Morawiecki może odbierać głosy jedynie PiS-owi. „Osłabia płuco”Morawiecki może odbierać głosy jedynie PiS-owi. „Osłabia płuco”

Mateusz Morawiecki tłumaczy swoją strategię tak: chciał poszerzać bazę PiS w stronę centrum, być „drugim płucem” partii, podczas gdy Przemysław Czarnek miał „łowić” po prawej stronie. Brzmi to elegancko i nowocześnie. Tyle że rzeczywistość polskiej polityki wygląda zupełnie inaczej.
Po pierwsze – elektorat Konfederacji, zarówno ten Mentzena i Bosaka, jak i ten twardszy - Brauna, nie zagłosuje na Morawieckiego. To właśnie polityka Morawieckiego – postrzegana jako zbyt miękka, zbyt centrowa i zbyt uległa wobec Brukseli – przyczyniła się do wzrostu Konfederacji. Wyborcy, którzy odeszli z PiS na prawo, zrobili to świadomie. Nie wrócą do kogoś, kogo uważają za głównego architekta tej „miękkiej” linii.
Po drugie – „mityczne centrum”. Jarosław Kaczyński od lat słusznie w nie wierzy. To, co nazywamy centrum, jest albo słabe, albo już zagospodarowane przez formacje typu resztki Trzeciej Drogi czy inne efemeryczne twory. Jeżeli nawet istnieje jakieś „mityczne centrum”, nie można na bazie tych wyborców roić o trwałym poparciu. Jest to elektorat tak nieliczny i tak labilny, że nigdy nie będzie bazą poparcia dla jakiejkolwiek partii politycznej. To dlatego wszelkie próby „trzecich dróg” czy „nowych jakości” kończą błyskawicznie na śmietniku historii. Hołownia, Petru, Kukiz czy Palikot – nie ważne czy jesteś „centrowcem” bardziej prawicowym czy lewicowym – kończysz jak meteor na firmamencie polskiej polityki, gdzie świecą wciąż mocnym światłem gwiazdy Kaczyńskiego i Tuska.
W centrum nie ma zatem żadnego wolnego elektoratu czekającego na Morawieckiego. W efekcie strategia byłego premiera nie poszerza bazy – ona jedynie zabiera głosy PiS-owi. Warto sobie to uświadomić – Mateusz Morawiecki może „łowić” jedynie wśród aktualnego elektoratu PiS. Nigdzie więcej.
To smutna ale prosta matematyka polskiej sceny politycznej. Jest ona podzielona na dwa główne bloki: prawicowy (minimalnie liczniejszy i dlatego wygrywali Andrzej Duda i Karol Nawrocki) oraz lewicowo-liberalny (nieco mniejszy, ale bardziej zdyscyplinowany).
Każdy nowy rozłam na prawicy automatycznie osłabia cały obóz i działa na korzyść Tuska. Morawiecki może sobie wyobrażać, że jest „drugim płucem”. W praktyce jest raczej czynnikiem, który osłabia jedno płuco, nie dając w zamian niczego nowego. Bo elektorat centrum go nie chce, a elektorat prawej strony już dawno ocenił jego politykę jako niewystarczająco twardą.
Dlatego smutek jest jedyną emocją jaką odczuwam w związku z podziałem PiS.
