich sytuacjach kara finansowa - 10 proc. wartości kontraktu, w tym przypadku to 76 tys. zł. Sprawę rozpatruje też rzecznik odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie; w lutym mają zostać przesłuchani świadkowie.

Szczecińska prokuratura już raz zajmowała się sprawą po doniesieniu, które według doniesień medialnych złożyli rodzice. Odmówiła jednak wszczęcia śledztwa, nie dopatrzywszy się znamion przestępstwa polegającego na narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Na decyzję prokuratury złożono zażalenie do sądu. O akta sprawy wystąpił prokurator generalny Andrzej Seremet.

Tego typu pomyłki będą się zdarzały, jeśli nie zaprzestanie się wmawiania ludziom, że procedura in vitro jest metodą leczenia niepłodności. A robi to rząd na czele z Bartoszem Arłukowiczem oraz kliniki, które czerpią z zabiegów sztucznego zapłodnienia ogromne zyski. Efektem są ludzkie tragedie.

Czytaj także: Atak na prof. Chazana ma zamaskować błędy „in vitro”. „Uszkodzony płód” bez połowy głowy to efekt sztucznego zapłodnienia. Czy zabijanie „nieudanych egzemplarzy” to standard?

Pomyłka przy in vitro: Arłukowicz szuka winnych

Szpital w Szczecinie sprawdza dlaczego doszło do pomyłki przy in vitro

bzm/tvp.info/PAP

—————————————————————————————————————

Warto kupić tę książkę!

„Contra In Vitro” – studium nad holocaustem XXI wieku.