Andrzej Gwiazda: Przyjdźcie na marsz 13/12! "Nazywanie tych, którzy protestują - szaleńcami, jest czymś haniebnym!" NASZ WYWIAD

Fot. A. Gołębiewski/wPolityce.pl
Fot. A. Gołębiewski/wPolityce.pl

Politycy PO, w tym prezydent Komorowski, oraz współpracujące z nimi media, nie przebierają w słowach, aby obrazić tych, którzy wybierają się na marsz 13 grudnia.

Ta zapalczywość w zwalczaniu prawa do demonstracji, co jest przywilejem społeczeństw żyjących w demokracji, przypomina zapalczywość komuny.

CZYTAJ TAKŻE: I to mają być elity? Andrzej Celiński: Niech Watykan zareaguje ws. marszu PiS!

O nagonce na marsz 13 grudnia rozmawiamy z jednym z Andrzejem Gwiazdą, członkiem honorowym komitetu organizacyjnego marszu i legendą opozycji antykomunistycznej.

wPolityce.pl: Skąd się bierze taka nagonka na marsz 13 grudnia? Nagonka medialna i polityczna? Ludzie w demokracji mają święte prawo do demonstracji.**

Andrzej Gwiazda: Mamy zbiór mediów tzw. głównego ścieku, które specjalizują się w organizowaniu nagonek. Ich głównym celem jest odwracanie uwagi opinii publicznej od istotnych wydarzeń. To też pochodna założeń ideowych tych mediów, czy zadań, które im postawiono.

Zadań, które postawili mediom politycy?

Oczywiście. Cała III RP różni się od PRL realizacją zasady: „tak dużo zmieniać, aby nic nie zmienić.”

W Platformie jest sporo ludzi, którzy walczyli z komuną. A tymczasem ci sami ludzi dziś przyjmują wzorce komunistyczne, jakby to były ich. Np. w kontekście potępiania demonstracji 13 grudnia. Dlaczego tak się dzieje?

Czy byli oni wtedy po tej samej stronie… No tak, deklaratywnie po tej samej stronie były także wtyczki bezpieki. Byli też ludzie wynajęci przez zupełnie przeciwną stronę. Jak dziś patrzeć na byłego agenta SB Lecha Wałęsę? Mówiąc o agenturze nie można powiedzieć, że to byli ludzie zaprzedani komunizmowi, bo wówczas komuniści komunizmu chcieli się pozbyć. Pierestrojka był planowana – dziś to już wiemy coraz lepiej – była planowana już 10 lat przed powstaniem Solidarności. Także całe to towarzystwo miało dużo czasu aby przygotowywać proces uwłaszczenia się na majątku narodowym.

Jak w takim razie powinniśmy reagować na te zaczepki, często bardzo chamskie ze strony establishmentu i ich mediów?

Powinniśmy sobie w ogóle zdać sprawę z tego, że ta cała nagonka i chamstwo stanowią element pewnej operacji. Muszą sobie uświadomić to ci wszyscy, którzy są obiektem tej operacji. Nie można bardzo mocno angażować się emocjonalnie w reakcje na te zagrywki, bo po drugiej stronie mamy zimny profesjonalizm, który stawia sobie za cel granie na naszych emocjach.

To oczywiście nie znaczy, że jeżeli dostrzegamy złe rzeczy: fałszerstwa wyborcze, sprzedajne sądy, to musimy na to reagować. Postawa obywatelska wymaga, aby reagować. Ten kto dostrzega fałszerstwo wyborcze, to ma obowiązek zaprotestować w taki sposób jaki może. Każdy, poza starymi i chorymi, może wyjść z domu i zaprotestować na ulicy. Uchylanie się od tego obowiązku jest ciężkim przestępstwem w stosunku do demokracji. Jest zupełnie inaczej niż sądzi nasz prezydent. Wybraliśmy go, aby stał na straży demokracji, natomiast on nam ubliża teraz tym, którzy z tego obowiązku się wywiązuje. Nazywanie tych, którzy protestują przeciwko fałszowaniu wyborów szaleńcami, jest czymś haniebnym.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...