Zamieszki pełne symboliki. Czy Francja już upadła? K. HRYSZKIEWICZ: Zamieszki pełne symboliki. Czy Francja już upadła?

FacebookTwitter

Francja płonie. W trakcie zamieszek niszczone są obiekty narodowego dziedzictwa, plądrowane są sklepy, państwo jest bezradne. Kraj wielkich twórców, pisarzy, malarzy i przywódców upada na oczach całego świata. Ale ten upadek nie zaczął się wczoraj i nie trwa dopiero teraz. Co więcej - on już dawno się dokonał.

To, co obecnie dzieje się we Francji już jest nie tylko zwykłym, ulicznym protestem, który widzieliśmy wiele w ostatnich latach. To symbol upadku państwa, narodu oraz jego kultury. 

Przetrwał obie wojny światowe. Zniknął z powierzchni ziemi 

Najbardziej alegorycznym obrazem tego upadku stał się płonący ratusz w Limoges. Ten niemal 150-letni gmach w wyniku podpalenia zawalił się. Przetrwał I i II wojnę światową. Nie przetrwał protestów migrantów inspirowanych przez skrajną lewicę.

Dach, z wyjątkiem zachodniego skrzydła, zawalił się na niższe kondygnacje. Dwie trzecie elewacji zniknęły 

- przekazał prefekt regionu Haute-Vienne, Maurice Barate kanałowi "France24"

Prefekt mówi wprost, że to "katastrofa dla dziedzictwa narodowego". Zabytkowy budynek był wpisany na listę "monument historique" - zabytków szczególnie cennych we Francji. 

Płonie stary świat

Symbolika w tym wypadku jest jasna. Płonie stary świat, stara Francja - uporządkowana, szanująca swoje dziedzictwo kulturowe, przywiązana do wartości reprezentowanych przez kraj. Jeszcze nie wiadomo, co wyrośnie na jego zgliszczach. Znamy za to ich podpalaczy...

Rewolucje mają to do siebie, że potrafią wyłącznie niszczyć, a nigdy budować. Rewolucja francuska doprowadziła wyłącznie do zgilotynowania setek tysięcy ludzi. Tylko podczas powstania wandejskiego zamordowano ok. 300 tysięcy ludzi.

Państwo porewolucyjne okazało się być na tyle nietrwałe, że już w 1799 roku władzę we Francji przejął Napoleon Bonaparte, który dokonał skutecznego zamachu stanu i odwrócił większość skutków rewolucji. 

Starcie cynizmu z naiwnym idealizmem

Obecnie trwająca we Francji wojna domowa (bo chyba tak trzeba by było opisać), również potrafi wyłącznie niszczyć. O tej niszczycielskiej sile przekonali się pracownicy sklepu w Paryżu - grupa protestujących chuliganów postanowiła po prostu wedrzeć się do środka i splądrować market. Z bezsilności i braku działania państwa po prostu pozwolili na wyniesienie masy towaru ze sklepu. 

Najbardziej wart uwagi jest dialog pomiędzy pewną młodą, białą kobietą a migrantami, którzy zwietrzyli okazję, by przywłaszczyć sobie nieco towaru. Ta zaczęła krzyczeć w ich stronę, by przestali to robić, gdyż to... "nie służy sprawie protestujących uczniów". Tymczasem jeden z chuliganów ją uspokaja, mówiąc że wezmą tylko kilka rzeczy i uciekają. 

To kolejny, symboliczny przykład - skrajna lewica Melenchona dzieli się bowiem na cyników, którzy wykorzystują protesty w wyrachowany sposób oraz naiwnych głupców, używając nomenklatury rodem z książek Suworowa - "pożytecznych idiotów". W tym wypadku kobieta na nagraniu reprezentuję idealistyczne podejście do sprawy, zaś dla migrantów to okazja by na czyjejś krzywdzie wzbogacić się. Nawet nie próbują udawać, że chodzi o coś więcej w tych protestach niż zadyma. 

