Pieniądze są. Ale nie dla was, PolacyPieniądze są. Ale nie dla was, Polacy

FacebookTwitter

W natłoku codziennych afer bez większego echa przeszło, że strażacy z OSP Żabce zbierają butelki, bo potrzebują pieniędzy na nowy wóz strażacki. A nic, tak jak to, nie pokazuje, czym stała się Polska pod rządami Donalda Tuska.

To był jeden z takich newsów, na który normalnie nie zwraca się większej uwagi. Ot, strażacy ochotnicy z jakiejś wioski potrzebują kasy na nowy wóz, więc zmontowali kosze i zaczęli zbiórkę plastikowych butelek, by oddać je do butelkomatu. Nieco, ale tylko nieco głośniej zrobiło się o tym dopiero, gdy ktoś ukradł im część tych butelek. Co w sumie jakoś bardzo też nie dziwi – po aferze powodziowej chyba już wszyscy się przekonali, że „honor złodzieja” można znaleźć najwyżej w powieściach łotrzykowskich.

Takich newsów codziennie pojawiają się w przestrzeni medialnej dziesiątki, jeśli nie setki. Czymś w końcu portale trzeba wypełnić, a jak autor postara się z tytułem, to może nawet ktoś to przeczyta. Po czym niemal od razu o tym zapomni. Bo rzeczywistość, jak skrzeczała, tak skrzeczy dalej. Skoro Tusk i jego kamaryla budują nam tutaj drugą Białoruś i na rympał przejmują kolejne instytucje, kogo obchodzi, że strażacy z jakiejś wiochy w lubelskim nie mają pieniędzy na nowy wóz?

Mnie obchodzi. I was też powinno. Bo w tej historii doskonale widać jeden z największych problemów z obecnym rządem. 

I nie chodzi mi tutaj o to, jak ważną instytucją jest OSP. Bo jest, to oczywiste. Zwłaszcza na prowincji. Jeśli coś się dzieje – wypadek drogowy, klęska żywiołowa, pożar – niemal zawsze strażacy z OSP są pierwsi na miejscu. Często w takich sytuacjach liczy się każda minuta, więc sam fakt, że – zwłaszcza w małych miejscowościach – są bliżej, niż ich zawodowi koledzy, w wielu wypadkach jest różnicą między nieprzyjemną przygodą a kolejną klepsydrą na tablicy przed najbliższym kościołem. Ja skądinąd doskonale wiem, ile chłopaki mają roboty. Mieszkam dość blisko remizy OSP  i doskonale słyszę syrenę, którą zwołują się na akcje. Czasem się nawet denerwuję, że tak hałasują.

A potem mi się przypomina, jak ratowali mój dom przed płomieniami, bo podczas fali upałów jakiś kretyn zaprószył ogień w pobliskim lesie. I od razu mi się głupio robi, że narzekałem. 

Nie chodzi też o to, że bardzo cenię strażaków z OSP. Chociaż cenię, i każdy człowiek też powinien. Służba w OSP to bowiem ucieleśnienie cnót obywatelskich i dbałości o wspólne dobro, bez czego nie da się na dłuższą metę zbudować udanego państwa. Mowa w końcu o ludziach, którzy mają swoją normalną pracę, swoje rodziny, swoje hobby – a mimo tego poświęcają czas, by pomagać innym, by czasami ratować im życie, niejednokrotnie narażając swoje. I nie robią tego dla pieniędzy – bo trudno mi sobie wyobrazić, by kogoś miały skłonić te nędzne ekwiwalenty za akcje i szkolenia – czy po to, by zrobić karierę. Robią to, bo wiedzą, mniej lub bardziej świadomie, że wspólnota jest ważna, że świat, w którym każdy dba tylko o własne interesy, byłby strasznym miejscem dla życia. Ci ludzie nie zasługują na nic innego, niż największy szacunek. 

