Pyza i Wikło w "Sieci": Manifest dywersantaPyza i Wikło w "Sieci": Manifest dywersanta. "Będzie ciężko pracował na wizerunek odważnego wroga PiS"

Grupa , która z nożycami ruszyła przecinać drut okalający polską granicę, to świadomi i wyrachowani sabotażyści.
Naruszenie granicy nie jest chuligańskim wybrykiem, ale działaniem zagrażającym bezpieczeństwu państwa. W tym przypadku – całej Unii Europejskiej. Czy Bartosz Kramek działa samodzielnie, czy też jest przez kogoś zadaniowany? Jego aktywność to spełnienie marzeń wschodnich dyktatorów, którzy planują agresję na Polskę.
Do Usnarza Górnego od kilku tygodni jeżdżą politycy opozycji i tzw. aktywiści. Byłoby nam pewnie lżej ze świadomością, że wpisują się oni w białoruski hybrydowy scenariusz agresji na Polskę z porywu serca, bo ulegli propagandzie o głodujących uchodźcach, ale – niestety – prawda jest o wiele gorsza. Grupa przywiedziona tam przez Bartosza Kramka, która z nożycami ruszyła przecinać drut okalający polską granicę, to świadomi i wyrachowani sabotażyści. A niekonsekwentne i łagodne dla nich organy państwa tylko ich rozzuchwalają.
Coś się wymyśli
To niby oczywistość, ale – jak pokazują ostatnie wydarzenia – należy o tej kwestii przypominać nieustannie.
Polska jest zobowiązana dbać o swoje granice, ale zauważmy, że jest to jednocześnie wschodnia flanka NATO i Unii Europejskiej
– powiedział minister w KPRP Błażej Spychalski, ogłaszając zgodę prezydenta na wniosek premiera o wprowadzenie stanu wyjątkowego w części gmin przy granicy z Białorusią (na podobne kroki zdecydowały się już Litwa i Łotwa). Chodzi o 115 miejscowości na Podlasiu i 68 w województwie lubelskim. Jeśli Sejm prezydenckiego postanowienia nie odrzuci, zmienione na 30 dni przepisy pozwolą wyeliminować nieodpowiedzialne i niebezpieczne wyskoki.
Sąd Rejonowy w Sokółce nie uwzględnił prokuratorskiego wniosku o areszt tymczasowy dla działacza Fundacji Otwarty Dialog i jego 12 kompanów. Zachwycony tą decyzją Kramek po wyjściu na wolność nie krył satysfakcji, że ich akcja „najprawdopodobniej przyczyniła się” do wdrożenia pomysłu wprowadzenia stanu wyjątkowego. Mówił też, że „należy nadal walczyć z polskim rządem”. W tym czasie na oficjalnym profilu Fundacji Otwarty Dialog pojawił się drwiący wpis:
I jak? Maciej Wąsik, Mariusz Kamiński, Mariusz Błaszczak, Zbigniew Ziobro, żałujecie już, że zakazaliście Bartkowi Kramkowi opuszczać kraj, czy jeszcze nie? Bo jak nie, to dajcie znać, coś się wymyśli
To pokazuje, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy w swoich antyrządowych działaniach posuwają się coraz dalej, twierdząc dodatkowo, że robią to z pełną świadomością. Za taką postawę już być może czeka na nich order w Mińsku, albo i w samej Moskwie. Bo nie można abstrahować od czasu, w którym to się dzieje, gdy Rosjanie i Białorusini zaczynają największe w historii ćwiczenia wojskowe Zapad 2021. Kto wie, czy scenariusz walki z wrogiem, którym teraz ma być „Republika Polar”, nie zakłada prowokacji, po której miałaby się rozpocząć inwazja?
