To dlatego milczeli?! Niewiarygodne tłumaczenia WielowieyskiejTo dlatego milczeli?! Niewiarygodne tłumaczenia Wielowieyskiej

Media głównego nurtu długo zbierały się z opisaniem sensacyjnych doniesień nt. Michała Kołodziejczaka. Można było wręcz odnieść wrażenie, że dla niektórych mediów to, że były wiceminister rolnictwa w rządzie Donalda Tuska zachęcał swoje współpracowniczki do brania narkotyków, nie jest warte uwagi. W końcu wszystko wyjaśniła dziennikarka "Gazety Wyborczej" Dominika Wielowieyska. "Hipokryzja level master" - napisał w odpowiedzi były poseł Jerzy Kozłowski.
Jak podaje Kanał Zero, dwie byłe współpracownice Michała Kołodziejczaka utrzymują, że polityk stosował wobec nich „przemoc fizyczną, psychiczną, ekonomiczną, na wielu poziomach”. Miał również zażywać narkotyki i nakłaniać do tego współpracujące z nim, znacznie młodsze kobiety. Kołodziejczak miał też wpadać w furię, wyzywać i grozić byłym współpracownicom, a nawet posuwać się do przemocy fizycznej. Sam były wiceminister przekonywał, że to wszystko "pomówienia". Długo trzeba był także czekać na głos z Koalicji Obywatelskiej. Z opisaniem całej sprawy zwlekały również mainstreamowe media. Dlaczego? Wszystko wyjaśniła red. Dominika Wielowieyska. Okazuje się, że to wszystko z powodu... profesjonalizmu.
Politycy PiS i Konfederacji razem z Krzysztofem Stanowskim rozliczają media, ile godzin od publikacji reportażu na temat Michała Kołodziejczaka minęło, zanim podały tę informację. Kochani, wy o różnych łajdactwach milczycie do dziś. Ale nie to jest istotne teraz. Każdy przytomny człowiek zajmuje stanowisko w jakiejś sprawie, gdy obejrzy cały reportaż i pozostałe doniesienia. Sprawdzi też jak odpowiada na zarzuty osoba oskarżana. Do każdej historii opartej na relacji dwóch osób trzeba podejść z empatią, ale także ostrożnością
- przekonuje dziennikarka w swoim wpisie.
Osądzenie już po godzinie bez zapoznania się z materiałem i okolicznościami - to jest coś co przecież powszechnie potępiamy, bo czasami prowadzi na manowce. Media pędzą, pędzą, a potem okazuje się, że rzecz wygląda inaczej niż nam się początkowo wydawało. Potraktujmy więc ten oburz przede wszystkim jako chwyt marketingowy (klikajcie!) oraz szantaż emocjonalny. Nie, nie zamierzam bez zapoznania się ze sprawą i wysłuchania drugiej strony wydawać wyroków. Nadal uważam, że wiele spraw musi tu zostać profesjonalnie zweryfikowane. I powinna zrobić to prokuratura, nie czekając na zawiadomienie ze strony pokrzywdzonych kobiet
- czytamy.
Usprawiedliwienia ze strony Wielowieyskiej nie spotkały się jednak z uznaniem i zrozumieniem. Adam Czarnecki przypomniał, jak media potraktowały Karola Nawrockiego podczas kampanii prezydenckiej.
Ta, to dokładnie jak wtedy, gdy Onet wypuścił na podstawie „zeznań anonimowych świadków”, że Prezydent był w mafii sutenerskiej. Grzania tego tematu przez „poważne media” nie było końca, a po godzinie to już słyszeliśmy, że Nawrocki musi z kandydowania zrezygnować
- przypomniał Adam Czarnecki.
Osoba oskarżana o zarzuty ucieka sprzed kamer. Ciężko coś sprawdzić w ten sposób. W sytuacji gdyby sprawa dotyczyła polityków wymienionych w pani wpisie na wstępie Wasze portale płonęłyby od artykułów i tweetów na ten temat, no ale w sumie nic to nowego
- napisał Dawid Kamiński.
Hipokryzja level master
- napisał były poseł Jerzy Kozłowski.
źr. wPolityce.pl za X
