Zrobili z Polski kabaret. Śmieję się przez łzyZrobili z Polski kabaret. Śmieję się przez łzy

addyspartacus-superman-9878251.webp
(Fot. Pixabay)
FacebookTwitter

11 października 2026 roku zapisze się w historii Polski na kartach podręczników — oczywiście jeśli do ich tworzenia zabiorą się kiedyś poważni ludzie. Z tym jednak może być problem, bo zbiór poważnych ludzi w Polsce wciąż się kurczy, a zbiór ludzi niepoważnych błyskawicznie rozrasta.

Niedziela to wciąż dla wielu Polaków przede wszystkim poranna Msza święta, a później rodzinny obiad — choć już bez tła w postaci skoków Małysza czy Stocha. Ale podczas wczorajszej niedzieli na brak rozrywki nie mogliśmy narzekać. Aparat państwowy kierowany przez Donalda Tuska, któremu ewidentnie wciąż wydaje się, że mamy co najmniej rok 2007 i tępym pijarem powtarzanym z telewizora można uwieść rzesze wyborców, dostarczył nam wczoraj — zapewne wbrew własnym intencjom — pierwszorzędnej rozrywki.

Zaczęło się jednak całkiem poważnie, jak u Hitchcocka – od trzęsienia ziemi, a u nas od mrożącej krew w żyłach informacji o szykowanym zamachu na premiera i wicepremiera Kosiniaka-Kamysza. O ile jednak u mistrza suspensu mocny wstęp rozwijał się w jeszcze mroczniejsze i budzące grozę zwroty akcji, o tyle do reżyserki państwa polskiego wszedł wczoraj człowiek, któremu zdecydowanie bliżej do Leslie’ego Nielsena. Wiecie (jak mówi nasz premier) tego od filmów typu „Naga broń” albo „Czy leci z nami pilot?”. Zamiast wzrastającego napięcia dostaliśmy serię gagów z ważnymi postaciami obozu rządzącego w rolach głównych.

Zaczęło się od zwyczajowego spaceru pana premiera (szacunek za aktywność) z willi przy ulicy Parkowej do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Alejach Ujazdowskich. Niby nic wielkiego, ale przypomnijmy, że spacer ten odbywał się w chwili, gdy – zdaniem służb – nad premierem zawisła groźba zamachu. Była to pierwsza „czerwona flaga” zapalająca natrętną myśl: „czy z tym zamachem to oni tak poważnie?”. Zaraz jednak przyszła autorefleksja: „a co, jeśli zaatakują go jak kiedyś Roberta Fico?”. Będziesz się wstydził sam przed sobą, człowieku, że wątpiłeś. Sympatie i antypatie polityczne to jedno, ale człowiek należący do zbioru ludzi poważnych nikomu nie życzy śmierci czy krzywdy, nawet nielubianemu politykowi. Wiem, że gargantuiczny zbiór ludzi niepoważnych się ze mną tutaj nie zgodzi – trudno.

Odpędziwszy więc myśl, że beztroski spacer premiera deprecjonował groźbę zamachu, czekaliśmy w napięciu na kolejną odsłonę tego dramatu. Następna scena była powtórzeniem znanego skeczu, ubarwioną jednak o nową, istotną kwestię. Pan premier w otoczeniu najważniejszych ministrów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa radzi z nimi. Radzili tak już wiele razy, zacząwszy od powodzi na Dolnym Śląsku. Radzą o sprawach najważniejszych, kamera przesuwa się po twarzach pełnych troski i wreszcie pan premier stawia diagnozę: to wszystko przez Minecrafta. W tym momencie z wyrzutem spoglądam na kilkuletniego syna, który śpi z pluszakiem-kwadraciakiem, czyli przytulanką stylizowaną na postać z tej gry. Czy powinienem już dzwonić pod 911?

Wstrzymuję się jednak, choć walczę między lojalnością wobec państwa a miłością do własnego dziecka. Pawka Morozow wiedziałby, co zrobić, ale ja widocznie jestem inny. Nie robię więc nic i czekam, co będzie dalej.

A dalej poszło wyjątkowo gładko. Podobnie jak w przypadku niebezpiecznej emerytki (świeć Panie nad jej duszą), która napisała do Jerzego Owsiaka „giń, człeku” i błyskawicznie spojrzała na świat zza krat, tak i tutaj służby pokazały swoją sprawczość. Nie zdążyliśmy nawet dokończyć niedzielnego rosołu, a już mieli ptaszka w garści. Premier podziękował, uznanie wyraził nawet Sławomir Mentzen, przy okazji wspominając, że jemu i jego rodzinie grożą od półtora roku i też by tak chciał... Ale co wolno wojewodzie – no, wiadomo. Jak pan Sławek wygra kiedyś wybory i zdecyduje się wziąć odpowiedzialność za państwo jak pan premier, to będzie sobie ścigał i zamykał, kogo tylko zechce. A teraz nie.