Walka trwa
15 lipca br. grupa kilkunastu osób czekała przed aresztem w Lublinie całą noc. Po trzech tygodniach i wpłaceniu 300 tys. zł kaucji sąd zdecydował wypuścić działacza FOD i szefa firmy Silk Road, choć prokuratura postawiła mu zarzuty przestępstw finansowych na ponad 5 mln zł. Rozległ się niemały aplauz, gdy w końcu wyszedł. Kilku działaczy FOD, Obywatele RP, tzw. Homokomando z niejakim Linusem (być może to ten, który na Campusie Polska Przyszłości pytał Donalda Tuska o możliwość wzięcia ślubu ze swoim chłopakiem) przyjęli uwolnionego jak bohatera. Kramek udzielał pierwszych wywiadów:
Ta walka trwa, od kilku lat walczymy z polską aktualną władzą. (…) Oczywiście, że mogę być niebezpieczny. Mam taką nadzieję, to poniekąd sprawia mi satysfakcję
Kilka dni później w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” podtrzymywał chęć walki z rządem Zjednoczonej Prawicy.
(…) kiedy opuszczałem areszt, funkcjonariusze życzyli mi powodzenia w walce z reżimem
– przekonywał Kramek.
Mija miesiąc, również w „GW” ukazuje się artykuł autorstwa Bartosza Kramka:
Obalmy zasieki na granicy. Zaprotestujmy w duchu obywatelskiego nieposłuszeństwa
Pisze w nim m.in. o kryzysowej sytuacji na granicy z Białorusią:
Pojedźmy tam i symbolicznie przewróćmy – jak proponuje twórca Obywateli RP Paweł Kasprzak – te zasieki. Zaprotestujmy – czynnie i zdecydowanie, w duchu obywatelskiego nieposłuszeństwa
Mimo że Kramek – zapewne asekuracyjnie – pisze o „symbolicznym” przewróceniu ogrodzenia, to do redakcji chyba dociera, iż może to być odebrane jako nawoływanie do łamania prawa (w przypadku Kramka już to przerabialiśmy po manifeście z 2017 r.). 30 sierpnia br. jeden z zastępców Michnika próbuje ratować twarz i apeluje:
Rozumiem wściekłość zwykłych ludzi w obliczu buty władzy i poczucia bezsilności. Wspierajmy cierpiących bliźnich. Granicę jednak zostawmy w spokoju
Musi wiedzieć, co się wydarzy dzień później, bo gdy grupa Kramka rusza z sekatorem na graniczny drut, towarzyszy im m.in. fotograf „Wyborczej”.
„13 gniewnych ludzi”
Kramek do Usnarza Górnego dotarł 27 sierpnia br. Głośno komentuje postawę żołnierzy Wojska Polskiego i Straży Granicznej:
To jest taka symboliczna granica człowieczeństwa, przyzwoitości, którą tworzy ten kordon. (…) ci funkcjonariusze powinni być tego świadomi, bo – po pierwsze – wstyd zostanie, a po drugie, powinni się liczyć, już pewnie w innej sytuacji politycznej, także z odpowiedzialnością karną
Wydarzenia z 29 sierpnia br. znamy z relacji, także filmowej, członków grupy Kramka. 12 obywateli Polski i jeden Holender postanowili przerwać zasieki na granicy w Szymakach, ok. 15 km od Usnarza Górnego.
Na granicy polsko-białoruskiej w akcie obywatelskiego sprzeciwu przecięli dwa zwoje drutu w »płocie Błaszczaka«, czyli budowanych od kilku dni piętrowych zasiekach wzorowanych na ogrodzeniu na granicy węgiersko-serbskiej
– to relacja w niezawodnej gazecie z Czerskiej, która pisze o „13 gniewnych ludziach”. Jest wśród nich także Zuzanna Lesiak prowadząca fundację The Hope Project Polska, która zajmuje się m.in. wsparciem uchodźców w obozach na Lesbos. Kobieta przyznaje, że „wszyscy uczestnicy akcji nieposłuszeństwa obywatelskiego na polsko-białoruskiej granicy są świadomi konsekwencji, jakie poniosą”.
Mariusz Kamiński, szef MSWiA:
Sprawcy, którzy przerwali ogrodzenie, zostali zatrzymani przez Straż Graniczną i poniosą wszelkie konsekwencje karne swoich działań. Na podobne akty będziemy reagować z pełną stanowczością
Mariusz Błaszczak, szef MON:
Ci, którzy niszczyli zasieki, przyłączają się do ataku hybrydowego na wschodniej granicy Polski i UE. Zwłaszcza w przededniu rosyjskich ćwiczeń Zapad 21 takie postępowanie zagraża bezpieczeństwu naszej ojczyzny!
