Olszewska ujawnia kulisy rozmów z Kołodziejczakiem
TYLKO U NAS. Olszewska ujawnia kulisy rozmów z Kołodziejczakiem: Obwieścił, że czekają mnie pozwy, że nikt go tak traktować nie będzie

"W życiu bym nie pomyślała, że wyrażanie swojej opinii może przynieść pod drzwi mojego domu jakichś panów, którzy mi coś każą usuwać, nie wstawiać, nie wypowiadać się, nie myśleć".
„Pan minister jeden telefon do mnie wykonał i ja mu opowiedziałam zaistniałą sprawę. (…) Oddzwonił do mnie drugi raz i obwieścił, że czekają mnie pozwy z jego strony, bo on się obrażać nie da, że nikt go tak traktować nie będzie” – ujawniła na antenie Telewizji wPolsce Julita Olszewska.
Olszewska to rolniczka z Podlasia, której – według jej słów – miał grozić pozwami wiceminister rolnictwa Michał Kołodziejczak, a potem wysłał ludzi, którzy mieli ją zmusić do usunięcia z sieci niewygodnego dla niego nagrania. Kobieta wzywała w nim do uczestnictwa w rolniczych protestach.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: TYLKO U NAS. To ją miał zastraszać Kołodziejczak! Julita Olszewska: Widziałam w nim drugiego Leppera, ale bardzo się pomyliłam
Olszewska na antenie Telewizji w Polsce opowiadała, że wcześniej uczestniczyła w działaniach Agrounii, ale zniechęciło ją zachowanie ówczesnego szefa organizacji – Michała Kołodziejczaka.
To był ten moment, kiedy bardzo zmieniłam nastawienie do polityki. (…) Chciałam do Agrounii się zapisać, ale potem te jego (Michała Kołodziejczaka – red.) udziały w różnych protestach, jakieś takie skoki z jednego miejsca na drugie, coś mi też dały do zastanowienia. Nie weszłam tam całkowicie, odpuściłam i w żadną stronę moje upodobania polityczne już nie poszły po Agrounii
— mówiła rolniczka na antenie Telewizji wPolsce.
Niedawno, na fali wzrastającego niezadowolenia rolników, postanowiła podzielić się swoimi przemyśleniami w mediach społecznościowych.
Moja walka mogła wyglądać tak, że biorę telefon i mówię to co myślę, to co wiem jako rolnik i jako rolnik mogę przedstawić. Może dla kogoś, kto myśli, że mleko jest z supermarketu, może jakiejś wiedzy trochę wpoić. Myślę sobie, niech jedna osoba na dwieście coś pomyśli, to już jest dobrze
— tłumaczyła swoją decyzję o nagraniu i opublikowaniu filmiku Olszewska.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: To przekroczenie wszelkich granic! Kołodziejczak zastraszał rolniczkę? „Po paru godzinach przyjechało do mnie dwóch panów”
Wtedy właśnie zaczęły się jej problemy.
W życiu bym nie pomyślała, że wyrażanie swojej opinii może przynieść pod moje własne drzwi jakichś panów, którzy mi coś każą usuwać, nie wstawiać, nie wypowiadać się, nie myśleć. Byłam w takim szoku, że mi się to w głowie nie mieściło, w jakich my czasach żyjemy, że jest jakiś temat tabu – i to nie rolnictwo, tylko osoba wiceministra (rolnictwa M. Kołodziejczaka – red.) jest tym tematem tabu, którego nie można poruszać
— opowiadała Olszewska.
Jednak swojej opinii zmieniać nie zamierza.
To jest moja opinia. Jeśli ktoś jest osobą publiczną, politykiem, to musi się godzić z tym, że reszta Polski będzie miała o nim jakąś opinię. To była moja, ja jej nie zmieniam, bo jeżeli ja jestem osobą, która za nim biegała po protestach, a potem on zmienił swój tok myślenia, a nas zostawił, to jaką mam mieć opinię o tym człowieku?
— pytała rolniczka.
Olszewska opowiedziała też o swoich rozmowach z Kołodziejczakiem, które nastąpiły po wizytach grożących jej mężczyzn.
Rozumiejąc różne sytuacje w życiu, po prostu szukałam kontaktu po jego byłych kolegach, znajomych, bo ja trochę tych osób znam. No i mój numer został podany dla pana ministra. Pan minister jeden telefon do mnie wykonał i ja mu opowiedziałam zaistniałą sprawę. (…) Oddzwonił do mnie drugi raz i obwieścił, że czekają mnie pozwy z jego strony, bo on się obrażać nie da, że nikt go tak traktować nie będzie i się rozłączył. To co u mnie się stało, mój strach, moje zawiedzenie, w ogóle nie zostało wzięte przez ministra pod uwagę. Tylko, po prostu, jego majestat
— opowiadała Julita Olszewska.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: NASZ NEWS. Zawiadomienie do prokuratury na Kołodziejczaka. Poseł Łukaszewicz: Grozili rolniczce, że nie dojedzie na protest
Rolniczka ma też zamiar kontynuować soją działalność w mediach społecznościowych.
Cały czas będę na TikToku, cały czas będę opowiadać, jak wygląda nasze życie. (…) Moja sprawa i pana Kołodziejczak to jest pikuś. On powiedział, że to jest zamknięte, niech to będzie zamknięte, ja się z nim już więcej kłócić nie będę, każdy wie, co myśli. Będziemy dalej mówić o rolnictwie, mówić o towarach, które napływają w tej chwili do nas, jakie towary przejeżdżają i zostają w Polsce i co tam jest w tych towarach. Przecież my mamy swoje. Dlaczego ja mam sprzedawać kukurydzę może w przyszłym roku po 300 złotych za hektar? Przecież my się naprawdę staramy, mamy normy tak wyśrubowane przez Unię Europejską, że się w głowie nie mieści (…), a tam wszystko przyjeżdża, nikt nie patrzy. Wąchanie cukru? Naprawdę? Wąchanie cukru jest kontrolą ministerstwa?
— pytała Olszewska, nawiązując do wizyty Michała Kołodziejczaka na granicy i „badania” przez niego cukru sprowadzanego z Ukrainy.
Julita Olszewska ma też pomysł, jak rozwiązać problemy polskich rolników.
Jeżeli u nas nie zapadają decyzje, jeśli my nie jesteśmy decyzyjni – nasz państwo – to trzeba, jeden z drugim, wsiąść i jechać do Brukseli, może razem z innymi ministrami rolnictwa – z Niemiec, z Francji. Przecież to, co działo się tam na ulicach, to każdy widział. Tam PiS nie rządził przez osiem lat, prawda?
— podsumowała Olszewska.
wPolsce/kot
