Czy PiS umrze? Jacek Karnowski ma rację w sprawie CzarnkaCzy PiS umrze? Jacek Karnowski ma rację w sprawie Czarnka

PiS kładziono do grobu już wielokrotnie. Za każdym razem grabarze in spe wychodzili na idiotów. Tym razem może być tak samo.
Czy po wolcie grupy Mateusza Morawieckiego Prawo i Sprawiedliwość skazane jest na szybką bądź nieco odłożoną w czasie śmierć? Wbrew nadziejom obecnej władzy i komentatorskich salonów – także tych „prawicowych”, które błyskawicznie zakochały się w Rozwoju z plusem – to wcale nie jest przesądzone. A może nawet przeciwnie: jest mało prawdopodobne.
Sondaże, których oczekuje salon
Na pierwszy rzut oka sprawa wygląda dla PiS bardzo kiepsko. Mamy wysyp sondaży, które pokazują z jednej strony gwałtowny spadek notowań partii Jarosława Kaczyńskiego, z drugiej solidną pozycję rozłamowej grupy Mateusza Morawieckiego, z trzeciej zaś: umacnianie się obu Konfederacji. Najnowsze badanie sławnej z grubych i, zdaniem wielu, nieprzypadkowych „pomyłek” firmy IBRIS wpisuje się oczekiwany przez salon trend. Morawiecki ma mieć pewne miejsce w Sejmie, Koalicja Obywatelska bardzo zdecydowanie wygra wybory a PiS jest już tylko o 2,5 ponad Konfederacją Bosaka i Mentzena. Sygnał jest wulgarnie wręcz czytelny: pisowcu, jak już masz głosować, to warto na Morawieckiego, bo mniejszy obciach a na dodatek rośnie; prawicowcu nie wahaj się oddać głos na „Konfę”, bo to ona po wyborach może decydować o rządowej układance; zwolenniku Jarosława Kaczyńskiego – porzuć wszelką nadzieję, twoja partia tonie.
Takich sondaży będzie jeszcze wiele. Wiele będzie też mądrych, wyważonych i przenikliwych opinii o rychłym pogrzebie PiS – podkreślmy, także z „prawicowej” strony, tutaj część publicystów od kilku dni chodzi metr nad podłogą, zadowolona, że może popierać ładnie opakowany rozwój a nie jakieś pisowskie wstecznictwo. Będą wrzutki, wycieki do liberalnych mediów, będzie też – naturalna i słuszna z punktu widzenia lidera tego środowiska – ofensywa medialna Mateusza Morawieckiego i jego ludzi.
PiS walczy wciąż o wagę wyżej
Ale dzieje się też wiele rzeczy, których lewicowo-prawicowemu salonowi nie wypada zauważać. Po pierwsze: PiS bardzo mocno pracuje w terenie. W niektórych regionach ta praca była od miesięcy sparaliżowana przez wieczne podchody morawiecczyków i lojalistów. Teraz wiele spraw zostało odkorkowanych. Ruszają inicjatywy, które dadzą z jednej strony porządek, z drugiej impet na jesienny start kluczowego sezonu politycznego. PiS ma aparat nieporównywalny ze swoimi rywalami na prawicy. On jest dziś nastrajany i oliwiony. W prekampanii, a zwłaszcza w trakcie najostrzejszych, kampanijnych miesięcy, da on przewagę partii Kaczyńskiego. Pięknie jest mówić o rozwoju albo Mentzenowskiej likwidacji podatków, ale trzeba jeszcze mieć ludzi, którzy pójdą do wyborców, rozlepią plakaty, rozdadzą ulotki, będą przekonywać swoich bliskich i znajomych.
Po drugie: PiS wciąż jest najpotężniejszym intelektualnie i programowo środowiskiem na prawicy. Tutaj są najmocniejsi zawodnicy. I najlepsze projekty, które będą z czasem przebijać się do opinii publicznym. Weźmy taki Port Haller. Czy ktoś ma podobną, gotową, obudowaną dziesiątkami już ekspertyz i opinii propozycję? Nie. Ani Morawiecki ani tym bardziej obie Konfederacje nie mogą dziś niczego podobnego pokazać. Owszem, są hasła, są chwytliwe medialne witze, ale nie ma w tym za wiele treści. Powtórzę: zwłaszcza Konfederacja (o tej małej już w ogóle nie wspominam) wypadają tutaj blado i nic nie zapowiada wniesienia na scenę czegoś „cięższego”.
Co wniosą grillowicze?
Tutaj na pewno część z Państwa powie „no ale Morawiecki miał grilla, tam było tylu mądrych ludzi”. A Konfederacja też ma ekspertów, fajnie mówią. Tylko, że grill to nie partia. Co zostanie Rozwojowi Plus z niejakiego Jana Oleszczuka, który podczas jednej z debat rozsmarowywał „rozwojowe” recepty Morawieckiego na miazgę? Czy on coś wniesie puli, z którą trzeba będzie w końcu pójść do realnych wyborców? Albo Jan Rokita. Opinie nieraz ciekawe, propozycje czasami trafne (częściej jednak błędne), dużo retorycznej szermierki ale i dużo powietrza. Jak przerobić to na energetyczną strawę dla wyborcy? Zwłaszcza takiego, który dotąd popierał PiS?
Albo opowiadający hermetycznym językiem o bezpieczeństwie generałowie. Miło się słucha, brzmi mądrze, ale za kim ci generałowie są? Za Tuskiem, czy przeciwko? Za federalizacją Europy, czy za Europą ojczyzn? Czy, jeśli Rozwój faktycznie wejdzie do Sejmu, to ci generałowie opowiedzą się za koalicją z Jarosławem Kaczyńskim, czy może jednak z kimś innym? Co myślą o Ukraińcach w Polsce? Co sądzą o przybyszach z Afryki czy Ameryki Południowej? Mają tu przyjeżdżać i pchać swoimi niskimi pensjami polskie firmy, czy lepiej jednak trzymać ich od Polski z daleka i zgodzić się na rozwój wolniejszy, może nawet czasową stagnację? To będą pytania, jakie postawią „nowej prawicy” dotychczasowi wyborcy prawicy starej.
Efekt Czarnka zbuduje się na szacunku
Po trzecie: jest profesor Przemysław Czarnek. Wyszydzany, lekceważony, upupiany. Bez szans, bez swojego „efektu”, ogólnie – beznadziejny pomysł Jarosława Kaczyńskiego, który wszak zawsze się myli i nigdy nie ma racji. Strasznie to nudne, bo tak samo było już dziesiątki razy. Ostatnio przy Karolu Nawrockim. Finał znamy. Tym razem może być podobnie. Bo prof. Czarnek to nie tylko fighter, którego szyderstwa – mam takie wrażenie – tylko hartują i popychają do walki. To także człowiek niezwykle pracowity.
Rację ma Jacek Karnowski, który pisze, że aktywność prof. Czarnka budzi szacunek.
I nie chodzi tu uznanie różnych mądrali, tego kandydat PiS na premiera się nie doczeka. Znacznie ważniejszy jest szacunek partyjnych „dołów” (a ten jest wielki) i przede wszystkim zwykłych Polaków. Oni widzą objazd po Polsce, oni widzą wizyty w małych miejscowościach, gdzie żadnej Konfederata nigdy nie dotrze, oni widzą kampanijnego lidera na co dzień.
Dlatego jeszcze raz, zgoda z Jackiem Karnowskim. Uśmiercanie PiS jest przedwczesne. Praca przyniesie efekty i będą one dobre dla Polski. Bo bez silnego PiS scena prawicowa będzie po prostu kaleka i Polski nie uratuje.