Prokurator sprawdza kodeks
Wydaje się, że z powyższym stanowiskiem nie zgadza się polska prokuratura. A na pewno nie uważa, że ekipa Kramka „przyłączyła się do ataku hybrydowego” ze Wschodu. Śledczy z Sokółki postawili zatrzymanym tylko zarzut zniszczenia mienia (drutu concertina), czyli oparli się na art. 288 par. 1 Kodeksu karnego. Straty oszacowano na niewiele ponad 600 zł.
Po dwóch dniach zatrzymani są już na wolności. Kramek mówi jednej z internetowych telewizji:
(…) nie nałożono na nas żadnych innych środków zapobiegawczych, zatem nie mamy żadnych ograniczeń i możemy planować kolejne akcje
Niektórych dziwi pobłażliwość sądu, który nie przychylił się do wniosku prokuratury i nie zastosował aresztu tymczasowego wobec tej grupy. Ale może zamiast oburzać się na sąd, trzeba postawić pytanie, dlaczego prokuratura potraktowała sprawców tak łagodnie i dała sędziemu możliwość puszczenia ich wolno? Skoro bowiem próbę zniszczenia zasieków potraktowano jako zwykły czyn chuligański, w którym szkody wyceniono na kilkaset złotych, Kramek zaś jest – jak na razie – osobą niekaraną, trudno oczekiwać, by za harce na granicy wsadzono go tymczasowo do aresztu.
Sytuacja byłaby inna, gdyby śledczy uznali, że popełniono znacznie poważniejsze przestępstwo. Mówił o tym w rozmowie z portalem wPolityce.pl gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych:
Każdy, kto wpisuje się w strategię Łukaszenki, polegającą na wysyłaniu swoich turystów do Polski, dopuszcza się sabotażu. I w takiej kategorii należy to rozpatrywać i zastosować prawo, które stosuje się wobec sabotażystów
Sięgamy do art. 140 par. 1 Kodeksu karnego, w którym czytamy:
Kto, w celu osłabienia mocy obronnej Rzeczypospolitej Polskiej, dopuszcza się gwałtownego zamachu na jednostkę Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, niszczy lub uszkadza obiekt albo urządzenie o znaczeniu obronnym, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10
Mamy tu dwukrotnie wyższą karę niż za niszczenie mienia i zupełnie inny ciężar gatunkowy naruszenia prawa. Wydaje się, że to przepis zdecydowanie bardziej adekwatny w tej sprawie.
Dlaczego prokuratorzy nie zastosowali art. 140? Zwróciliśmy się z tym pytaniem do Artura Kuberskiego, szefa Prokuratury Rejonowej w Sokółce. Śledczy nas zaskoczył: – Zobaczę, co pan ma na myśli. Po sprawdzeniu w kodeksie prokurator tłumaczył:
No, proszę pana, nie będę się co do tego wypowiadał. Myśmy zakwalifikowali to jako zniszczenie mienia, czyli z art. 288 par. 1 Kodeksu karnego. I myślę, że chyba za daleko idące jest rozważanie tego artykułu [art. 140 – przyp. red.]. Przykro mi, ale nie mogę dać się wciągnąć w dywagacje.
Nie dajemy za wygraną, podkreślając, że opinii publicznej należy się wyjaśnienie motywów postępowania prokuratury, Kuberski wyraźnie nie chce dalej rozmawiać:
Wyraziłem swoją opinię, czy ma pan jeszcze jakieś pytania?
Dopytujemy więc, co musiałoby się stać, aby śledczy z Sokółki znaleźli podstawy do stosowania art. 140, zamiast traktować Kramka i jego kompanów jak zwykłych chuliganów. Prokurator nie odpowiedział.
