Francja: najważniejsze wybory w Europie 2027 (poza Polską!)Francja: najważniejsze wybory w Europie 2027 (poza Polską!)

Za osiem i pół miesiąca odbędą się najważniejsze wybory na Starym Kontynencie (pomijając oczywiście kluczową dla nas i też bardzo ważną dla Europy jesienną elekcje w Rzeczypospolitej). Oto 18 kwietnia będzie miała pierwsza - i na pewno nie ostatnia - tura wyborów prezydenckich w Republice Francuskiej. I będą to historyczne wybory, bo jeszcze nigdy w historii V Republiki nie było tylu niewiadomych.
Gdyby ktoś pokusił się o przedstawienie elekcji nad Loara i Sekwana w postaci rubryk to w rubryce : " faworyt" pojawiłoby się sensacyjne słowo "brak". A dzieje się tak pierwszy raz w dziejach wyborów we Francji, a konkretnie od roku 1965, gdy ta elekcja odbywa się przez powszechne głosowanie Francuzów, a nie via parlament, jak miało miejsce wcześniej, do reelekcji gen. Karola de Gaulle'a. Skądinąd pierwsze wybory bezpośrednie na prezydenta zorganizowano już w 1848 roku, gdy pierwszym tak wybranym szefem państwa został Karol Ludwik Napoleon Bonaparte (z poparciem 75 % wyborców, a ściślej: mężczyzn, bo tylko tacy mieli prawo wyborcze...), ale po trzech latach ogłosił się cesarzem Napoleonem III, a kolejne bezpośrednie wybory zorganizowano po stu kilkunastu latach.
Niespełna trzy kwartały przed wyborami prezydenckimi w drugim, co do liczby ludności i siły gospodarki państwie Unii Europejskiej (a pierwszym pod względem wielkości terytorium) jakże aktualne jest powiedzenie Sokratesa: "wiem, że nic nie wiem". Po stronie lewicowo-liberalnej panuje niebywałe rozdrobnienie. Takich rozterek nie ma już prawica narodowa, ani skrajna lewica. Kandydatem tej pierwszej, po dość niespodziewanym dopuszczeniu do udziału w wyborach jest Maryna Le Pen, dla której będzie to już trzeci start. Kandydatem tej drugiej jest europoseł i przywódca Francji Nieujarzmionej Jan - Łukasz Melenchon (startował już w poprzednich wyborach). Jeśli podział centrolewicy się utrzyma to może dojść do absolutnie sensacyjnej drugiej tury : Le Pen-Melenchon. Wtedy kandydatka prawicy ma spore szanse na zwycięstwo. Sprzyjają jej również fatalna sytuacja gospodarcza i poczucie zużycia się obozu Emanuela Macrona (choć akurat w ostatnim sondażu popularności zyskał dwa procent). Tyle, że zapaść gospodarcza i spektakularna erozja autorytetu obozu władzy działa też na rzecz drugiego kandydata antyestablishmentu-Melenchona.
W obozie Macrona chętnych do przejęcia Pałacu Elizejskiego jest aż trzech premierów ,w tym obecny. A na dodatek jest jeszcze kilku innych mniej lub bardziej lewicowych lub centrolewicowych czy centrowych kandydatów. To nie buduje ani powagi ani sondaży przedstawicielom tego obozu.
Na razie we Francji w kontekście elekcji prezydenta jest trochę jak w czeskim filmie: "nikt nic nie wie". Jedno jest wszak pewne: po raz pierwszy w historii zwolennicy "kordonu sanitarnego" przeciwko kandydatom narodowej prawicy czy też szerzej: establishmentu są w mniejszości. Za utrzymaniem zasady "wszyscy przeciw kandydatom antysystemowym" opowiada się już tylko dwie piąte Francuzów ,ale prawie trzy piąte jest za wyrzuceniem tej dotychczasowej praktyki na śmietnik. To może-choć nie musi-rokować gigantyczną zmianę na francuskiej scenie politycznej.
