Przyszła wojna. Destrukcyjne zagrożenia dla PolskiPrzyszła wojna. "Trudno ocenić, które zagrożenie jest dla Polski bardziej destrukcyjne: militarne czy propagandowe"

Może się okazać, że takiej Polski, wręcz totalitarnej, jakieś państwo NATO, np. Niemcy, nie będzie chciało bronić, ani tym bardziej za nią umierać.
Zespół Dokumentacji i Analiz Reduty Dobrego Imienia przedstawił raport na temat hipotetycznej wojny w krajach bałtyckich i w Polsce. Raport zatytułowany jest „Si vis pacem – para bellum”. Stara rzymska sentencja „Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny” jest zawsze aktualna. A to dlatego, że nadal mamy do czynienia ze starym jak świat zjawiskiem – homo homini lupus est (człowiek człowiekowi wilkiem).
Rosja zajęła 20 proc. terytorium Gruzji, sieje zamęt w Abchazji, Osetii, na wschodniej Ukrainie, którą de facto okupuje. Oficjalnie nie było żadnej agresji ani wypowiedzenia wojny, ale za pomocą tzw. zielonych ludzików zmieniono terytorialne status quo i Krym stał się rosyjski, wraz z nową strefą morską. Władimir Putin twierdzi, że naród ukraiński nie istnieje, a Ukraińcy to południowo-wschodni Rosjanie. Rosjanie żyją także w Estonii, na Łotwie i Litwie. Pewnie znaleźliby się także i w Polsce, gdyby wkroczyła tu armia rosyjska.
I o tym jest ten raport, który łączy z sobą dwa opracowania. Amerykańskiego Instytutu IISS i brytyjskiego politologa Barry’ego R. Posena, wykładowcy z MIT. Uniwersytet w Massachusetts to prestiżowa uczelnia w świecie. Oba raporty zakładają czasową okupację Polski przez połączone siły militarne Rosji i Białorusi, zestawiają potencjały wojskowe stron konfliktu zbrojnego i kolejne scenariusze rozpisanej na dni i tygodnie wojny. Wygranej czy przegranej? – chciałoby się od razu zapytać. Odpowiedź oczywiście nie jest jednoznaczna, choć niewątpliwym pocieszeniem jest pełna zgoda autorów obu raportów, że Warszawa nie będzie przez Rosję okupowana. Innym zgodnym ich wnioskiem jest wykazanie, że bez zaangażowania USA NATO niewiele zrobi dla bezpieczeństwa Europy. Wiedział o tym Donald Trump, gdy wytykał Niemcom zbyt małe finansowanie własnych zbrojeń, no i forsowanie budowy gazociągu Nord Stream 2 dającego Rosji rocznie 2 mld dol. przychodów, z których znaczna część pójdzie na zbrojenia. O ile Trump znał scenariusze realnego zagrożenia Europy, o tyle obecny prezydent USA udaje Greka. Wydaje mu się, że Niemcy będą wspierały finansowo Ukrainę i zabezpieczą dla niej rosyjski gaz jak dawniej, gdy nie działał bałtycki rurociąg. Zdaje się, że Joe Biden osiągnął coś, co nie udało się żadnemu prezydentowi USA: pozbawił Europę amerykańskiej dominacji. Tymczasem Unia Europejska nie jest w stanie samodzielnie obronić militarnie państw członkowskich. Będą one musiały same zadbać o swoje bezpieczeństwo.
I tu Polska poszła w dobrym kierunku. Budowa magazynów US Army w Powidzu pomieści sprzęt dla całej amerykańskiej brygady zmechanizowanej. Wiąże się z tym zakup czołgów Abrams, samolotów F-35, tureckich dronów z pociskami samonaprowadzającymi, no i dwie pierwsze baterie rakiet Patriot w ramach programu „Wisła”. Do tego polskie armatohaubice Krab i moździerze kołowe Rak. Jak piszą autorzy raportu RDI, Polska posiada największe siły na wschodniej flance i jedne z większych wojsk lądowych spośród europejskich państw NATO. Razem z jednostkami WOT Wojsko Polskie liczyło dwa lata temu ponad 144 tys. żołnierzy.
WOT powstały w styczniu 2017 r. Opozycja wojska te wyśmiała, nadal ośmiesza i deprecjonuje ponad 30 tys. patriotycznych Polaków, którzy dobrowolnie zdecydowali się zostać żołnierzami gotowymi bronić kraju w miejscu swojego zamieszkania, zgodnie z ich dewizą „Zawsze gotowi, zawsze blisko”. Nie dziwi więc wyposażenie tych żołnierzy w przeciwpancerne pociski kierowane Javelin. Opozycja próbowała zatrzymać ten zakup jako bezprzetargowy, pod pretekstem obrony interesów polskiego przemysłu.
Polska za rządów Tuska, który stale oskarża PiS o proputinowskie inklinacje, zlikwidowała polską armię na wschodniej flance NATO. Wojsko Polskie miało bronić wschodniej granicy Niemiec, a dziś jest znów w Braniewie, Giżycku, Orzyszu, Bartoszycach, Morągu, Elblągu, Przasnyszu, Zamościu. Nowo utworzona 18 Dywizja Zmechanizowana, dla której sprowadza się czołgi Abrams, będzie broniła Warszawy, gdyż nie jest przesądzone, że Rosja i Białoruś zatrzymają się tylko na Przesmyku Suwalskim.
Celem agresora jest rozbicie jedności NATO, tak aby nie zadziałał art. 5 traktatu waszyngtońskiego. Ten cel można osiągnąć zbrojnie, ale także propagandowo. Akurat jest to wojna, w której bierze udział każdy z nas, akceptując ją lub się jej przeciwstawiając. Polska jest oczerniana na arenie międzynarodowej oskarżeniami o faszyzm, antysemityzm, rasizm, homofobię, niszczenie sądów, wolności słowa, demokracji itd., itp. Może się okazać, że takiej Polski, wręcz totalitarnej, jakieś państwo NATO, np. Niemcy, nie będzie chciało bronić, ani tym bardziej za nią umierać. Dochodzą do tego oskarżenia o wywołanie II wojny światowej, a nawet o współudział w Holokauście. Równocześnie rośnie w siłę polska opozycja wspierana propagandowo i finansowo przez wrogów Polski.
I doprawdy trudno ocenić, które zagrożenie jest dla Polski bardziej destrukcyjne: militarne czy propagandowe. Nastawmy się na walkę z obu zagrożeniami.
Artykuł z 31/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
