Co może AmerykaJ. Karnowski: Co może Ameryka. "Nie przyniesie nam naprawdę wolnej Polski w prezencie"

mid-epa13288155.webp
PAP/EPA / PAP/EPA
FacebookTwitter

O czym 2 marca b. r. w Białym Domu rozmawiali prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz? Oficjalnie informowano, że rozmowa dotyczyła kwestii bezpieczeństwa, polsko-amerykańskiej współpracy obronnej. Dziś już wiemy, że pojawił się także wątek polityczny, i to dotyczący sytuacji nad Wisłą.

Premier Donald Tusk w wypowiedzi dla TVN24 stwierdził, że w Waszyngtonie omawiane były „wewnętrzne sprawy Polski”. O jakie konkretnie? Według głośnej tezy, zapewne opartej na przeciekach, Donald Trump miał rzekomo namawiać lidera PSL do porzucenia koalicji z Koalicją Obywatelską, i stworzenia sejmowej większości z prawicą, czyli do podjęcia oferty złożonej przez PiS jeszcze jesienią 2023 roku. Smaczku sprawie dodaje fakt, że spotkanie Trump – Kosiniak-Kamysz zorganizował wpływowy europoseł PiS Adam Bielan.

Sądzę, że podjęcie wątku politycznej konstelacji w Polsce przez prezydenta Donalda Trumpa jest prawdopodobne. Nie wiemy jednak, czy była to luźna wzmianka, np. „A nie chciałbyś zostać premierem?”, czy też rodzaj silnej presji połączonej z obietnicą wsparcia dla nowego rządu. Moglibyśmy dowiedzieć się czegoś więcej od wicepremiera i lidera PSL, ale on jak na razie milczy. Sytuacja jest dla niego niewygodna, bo przecież kieruje on ministerstwem obrony, i wszystko, co powie, może mu zaszkodzić w relacjach z Waszyngtonem. A jeśli skłamie, może to mieć nieoczekiwane konsekwencje w przyszłości, bo Donald Trump lubi zaskakiwać.

Cała ta sytuacja służy obozowi władzy do zarzucania opozycji, że gra na siły zewnętrzne, szukając ratunku w obcej interwencji. To zarzut, który brzmi wyjątkowo cynicznie, jeśli przypomnimy bezprecedensową, wieloletnią akcję mobilizowania Berlina, Brukseli, ale także i innych stolic do ostrej walki z rządami PiS. Była to akcja bezwstydna, bardzo dla Polski szkodliwa, również dlatego, że grali w niej nasi bezpośredni sąsiedzi, dla których nasza niepodległość wciąż bywa sprawą dyskusyjną, a którzy na pewno nie życzą sobie silnej Polski. Wzrost znaczenia naszego państwa, jego zamożności, jego sprawności, był podstawową przyczyną, dla której obce stolice z taką pasją przyjęły zaproszenie establishmentu III RP do kolonizacji Rzeczpospolitej Polskiej. Niestety, był to plan, który ostatecznie się powiódł, choć wiele udało się zrobić, wiele zostało. Na tym tle jakakolwiek presja amerykańska jest niewinną igraszką, właściwie błahostką. Waszyngton nie był zaborcą w przeszłości, i dziś nie chce nam zabrać naszej suwerenności. A nawet więcej: bez amerykańskiego życzliwości wobec naszej państwowości bardzo szybko stanie się ona zagrożona w sposób dużo bardziej namacalny niż obecnie. Przyjmując generalne założenie, że o rządzie w Warszawie decydować mogą tylko Polacy, nie powinniśmy nadawać spotkaniu Trump – Kosiniak przesadnego znaczenia. Jeśli była to opinia, Trump miał prawo ją wyrazić. Jeśli sugestia była mocniejsza, jakoś nie widzimy skutków w sferze polityki amerykańskiej wobec Polski. Berlin reagował inaczej: gdy usłyszał „nie”, wdrażał kolejne, coraz bardziej brutalne sankcje wobec rządu PiS.

Przykład Węgier

O jednym trzeba pamiętać: Ameryka nie przyniesie nam naprawdę wolnej Polski w prezencie. Przekonali się o tym Węgrzy w czasach rządów premiera Orbana. W czasie kampanii wyborczej byli przekonani, że rządzony przez Trumpa Waszyngton zrobi wiele, by ratować kraj uznawany za niezwykle istotny na światowej mapie twardego konserwatyzmu. Nic z tego, realna pomoc nie nadeszła. Były nawet ciosy: gdy Orban chwalił się po wizycie w Białym Domu, że dostał gwarancję tarczy finansowej na wypadek ataku spekulantów na forinta, Trump szybko zaprzeczył, mówiąc, że rozmawiali o sprawie, ale on niczego nie obiecał. W tym kontekście Węgrzy przywołują słowa jednego z polityków, który miał kiedyś powiedzieć: „Ameryka jest za daleko, by nam realnie zaszkodzić. I także za daleko, by nam realnie pomóc.” W naszym przypadku jest trochę inaczej, ale tylko trochę. Widzimy zresztą, że nawet ekipa obecnego prezydenta zadowala się na poziomie praktycznym swoistym minimum. Jeśli nowy rząd podtrzymuje kontrakty, nie wpuszcza rywali USA na polskie podwórko i nie prowokuje słownie, może doczekać się nawet pięknych komplementów. Także nie liczmy na zbyt wiele. Liczmy na siebie.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.