Nie ma wątpliwości czego oczekuje naród. Od pierwszego dnia woła o prawdę! Nie przestanie o nią walczyć

Fot. PAP/Turczyk
Fot. PAP/Turczyk

Dzień narodowej pamięci dobiega końca, ale pamięć pozostaje. Nie ma wątpliwości czego oczekuje naród. Od pierwszego dnia, przez sześć kolejnych lat żąda tego samego: prawdy. Nic tego nie zmieni – drwiny, naciski, szantaże, ataki, przekupstwa. Morze ludzi, które zalało dziś Krakowskie Przedmieście pokazało jasno jakiej chce Polski.

Patrzę na wydarzenia sześciu ostatnich lat w kategoriach cudu. Po ludzku, wszystko, co się dokonało byłoby niemożliwe. O własnych siłach nie zdołalibyśmy się podnieść ze smoleńskiego ciosu. Bo ta niewyobrażalna tragedia, jaką była katastrofa smoleńska, nie była zjawiskiem bezprzyczynowym. Poprzedziły ją wielomiesięczne intrygi, szykany, knowania i zmasowana pogarda wymierzona w prezydenta Lecha Kaczyńskiego i partię jego brata. Donald Tusk i jego rząd gardzili braćmi Kaczyńskimi, niespecjalnie to kryjąc. Ustawka z rozdzieleniem wizyt była kulminacją. Warto wrócić do przekazu medialnego tamtego czasu, by odświeżyć pamięć.

Moment katastrofy smoleńskiej był przebudzeniem. Wreszcie zobaczyliśmy prawdziwą twarz prezydenta i pierwszej damy. Nie pokazywano nam ich wcześniej jako życzliwych, ciepłych, radosnych, wspaniałych ludzi, oddanych sobie i sprawom Polski. Nagła śmierć 96 osób, wśród których było aż dwóch prezydentów i generalicja, to cios tak silny, że wszyscy upadliśmy na kolana . Z tych kolan wołaliśmy o ratunek, o pocieszenie. Modlitwy, apele, Msze święte. Katolicki naród odruchowo stanął na własnym miejscu, wpiął się na nowo we własne korzenie. Najpierw doznaliśmy zbiorowego otrzeźwienia, widząc jak na naszych oczach wstydliwie obnaża się fałsz. Równolegle zakosztowaliśmy narodowej jedności zaczęliśmy łaknąć prawdy. Byliśmy silni, zwarci, żądni zmian. Ale chyba jeszcze nie do końca gotowi, zbyt naiwni, łatwowierni. Potrzeba nam było kolejnych lat.

Zresztą już na samym początku próbowano zdławić nasze katolickie odruchy. Ludzi modlących się przed Pałacem Prezydenckim nazywano sekciarzami, lżono, opluwano, wykpiwano, nasyłano prowokatorów. Sikano na znicze, szydzono z krzyża, organizowano skandaliczne happeningi. Ktoś wymyślił, że lewactwo zwołane przez Palikota przegoni z Krakowskiego Przedmieścia ludzi wołających o godne upamiętnienie ofiar. Ówczesne władze postarały się nawet o „wyprowadzenie Krzyża” sprzed Pałacu Prezydenckiego, ponieważ zakłócał on spokój Bronisława Komorowskiego.

12
następna strona »
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...