A przecież dla wszystkich obserwatorów jasne jest, że nie chodzi tu o to, iż ktoś zostawił na polu kawałek drutu, a Kramek z koleżeństwem go przecięli, lecz o strategiczną infrastrukturę obronną państwa w obliczu wojny hybrydowej wywołanej przez wrogi nam kraj. Co do tego, że mamy do czynienia z taką sytuacją, nie ma wątpliwości ani polski rząd, ani władze pozostałych państw zaatakowanych przez Łukaszenkę (Litwy i Łotwy), ani Komisja Europejska, która już kilkukrotnie stwierdziła, że kryzys z grupką uchodźców to tylko jeden z elementów ataku na wschodnią granicę Polski i Unii Europejskiej.
Recydywa
Czy rozzuchwalony bezkarnością Kramek spróbuje powrócić na granicę, nawet mimo przepisów o stanie wyjątkowym? Bez wątpienia zechce o sobie przypomnieć, jak zapowiedział.
W 2017 r. chciał „wyłączyć rząd” i sprawić, by „państwo stanęło”. Opublikował wówczas manifest z poradnikiem, jak doprowadzić do paraliżu Rzeczypospolitej, wzywał do niepłacenia podatków, strajków, ostracyzmu wobec nielubianych polityków, a nawet zakłócenia ich życia prywatnego. Wtedy działalności jego oraz jego żony, Ukrainki Ludmiły Kozłowskiej, zaczęły się przyglądać służby państwowe.
Okazało się, że finansowanie Fundacji Otwarty Dialog jest dalece nieprzejrzyste, a firma Kramka (Silk Road) mimo braku śladów jej działalności zarabia grube miliony, m.in. kooperując z podmiotami zarejestrowanymi w rajach podatkowych. Pojawiły się też podejrzenia o działanie na rzecz postsowieckich oligarchów i udział w procederze prania brudnych pieniędzy.
Po tym gdy jako pierwsi opisaliśmy w tygodniku „Sieci”, dlaczego państwo polskie uznało Kozłowską za persona non grata, jak mętne są źródła majątku Kramka, małżeństwo odpowiedziało prywatnymi aktami oskarżenia, w których domaga się skazania dziennikarzy w procesach karnych i setek tysięcy złotych zadośćuczynienia. Wytoczyli ok. 20 procesów przedstawicielom mediów i politykom, którzy ośmielali się głośno mówić o ich lewych interesach.
Nasze procesy toczą się niejawnie, dlatego nie możemy szczegółowo opisać, jak przebiegają. Szkoda, bo warto byłoby zapoznać opinię publiczną ze skandalicznymi sposobami, jakimi Kramek atakuje, wykorzystując nawet osoby już nieżyjące, które nie mogą zaprzeczyć głoszonym przez niego na sali rozpraw wymysłom.
Nasze publikacje z roku 2018 potwierdzają organy ścigania. Po długim śledztwie w czerwcu Kramek został zatrzymany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Lubelska prokuratura postawiła mu zarzuty fałszowania dokumentów (chodzi o świadczenie fikcyjnych usług i wystawianie lewych faktur) oraz przyjmowania pieniędzy pochodzących z przestępstwa. Grozi mu za to 10 lat więzienia.
Został tymczasowo aresztowany, lecz ostatecznie sąd uchylił areszt pod warunkiem wpłacenia kaucji w wysokości 300 tys. zł. Stwierdził jednak, że „materiał dowodowy w dużym stopniu uprawdopodabnia popełnienie przez podejrzanego czynów objętych zarzutami”, „nie budzi zastrzeżeń kwalifikacja prawna zarzucanych mu czynów” i „istnieje uzasadniona obawa, iż podejrzany mógłby nakłaniać do składania fałszywych zeznań lub w inny bezprawny sposób utrudniać postępowanie”. Dlatego też ma zakaz opuszczania kraju.
Krótko mówiąc, Kramek nie ma już wiele do stracenia. Z dużym prawdopodobieństwem może zakładać, że w procesie dotyczącym przekrętów jego firmy i Fundacji Otwarty Dialog usłyszy wyrok skazujący. Do tego czasu będzie ciężko pracował na wizerunek odważnego wroga PiS. Jego sympatycy usprawiedliwią zaś nawet jawne narażanie na szwank bezpieczeństwa RP.
Artykuł z 36/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