W tym momencie można było poczuć i dumę, i ulgę jednocześnie. Premier i wicepremier są bezpieczni, a polskie służby to nie amatorzy. Poważne zagrożenie, szybka akcja, sprawa rozwiązana. Pełen profesjonalizm. W napięciu czekaliśmy na konferencję prasową rzecznika ministra koordynatora służb specjalnych, który miał uchylić rąbka tajemnicy co do ujętego autora niecnych planów. I tu pojawiła się kolejna „czerwona flaga”. Otóż podczas zwołanej konferencji okazało się, że do przekazania nie ma w zasadzie nic. To znaczy ktoś został złapany, ale czy to mężczyzna, kobieta, dziecko, a może osoba niebinarna (zamachowiszcze?) – tego niestety się nie dowiedzieliśmy. W zasadzie trudno powiedzieć, w jakim celu pan Jacek Dobrzyński w ogóle wyszedł do dziennikarzy. Czyżby skłonił go do tego wyniesiony z ORMO aktywizm?

W tym momencie siedzący za konsolą reżyserską „Leslie Nielsen” uznał, że za dużo już tego zamachu i przełączył naszą uwagę na inny obraz. Oto warszawską ulicą idzie dwóch ludzi. Jeden wygląda, jakby grał w jakiejś sztuce o gangu chicagowsko-harlemowskim (tak wiem, nie było takich) i wyskoczył w czasie antraktu do pobliskiej Żabki po fajki. Drugi to były wiceminister rolnictwa i „człowiek Tuska od spraw wsi”, Michał Kołodziejczak. Pan Michał ma, jak wiadomo, tęgie kłopoty. Kanał Zero ujawnił nagrania, które, delikatnie mówiąc, nie stawiają go w zbyt korzystnym świetle. Zatem ktoś wpadł na pomysł, by ze sprawy uczynić komediodramat. Kiedyś był serial „Na kłopoty Bednarski” ze Stefanem Friedmannem w roli tytułowej, a teraz jest serial „Na kłopoty (Kołodziejczaka) Rutkowski” z główną rolą Krzysztofa Rutkowskiego.

Wczoraj widzieliśmy, jak kręcono pierwsze sceny. Najpierw Kołodziejczak wysiada z opancerzonego Hummera należącego do paramilitarnej firmy „Rutkowski Patrol”, gdzie na ulicy podchodzi do niego przebrany za samego siebie Rutkowski i kilka osób w kominiarkach oraz kamizelkach kuloodpornych. Następnie widzimy rolkę, na której obaj bohaterowie deklarują, że Rutkowski będzie dbał o bezpieczeństwo Kołodziejczaka, a sam detektyw nazywa to zaszczytem i tytułuje swojego klienta „panem ministrem”. Dobrze to jest zagrane, kadry siedzą, brzuch boli ze śmiechu – chwyciło! Czekamy na ciąg dalszy.

Wieczorem zaś mamy zwieńczenie akcji zamachowej. Oto redaktorzy „Gazety Wyborczej” uchylają rąbka tajemnicy w sprawie skrajnie prawicowo-nacjonalistycznej organizacji, której członek (a może nawet szef) miał szykować zamach na najważniejsze osoby w państwie. Internautom wystarczy dać palec, a dowiozą całą rękę – po kwadransie wszystko jest jasne. Można zobaczyć, co to za gagatek, o którym rzecznik Dobrzyński nie chciał mówić ani słowa. I chyba rozumiemy dlaczego. To nieładnie śmiać się z osób starszych czy zaburzonych, więc śmiać się nie będziemy – przynajmniej oficjalnie.

Na to wszystko, na sam koniec dnia, „pika” telefon. To Alert RCB. Informują, że od jutra przez cztery dni na terenie Mazowsza będą trwały ćwiczenia „Syrena-26” – znów będzie wyło, straszyło i budziło małe dzieci z popołudniowych drzemek.

Był zatem śmiech, ale skąd łzy? Bo zrobili z państwa kabaret. Nasza Ojczyzna, która naprawdę może spotkać się w najbliższym czasie z różnorakimi, poważnymi wyzwaniami, stała się ofiarą politycznego teatru. Jak w bajce Ezopa o chłopcu, który wołał o pomoc – nikt nie zwróci uwagi na alarmy, syreny czy zagrożenie zamachem, jeśli Tusk, Kierwiński i reszta włodarzy nadal będą bawić się państwem w ten sposób. A wtedy nawet „detektyw” nas nie uratuje.

O, znów wyje syrena. Już trzeci raz dzisiaj.

Olgierd Jarosz

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.