Francja upada od maja 1968 roku

Proces upadku Francji nie zaczął się zresztą wczoraj. Ona upada konsekwentnie od lat 60. XX wieku. To właśnie to pokolenie najpierw obaliło starą Francję, reprezentowaną przez Charlesa De Gaulle'a. Do końca lat 60-tych kraj ten dokonał wielkich rzeczy - zbudował pierwszy, naddźwiękowy samolot (Concorde), opracował koncepcję kolei dużych prędkości (TGV), zbudował elektrownie atomowe, które do dziś są źródłem taniego prądu oraz zbudował sieć autostrad. W Paryżu powstała nowoczesna dzielnica "La Défense". 

To wszystko zniszczono w 1968 roku, gdy na ulice wyszli radykalnie lewicowi studenci. Jednym z liderów tamtych zamieszek był Daniel Cohn-Bendit, skrajnie lewicowy działacz. Zasłynął ze skandalicznych słów na temat "seksualności dzieci", twierdząc, iż „uczucie rozbierania przez 5-letnią dziewczynkę jest fantastyczne, bo jest to gra o absolutnie erotycznym charakterze”. Nie przeszkodziło mu to jednak zostać wpływowym eurodeputowanym do Parlamentu Europejskiego. 

Protesty z 1968 roku miały charakter antysystemowy, antykapitalistyczny i antykonserwatywny. Nie chodziło o poprawę jakości życia, o postulaty bytowe. W grę wchodziła wyłącznie ideologia - konkretnie sposób nauczania na francuskich uczelniach. Wspierani byli przez komunistycznych władców dusz, takich jak Jean-Paul Sartre czy Simone de Beauvoir. Ten pierwszy zresztą jawnie sympatyzował z ZSRR. 

W wyniku tamtych protestów musiał ustąpić ze stanowiska powszechnie szanowany Charles de Gaulle, ostatni mąż stanu Francji, który odszedł w niesławie po tym, jak rząd dusz na Sekwaną przejęła banda antykulturowych barbarzyńców spod znaku sierpa i młota. Od tamtego momentu Francja powoli wchodzi w okres upadku. 

Danse macabre w Paryżu

Studenci z lat 60-tych zbudowali jedynie fundament dla późniejszego zniszczenia. Ten dokonał się wraz z przyjęciem milionów migrantów z dawnych, francuskich kolonii. Jedyne co łączy ich z Francją to język. Nie są jednak przywiązani ani do ideałów republikańskich, ani nie szanują dziedzictwa kulturowego kraju, ani nawet nie szanują instytucji państwowych. Wychodzą z założenia, że skoro państwo nic im nie dało, to nic państwu winni nie są. A wręcz mogą swoją pogardę dla niego wyrażać w sposób absolutnie dowolny, włącznie z podpalaniem i rabowaniem mienia. 

To prawda, że we francuskim DNA podpalanie miast to sposób na protest. Ten jednak dawno wymknął się spod kontroli i wszedł na poziom do tej pory nieznany. Było jednak kwestią czasu, gdy ta tykająca bomba w końcu wybuchnie. A wszystko dlatego, że antykulturowe pokolenie francuskich baby-boomers, po tym jak dokonało zniszczenia podstaw kultury swojego kraju, postanowiło dokonać symbolicznego danse macabre na ruinach tego, co zdemolowali. 

Czy Francja już upadła? 

Odpowiedź jest oczywista - owszem, to już się ziściło. Upadek bowiem nie jest ilustracją rodem z obrazu Thomasa Cole'a "Dzieje Imperium". Ta kojarzy nam się z podbojem, najazdem, atakiem i fizycznym zniszczeniem. Jednak budynki można odbudować, ulice naprawić, sklepy wyremontować. Ale uszkodzenia w kulturze narodu są trwałe i niemal nienaprawialne. Ten upadek, który dzieje się we Francji trwa już od ponad pół wieku. To, co widzimy dziś na jego ulicach, to jedynie jego pośredni efekt. 

Thomas Cole "Dzieje imperium: zniszczenie" 1836 r.
Thomas Cole "Dzieje imperium: zniszczenie" 1836 r. (fot. domena publiczna)

 

 

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.