Minister Andrzej „dziura” DomańskiMinister Andrzej „dziura” Domański. Deficyt, pożyczka poza budżetem, przeszacowane dochody, pozorna prywatyzacja

Na sali plenarnej odbyła się blisko 7-godzinna debata podczas I czytania projektu budżetu na 2027 rok, niestety znowu bez udziału premiera Donalda Tuska i ze skromnym udziałem ministra finansów Andrzeja Domańskiego, który tym przedłożeniem zasłużył w pełni na przydomek „dziura”. Jak się bowiem okazuje po zapoznaniu się ze szczegółami przedłożenia rządowego, ten przydomek jest absolutnie zasłużony, bowiem ministrowi nie wystarczył astronomiczny deficyt w wysokości prawie 282 mld zł, chce także pożyczyć poza budżetem przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) przynajmniej 90 mld zł, przeszacował i to wyraźnie wpływy podatkowe o przynajmniej 40 mld zł, wreszcie wpisał do budżetu przychody z pozornej prywatyzacji Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ), w której ma uczestniczyć spółka Orlen i któryś z banków z wiodącym udziałem Skarbu Państwa.
Zabierałem głos w tej debacie w imieniu klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, podczas której przypomniałem, że to już 4. budżet koalicji 13 grudnia i ministra finansów Andrzeja „dziura” Domańskiego z najwyższym w historii deficytem wynoszącym prawie 282 mld zł, a także, że w 2024 roku wykonany deficyt wyniósł 211 mld zł (planowany 240 mld zł), z kolei w 2025 roku 276 mld zł, a w 2026 roku ma wynieść 272 mld zł. Dodałem także, że ten budżet to swoiste podsumowanie rządów Donalda Tuska, sama suma 4 deficytów budżetowych to kwota ponad 1 bilion złotych, a długu publicznego związanego z ich realizacją wyniesie blisko 1,4 biliona złotych.
Przypomniałem także, że wszystkie rządy od 1990 do 2023, a więc przez 34 lata, zadłużyły Polskę na 1,7 biliona, a rząd koalicji 13 grudnia zaledwie przez 4 lata na prawie 1,4 biliona, czyli kwotę niewiele mniejszą.
Przypomniałem również, że wskazany przez ministra Domańskiego na szefa niedawno powołanej przez Sejm Rady Fiskalnej dr Sławomir Dudek stwierdził ostatnio, że budżet na 2027 rok jest tak skonstruowany, „jakby jutra nie było”, a jeszcze bardziej dosadnie określa taką sytuację polskie powiedzenie „po nas choćby potop”.
Zwróciłem także uwagę, że mimo przyzwoitego jak na warunki unijne wzrostu gospodarczego w 2027 roku (wzrost PKB ma wynieść 3%), deficyt sektora finansów publicznych sięgnie 7% PKB, a dług publiczny w relacji do PKB w ujęciu ESA2010 wyniesie aż 69,3% PKB.
Gdyby zostały wykorzystane limity deficytu budżetowego zarówno w 2026 roku, jak i 2027 roku, to dług sektora wyniesie aż 70,4% PKB i będzie on aż o blisko 21 p.p. wyższy niż na koniec 2023 roku, czyli ostatniego roku rządów Prawa i Sprawiedliwości (49,6% PKB).
To swoiste „osiągnięcie” bez precedensu w naszej historii po roku 1989, aby rządzący w ciągu zaledwie 4 lat swoich rządów podwyższyli dług publiczny, i to ten według definicji unijnej, aż o blisko 21 p.p. PKB.
Przypomniałem także, że za rządów Prawa i Sprawiedliwości dług publiczny w relacji do PKB spadł o 2 p.p. z 51,5% PKB do 49,6% PKB i to mimo dwóch potężnych szoków zewnętrznych, takich jak COVID-19 i jego skutki, a także agresja Rosji na Ukrainę.
Co więcej, jeszcze 2 lata temu minister Domański w strategii zarządzania długiem zapewniał, że wzrośnie on do 2028 roku do 61% PKB, a później będzie spadał, a teraz ze swadą prezentuje budżet, z którego wynika, że na koniec 2027 roku sięgnie on 70% PKB i będzie dalej rósł, co więcej – wszystko to dzieje się przy skumulowanym wzroście PKB za ostatnie 3 lata w wysokości ponad 10% i skumulowanej inflacji ponad 11%.
