Prof. Waśko na kongresie Polska Wielki Projekt: „Nie efekty uczenia są ważne. Wpajanie wartości powinno być fundamentem polskiej szkoły”. NASZ WYWIAD

Fot. Blogpress.pl
Fot. Blogpress.pl

Jedna z debat trwającego w Warszawie kongresu Polska Wielki Projekt dotyczyła strategii promocji wartości, m.in. w szkołach. W jej trakcie były wiceminister edukacji prof. Andrzej Waśko zwrócił uwagę na konieczność dokonania palących zmian w systemie oświaty. Po panelu w rozmowie z wPolityce.pl opisywał, co zrobić, byśmy mieli maturzystów „mądrych, wykształconych, znających historię, geografię, literaturę, potrafiących samodzielnie, twórczo myśleć, a nie wytresowanych do rozwiązywania testów czy zakreślania krzyżyków”.

CZYTAJ TAKŻE: Bronisław Wildstein na kongresie Polska Wielki Projekt: „Przedstawiciele tzw. mainstreamu mają poczucie misji uwolnienia społeczeństwa od okowów tradycji…” NASZA RELACJA

wPolityce.pl: - Moja córka po wakacjach idzie do gimnazjum. Później czeka ją kolejna zmiana szkoły i dalej na pewno studia. Dziesiątki, a może setki tysięcy rodziców na takim etapie jak ja z niepokojem zastanawiają się, czy to gimnazjum daje odpowiednie przygotowanie do dalszej nauki, a zwłaszcza akademickiej. Rzeczywiście mamy się czym martwić?

Andrzej Waśko, Fundacja Maurycego Mochnackiego, były wiceminister edukacji: - Ja jestem krytykiem obecnego stanu szkolnictwa, więc generalnie mogę się podzielić swoją solidarnością z tymi obawami. Choć oczywiście są różne gimnazja. Podzieliły się na słabe i te elitarne, często płatne, gdzie poziom edukacji jest wyższy, panuje lepsza dyscyplina, lepsze warunki wychowawcze. Ich zróżnicowanie aktualizuje postulat powtarzany jak polityczna mantra o wyrównywaniu szans edukacyjnych. Ale za tym sloganem kryje się coś faktycznie istotnego, co powinno interesować polityków i ludzi odpowiedzialnych za oświatę.

Ostatnio bardziej interesuje rodziców.

— Przy wszystkich wadach obecnego systemu, daje on duże możliwości oddziaływania na szkołę z ich strony. Posyłając dziecko do szkoły, mamy prawo i możliwość obserwowania, jak jest ono uczone i w jakim kierunku przebiega jego wychowanie. Trzeba tutaj niestety aktywności polegającej na obecności w komitecie rodzicielskim, na kontaktach z nauczycielami, z dyrekcją, także na inicjatywach, postulatach, by młodzież uzupełniała ewentualne braki wynikające z luk programu obowiązującego obecnie w Polsce. Jest duże pole do popisu dla rodziców.

Wreszcie specyfika dzisiejszej sytuacji polega na tym, że sama szkoła nie uczy, nie wychowuje , lecz jest włączona w łańcuch różnych instytucji, które transmitują wzory wychowawcze. Są to przede wszystkim media, reklama, różnego rodzaju wspólnoty skupione wokół zabawy, rozrywki. Kształcenie i wychowanie jest więc dziś rozpisane pomiędzy różnego rodzaju podmioty. Szkoła jest tylko jednym z ogniw tego łańcucha. A wracając do pierwszego pytania, to myślę, że skupianie uwagi wyłącznie na gimnazjum jest częstym błędem popełnianym rzez rodziców, bo nierzadko większy wpływ na młodzież wywiera grupa rówieśnicza, a przede wszystkim media, internet i wszelkie obecne w nim modne wzory. One oczywiście są bardzo zróżnicowane, ale rodzice powinni skupiać się nie tylko na krytyce tego, co złe, lecz również na poszukiwaniu pozytywnych możliwości pomocy dziecku w edukacji.

