To musiało ich zaskoczyć! Ta posłanka powstrzymała operację ŻurkaHryszkiewicz: To musiało ich zaskoczyć! Ta posłanka powstrzymała operację Żurka
Parafrazując popularny dowcip - ilu posłów opozycji potrzeba, by powstrzymać batalion policji i aparat państwa Tuska? Okazuje się, że wystarczy jedna posłanka. To właśnie dzięki determinacji Marii Kurowskiej Akademia Wymiaru Sprawiedliwości nie została siłowo przejęta.
Gdy w czwartek doszło do próby zajęcia gabinetu przez prof. Sławomira Cudaka, jasne było, że dojdzie znowu do operacji zajęcia uczelni. Tym bardziej, ze dziennikarze i politycy opozycji informowali o mobilizacji funkcjonariuszy policji w kilku miastach wojewódzkich w kraju późnym wieczorem.
Większość myślała, że chodzi o Trybunał Konstytucyjny. Tym bardziej, że niedługo ma odbyć się pseudo-zaprzysiężenie Macieja Berka na sędziego TK. W związku z tym nastąpiła mobilizacja wśród polityków opozycji.
I tutaj na scenę wkracza poseł Maria Kurowska. Jako jedyna postanowiła nie czekać i weszła do gabinetu rektora Akademii Wymiaru Sprawiedliwości jeszcze w czwartek i została tam na noc.
Zamknięta w gabinecie
Jej przeczucia okazały się być właściwe. W towarzystwie Adama Borowskiego i jednego z reporterów TV Republika byli w piątek rano świadkami kolejnej próby wtargnięcia pana Cudaka do gabinetu rektora. Tym razem identyfikujący się jako rektor naukowiec był w asyście policji.
Borowski oraz dziennikarz zostali wyprowadzeni przez funkcjonariuszy, ale posłance udało się dostać do środka gabinetu rektora. Jak zadeklarowała - nie zamierza opuścić pomieszczenia aż do posiedzenia Senatu uczelni, który zdecyduje o wyborze rektora.
W pewnym momencie doszło do kuriozalnej sytuacji - ludzie Cudaka i Żurka byli w środku budynku. Na zewnątrz zaś do siedziby AWS próbowali na próżno dostać się posłowie opozycji, z Sebastianem Kaletą na czele. A w samym sercu budynku, w gabinecie rektora, siedziała otoczona przez policję poseł Maria Kurowska.
Profesor Cudak i operacja "Wersalka"
W międzyczasie kolejną próbę dostania się do pokoju rektorskiego podjął prof. Cudak. Posłanka PiS opowiedziała na antenie TV Republika o kuriozalnym przebiegu nieudanego wdarcia się do gabinetu rektora.
Pan profesor Cudak lekko użył tej wersalki, ponieważ wstąpił na nią, chcąc mnie obejść tutaj bokiem. I tą wersalką, żeby dotrzeć do drzwi, ale to zablokowałam skutecznie i nie pozwoliłam, żeby do tych drzwi dotarł
- mówiła Kurowska.
Próbowaliśmy te relacje takie w miarę ludzkie nawiązać. Po kilku różnych rozmowach naszych i zapraszaniu mnie na kawę do gabinetu, jeżeli już mu pozwolę tam wejść, to wypijemy kawkę i tak dalej. Gdy widział, że po prostu nie ma możliwości, aby mnie tutaj zmiękczyć i żebym jednak odstąpiła od tych drzwi, no to pan rektor poszedł sobie na dół
- relacjonowała posłanka.
W rozmowie na antenie wPolsce24 zdradziła, że profesor Cudak niekoniecznie nadaje się na takie operacje siłowego przejmowania instytucji w stylu żurkowo-bodnarowym.
Jest mi go po ludzku żal, dlatego że chronił się przed światłem, kamerami, mówił że jest po operacji, jakiś kolega profesor przyniósł mu lekarstwa. Proszę państwa, co to jest? Chorego człowieka wysyłają na rektora, dają mu takie zadania które są nie do zrealizowania, bo przecież rektorem jest ktoś inny
- mówiła posłanka PiS.
Zaproszenie na "negocjacje" od Żurka
Tymczasem sama posłanka zachowała znacznie więcej zimnej krwi niż pan Cudak, która nie dała się złamać, jak i funkcjonariuszom policji, którzy w relacji poseł zachowywali się "bardzo profesjonalnie". Jan Kanthak był pytany o to, jak pani poseł się trzyma otoczona kordonem policji. Z jego relacji wynika, że pani poseł radzi sobie całkiem dobrze - nawet miała zadeklarować, że nie potrzebuje jedzenia, ponieważ "w piątki pości"
Najzabwniejszy w tym wszystkim jest fakt, że żurkowcy na tyle byli zdezorientowani postawą Kurowskiej, że miała ona dostać telefon z zaproszeniem do Ministerstwa Sprawiedliwości na rozmowę - byleby tylko odpuściła.
Jak się jednak okazało próżny był to trud. O godzinie 13:45 odbyła się konferencja prasowa w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie. Według informacji podanych przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego, ambitna posłanka wciąż miała się znajdować w gabinecie rektora AWS.
Chcieliśmy tam do niej dołączyć, ale się nam nie udało
- skomentował szef PiS.
To pokazuje absurd całej tej operacji zaplanowanej przez ministra Waldemara Żurka. Przejęcie Akademii Wymiaru Sprawiedliwości nie udało się właśnie dzięki posłance, która nie pozwoliła wejść do gabinetu uzurpującemu sobie urząd rektora profesorowi Cudakowi. Fani komiksów z Asteriksem z pewnością mogą tę sytuację skojarzyć z sytuacją galijskiej wioski - cała uczelnia podbita przez żurkowców... cała? Otóż nie. Jeden pokój wciąż dzielnie odpiera kolejne nataracia.
Aparat żurkowo-tuskowy vs. jedna posłanka
Choć sprawa próby siłowego przejęcia AWS nie jest bynajmniej powodem do kpin i żartów, trudno zachować pełną powagę, skoro cały aparat państwa zarządzanego przez Tuska musiał ugiąć się przed jedną parlamentarzystką uzbrojoną jedynie w swój upór i determinację.
Sytuacja idealnie ilustruje fakt, na jak nietrwałych podstawach prawnych działają żurkowcy, skoro nawet policja wezwana na miejsce, która przecież wcześniej przecież nie chciała wpuścić do budynku publicznego posłów na Sejm (co jest łamaniem prawa), nie zamierzała interweniować w sprawie zajęcia gabinetu przez Kurowską.
Policjanci doskonale zdają sobie sprawę, że rozkazy rozkazami, ale są pewne granice, których przekraczać nie warto. Co innego nie wpuszczenie posła do budynku, a co innego siłowe wyciąganie go z niego. Przecież władza kiedyś może się zmienić i już za rok mogą podlegać osobom, przeciwko którym dziś występują. A jak pokazuje sytuacja z czwartku, gdy policja wystawiła pana Cudaka do wiatru oraz z piątku, dotycząca posłanki Kurowskiej, policjanci wcale za Żurka walczyć z taką determinacją jak posłanka Kurowska nie będą.
Z jednej strony aparat państwa, policja i prokuratura, a z drugiej siła uporu i wiary w słuszność swoich postępowań. Nawet najbardziej brutalna władza nigdy nie wygra z tym drugim. Dla opozycji to dobra wiadomość.
