Pomysł opozycji powinien wywołać u feministek drżenie rąkEmerytura to bzdura. "Pomysł opozycji już dziś powinien wywołać u feministek drżenie rąk i koprolalną reakcję"

Emeryturę dostaną tak marną, że nawet dodanie do niej jednej czwartej świadczenia zmarłego małżonka nie pozwoli na godne życie.
Opozycja poszła po rozum do głowy i zgłosiła taki projekt ustawy, w jakich do tej pory specjalizowała się obecna władza. A więc prorodzinny, konserwatywny i obciążający wydatki państwa. A przy tym z gruntu słuszny i godny poparcia.
O co chodzi? O emerytury, przede wszystkim kobiece, wdowie. Mężowie, jak powszechnie wiadomo, żyją krócej od żon. Po pierwsze dlatego, że zazwyczaj biorą ślub z młodszymi kobietami, po drugie dlatego, że panie żyją dłużej od panów. Wiele się na to składa, ale w tym przypadku nie to jest najważniejsze. Grunt, że wdów mamy nieporównanie więcej niż wdowców.
Gdyby przyjąć zasadę równości wobec prawa, to owe panie, które w życiu pracowały zwykle znacznie krócej niż ich mężowie (wiadomo, dziecko trzeba donosić, urodzić, wychować, dopilnować, a i pensje pań – także z racjonalnych, wymienionych przed chwilą powodów – nie zawsze dorównywały pensjom panów), po śmierci małżonka zostawałyby z marniutką emeryturką.
Dlatego już dawno wprowadzono zasadę, że wdowa, której jej własna emerytura jest niska, zamiast niej może przejąć 85 proc. emerytury męża – jeśli będzie się to jej opłacało. Teraz szlachetna opozycja proponuje, aby małżonka zmarłego mogła pozostać przy swoich świadczeniach, a jednocześnie dodatkowo otrzymywać 25 proc. emerytury męża. I niewykluczone, że szlachetna władza ten pomysł zaakceptuje.
Szkopuł w tym, że taki pomysł opozycji już dziś powinien wywołać u feministek drżenie rąk i koprolalną reakcję (znaną nam z ich licznych wystąpień). Nowy projekt umacnia bowiem panie w przekonaniu, że nie powinny się starać dorównać panom w pracy, bo i tak ostatecznie – w jeszcze szerszym zakresie niż dotychczas – będą mogły skorzystać z ich emerytur. Mogą spokojnie zostać w domu, wychowywać dzieci, a do pracy wrócić wtedy, gdy będą miały taką chęć.
Należy jednak lewicowe przeciwniczki rodzin, dzieci, ich rodzenia i wychowywania przez matki uspokoić. Cała ta zmiana nie będzie dotyczyć pokolenia, które od kilku lat jest na rynku pracy. Ci ludzie, zatrudnieni na śmieciowych, upokarzających umowach, udający, że są jednoosobowymi firmami i płacący najniższe możliwe składki na ZUS, emeryturę dostaną tak marną, że nawet dodanie do niej jednej czwartej świadczenia zmarłego małżonka nie pozwoli na godne życie. Co i szlachetna opozycja, i równie szlachetna władza powinny wziąć pod uwagę.
Artykuł z 39/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