Pan jest zwolennikiem likwidacji gimnazjów. Ale przecież oznaczałoby to kolejną ewolucję w edukacji w krótkim czasie. Nie za dużo tych zmian na małej przestrzeni?

— Przede wszystkim trzeba zdefiniować, co zasługuje na szczególną krytykę w gimnazjach. Na pewno wkraczają one w życie młodego człowieka w trudnym, kryzysowym okresie dojrzewania. I to, że on łączy się z adaptacją w nowym środowisku klasowym, szkolnym, pogłębiło kryzys wychowawczy widoczny w Polsce na początku tego stulecia i wciąż trwający. Należałoby więc w jakiś sposób utrzymać pewną kontynuację pomiędzy szkołą podstawową i gimnazjum w postaci ciągłości klas, dzięki którym dziecko nie będzie przeżywało tego szoku adaptacji, nie rywalizowałoby z rówieśnikami w jakichś prowokacyjnych, typowych dla tego wieku zachowaniach. A z drugiej strony, by te dorastające dzieci – mające przecież już swój młodzieżowy świat – oddzielić od maluchów uczących się w podstawówkach.

Rysuje się jakaś zupełnie nowa hybryda. Ciężko ją sobie wyobrazić.

— Proponujemy dwa różne rozwiązania. Dla dużych miast i dla mniejszych ośrodków, gdzie są małe szkoły, zwłaszcza dla środowisk wiejskich. W dużych miastach można tworzyć kompleksy szkół podstawowych i gimnazjów z podziałem przestrzennym. Tak, żeby one się ze sobą nie stykały i by ci starsi nie szkodzili maluchom. W środowiskach wiejskich można natomiast utrzymać małe szkoły na poziomie czteroklasowych szkół podstawowych, zintegrowanych z rejonowym gimnazjum, które jest osobną szkołą, a zbiera dzieci np. z kilku miejscowości. Z jednej strony pozwoliłoby to uniknąć alienacji i trudnej próby psychologicznej dla dziecka, bo byłoby ono stale w znanym mu środowisku i kryzys dorastania przeżywałoby łagodniej. A z drugiej strony dałoby szansę ocalenia pewnych szkół, które na terenach wiejskich zagrożone są likwidacją. Nie jest tak, że mamy za dużo placówek. Osobną rzeczą jest pytanie, jak długo ma trwać gimnazjum. I to jest rzecz kluczowa z punktu widzenia przygotowania do studiów, o co pan pytał. Z całą pewnością trzyletnie cykle dydaktyczne (jak w dzisiejszym systemie 3+3+3+3) nie zdały egzaminu. Musimy powrócić do cyklu czteroletniego. Przemawiają za tym zarówno względy społeczno-wychowawcze, jak i merytoryczne. Wykształcenie ogólne maturzysty wymaga więcej czasu i bardziej systematycznej pracy, z powtórkami, spiralnego nauczania, niemożliwego dziś. Teraz dziecko co chwilę zaczyna wszystko od początku, nie kończy tego, bo zaczyna następną szkołę, która też tylko trwa trzy lata.

Jak więc miałoby to według pana wyglądać? 4+4+4?

— Nie chcę przesądzać. Ale przy założeniu, że wraca czteroletnia szkoła średnia, możemy się zastanawiać pomiędzy systemem 4+4+4 a 5+3+4.

Ale nie wszyscy krytykują gimnazja.

— Największymi ich obrońcami są nauczyciele uczący w gimnazjach, dyrektorzy. Dają przykład swoich szkół, wskazując że starają się, by nauczanie w tych szkołach było jak najlepsze. Niewątpliwie nie należy demonizować gimnazjów, bo szkoła szkole nie jest równa. Jednak ogólne ramy systemu wywierają wpływ na wszystkich, a rzeczą strategicznego myślenia jest tworzenie ogólnych ram. Konkludując, konieczna jest zmiana formuły gimnazjów, przy zachowaniu zasad podziału kształcenia na etapy związane z psychologią rozwojową w taki sposób, byśmy mieli maturzystów mądrych, wykształconych, znających historię, geografię, literaturę, potrafiących samodzielnie, twórczo myśleć, a nie wytresowanych do rozwiązywania testów czy zakreślania krzyżyków.