Wróć. Zasługują. Zasługują na to, żeby rząd ich i ich służbę traktował poważnie. Żeby, skoro i tak nic za to nie dostają, nie musieli się upokarzać zbieraniem butelek, by mieli sprzęt, bez którego nie mogą spełniać swoich obowiązków. I zanim ktoś zwróci na to uwagę – wiem, że głównym źródłem finansowania OSP są pieniądze od samorządu gminy. Ale nie są jedynym, OSP dostają także pieniądze z budżetu państwa. A nie sądzę, żeby gminę z ok. 10 tys. dusz było stać, by kupić strażakom nowy wóz bojowy. 

Trudno w takiej sytuacji nie przypomnieć sobie, jak to wyglądało wcześniej. Jak to obliczył kiedyś jeden z branżowych portali, strażacy-ochotnicy z samego Funduszu Sprawiedliwości otrzymali blisko 150 mln złotych w pięć lat. I wszyscy pamiętamy, jaką ówczesna opozycja i zblatowane z nią media z tego zrobiły. Aż dziwne, że do TSUE na to nie donieśli – bo do NIK donosik poszedł – a jeśli ktoś czytał wtedy nagłówki lewicowo-liberalnych mediów, to mógł odnieść wrażenie, że te pieniądze wydano na prostytutki i narkotyki, a nie wozy strażackie czy nowe węże. 

No to mieliście co chcecie. Żaden polityk nie robi sobie już kampanii, cykając sobie fotki przed błyszczącym nowością wozem strażackim. A że przez to strażacy nie mają czym gasić pożarów i muszą zbierać butelki? Parafrazując najwyższego przywódcę – ja wam premiera nie wybierałem.

Były, na szczęście, minister finansów Jacek Rostowski powiedział kiedyś słynny bon mot, że „pieniędzy nie ma i nie będzie”. Te słowa, kompletnie wyrwane z kontekstu – w oryginale straszył, że obietnice PiSu doprowadzą budżet do katastrofy – są teraz wygodną pałką do okładania rządu Tuska. Ale to nie prawda. Bo pieniądze są. Polska, mimo starań obecnej ekipy, to relatywnie zamożne państwo, aspirujące do G20. 

Tak, pieniądze są. Są pieniądze na unijną pożyczkę na jachty i solaria. Są pieniądze na unijną pożyczkę na niemieckie uzbrojenie. Są pieniądze na obsadzone kolesiami rady nadzorcze samorządowych spółek. Są pieniądze na dotacje dla zblatowanych NGOsów czy artystów, którzy nie boją się nie lubić Kaczyńskiego. Są pieniądze na gargantuiczne wypłaty dla lekarzy, nawet jak czasem brakuje ich na dalsze funkcjonowanie szpitali. Są pieniądze na reklamy turystyki, które nie skłonią ani jednego turysty. Są wreszcie pieniądze na stworzony przez AI bełkot o „promowaniu marki Polska” - i gdyby pewnemu internaucie nie chciało się przeczytać tego raportu, to byłyby też dużo, dużo większe pieniądze na ten cel. 

Budżet oczywiście nie jest z gumy. Skoro są pieniądze na wspomniane wyżej cele, to siłą rzeczy brakuje ich na inne. Brakuje ich chociażby na budowę średniej wielkości lotniska. Brakuje ich na hełmy dla żołnierzy, by nie musieli biegać po poligonie w takich, które pamiętają czasy PRLu. Brakuje pieniędzy na to, by ludzie nie płakali, jak płacą na stacji za benzynę lub gdy listonosz przynosi rachunek za prąd. Brakuje ich, by emeryci nie musieli się zastanawiać, czy lepiej wykupić leki, czy też lepiej nie chodzić głodnym. Brakuje ich wreszcie na cholerny wóz strażacki, żeby strażacy z jakiejś wioski w Lubelskim mogli uratować komuś dobytek całego życia.

Detale. Kto by tam wnikał. Ważne, że PiS nie rządzi, Europa cmoka z zachwytu, a wszyscy się uśmiechają. A że budżet po raz kolejny notuje rekordowy deficyt, choć normalny człowiek nic z tych rekordowych wydatków nie ma?

Sądząc po sondażach – to ludzi obchodzi jeszcze mniej, niż wóz dla strażaków z OSP Żabce.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.