Dodałem także, że z działania ministra Domańskiego można odnieść wrażenie, że „w tym szaleństwie zadłużania Polski jest metoda”, której celem jest zadłużyć kraj „pod korek” i oddać władzę w 2027 roku z długiem liczonym wg metodologii krajowej przekraczającym I próg ostrożnościowy wynoszący 55% PKB i postawić nowy rząd przed koniecznością uchwalenia na 2028 rok w zasadzie budżetu bez deficytu, czego skutki nawet trudno sobie wyobrazić.
Przypomniałem także, że mimo zapewniania przez ministra Domańskiego na początku rządzenia, że w projektach kolejnych budżetów będą zawarte wszystkie wydatki rządowe, to po analizie towarzyszących budżetowi na 2027 rok załączników wyraźnie widać, że tak się nie stało, bo aż 20 funduszy pozostawionych poza budżetem ma wydać w 2027 roku prawie 167 mld zł, przy czym, żeby tak się stało, to ok. 90 mld zł musi pożyczyć i im przekazać BGK.
O ile jeszcze pożyczanie dla Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych jest zrozumiałe, to utrzymywanie do tej pory Funduszu Covidowego i planowanie jego wydatków na poziomie aż 36 mld zł (przy czym ok. 10 mld zł trzeba pożyczyć), a jego wydatki będą aż o 11 mld zł wyższe niż w 2026 roku.
Fundusz ten był wręcz brutalnie atakowany przez Platformę wtedy, kiedy była w opozycji, co więcej – dalsze jego funkcjonowanie w sytuacji, kiedy COVID miał miejsce 7 lat temu, jest tak naprawdę coraz trudniejsze do wytłumaczenia.
Przypomniałem także, że w latach 2024–2026 dochody budżetowe były wyraźnie niższe, niż planowano, odpowiednio o 59 mld zł, 38 mld zł i 21 mld zł, a dochody podatkowe odpowiednio o 56 mld zł, 42 mld zł i 20 mld zł.
Z kolei jak wynika z projektu budżetu na 2027 rok, dochody budżetowe mają być wyższe aż o 70 mld zł niż te wykonane w 2026 (w tym podatkowe o aż 60 mld zł), skoro w 2026 roku wzrosły tylko o 32 mld zł, to co ma spowodować już wzrost o 70 mld zł w sytuacji jednak wyraźnie niższego wzrostu gospodarczego (w 2026 roku 3,9% PKB, w 2027 roku tylko 3% PKB)?
Wszystko więc wskazuje na to, że minister Domański zawyżył dochody budżetowe o ok. 40 mld zł, żeby sztucznie zmniejszyć deficyt poniżej 300 mld zł, ale wykonanie budżetów w kolejnych latach potwierdza, że nie zostaną one zrealizowane, tak jak było w latach 2024–2026.
I ostatni „numer” ministra Domańskiego sztucznie obniżający deficyt sektora finansów publicznych to pozorna prywatyzacja Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) – w budżecie wpisano z tego tytułu 39 mld zł, choć nie ma w nim ani słowa, kto będzie nabywcą.
Na moje pytanie w tej sprawie ma odpowiedzieć Minister Aktywów Państwowych, ale zrobi to pewnie najszybciej po 30 dniach, przy czym z kuluarowych plotek wynika, że mają to być spółka Orlen i któryś z państwowych banków, bo tylko te firmy mają realnie pieniądze, aby je wpłacić do budżetu.
W sytuacji, kiedy minister Domański proponuje na rok następny budżet z „dziurą” na 282 mld zł, chce także pożyczyć dodatkowo przynajmniej 90 mld zł na realizację zadań państwa, pozorną prywatyzacją powiększa przychody z prywatyzacji o 39 mld zł, wreszcie sztucznie zawyża dochody budżetowe o 40 mld zł, to suma tych wszystkich pomysłów to blisko 450 mld zł.
Trudno w tej sytuacji nie nadać ministrowi przydomka „dziura” Domański, bowiem w roku wyborczym nie może przyznać się do katastrofy budżetowej i wręcz chwyta się brzytwy, bo taki charakter ma sztuczne zawyżenie dochodów budżetowych czy pozorna prywatyzacja PGZ.