Złożył pan też ciekawą propozycję reformy egzaminu dojrzałości. Rozdzielenia go na maturę powszechną, niejako zawodową oraz akademicką, czyli stricte przygotowującą do studiów wyższych. Czy to tylko autorska idea, rozważana w wąskim kręgu specjalistów, czy myślą już nad nim politycy, którzy po zmianie władzy mogą kierować polską edukacją?

— Ja się identyfikuję z tą koncepcją. Nie jest mojego autorstwa – powstała w zespole pracującym w ramach zespołu prof. Glińskiego, który był kandydatem na premiera technicznego rządu. Przygotowaliśmy taką ramową koncepcję tego zróżnicowania matur. Łączy się z tym oczywiście to czteroletnie liceum i pewne rozdwojenie ścieżek na etapie szkoły progimnazjalnej. Chodzi o to, by część młodzieży, która i tak wybiera kształcenie zawodowe dopiero po studiach np. politologicznych czy kulturoznawczych i dopiero wówczas szuka sobie rzemiosła zawodowego. Chodziło o uniknięcie pułapki zmarnowanych klat na studiach niedających zawodu, a skierowanie do kształcenia zawodowego absolwentów nowego liceum. Powszechne wykształcenie średnie – dobrze realizowane – jest wartością i z całą pewnością wzmacnia społeczeństwo. Nie jestem zwolennikiem powrotu do elitarnego charakteru matury,. Trzeba ją upowszechnić, ale jednocześnie dać po niej rzeczywistą możliwość kształcenia pro-zawodowego.

Czy to jest sposób na wyjście z pułapki, jaką jest dzisiejszy system oświaty, przygotowujący przede do „wyścigu szczurów” zamiast kształtowani świadomych, dojrzałych ludzi?

— Oczywiście. Ja w ogóle jestem przeciwnikiem wyścigów szczurów w szkole, wszelkich rankingów szkół, przeliczania ocen na punkty itd. ten sposób myślenia nie odpowiada mi filozoficznie. Dzisiejsza szkoła ma w perspektywie przygotowanie człowieka do wynajęcia uczestniczącego w biegu donikąd po jakieś iluzoryczne apanaże, ale sama szkoła w wielu elementach – liberalizując się, czy osłabiając dyscyplinę – narzuca niezwykle stresogenny dla młodego człowieka system rywalizacji, poprzez właśnie jakieś punktacje, rankingi. To jest duży błąd wychowawczy. Szkoła – a zwłaszcza ostatnia podstawa programowa – kładzie nacisk na efekty kształcenia. Może to zabrzmi dziwnie, ale jestem przekonany, że są rzeczy ważniejsze niż efekty kształcenia: zakres wiedzy, zdolności mierzalne. Ważniejsze jest, by wszystkich – tych zdolniejszych i mniej zdolnych – szkoła wdrażała do przestrzegania zasad społecznych, by przekazywała im kanon podstawowych wartości zapewniających nam harmonijne współżycie społeczne. Nie efekty, ale przestrzeganie zasad i wpajanie wartości powinno być fundamentem polskiej szkoły.

Rozmawiał Jerzy Kubrak

CZYTAJ TAKŻE:

Bronisław Wildstein na kongresie Polska Wielki Projekt: „Przedstawiciele tzw. mainstreamu mają poczucie misji uwolnienia społeczeństwa od okowów tradycji…” NASZA RELACJA

Ważna debata podczas kongresu Polska Wielki Projekt! Jak usprawnić polską politykę europejską? Gdzie leżą źródła jej patologii? Staniszkis, Soloch, Kobeszko, Ujazdowski. NASZA RELACJA

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...