Konflikt u źródeł porażki Konfederacji w Krakowie? Konflikt u źródeł porażki Konfederacji w Krakowie? "Popełniliśmy błędy"
Sensacyjne informacje o przyczynach blamażu krakowskiej Konfederacji przekazał portal Interia, wedle którego jedną z przyczyn wpadki był wewnęrzny spór w partii. Lider Konfederacji Sławomir Mentzen miał przeforsować kandydaturę Bartosza Bocheńczaka w obliczu walki o wpływy lub szansy wejścia do przyszłego Sejmu. Piotr Bartosz, który miał być z nim w bezpośrednim konflikcie, częściowo jednak zaprzeczył tym doniesieniom: "Listy do Sejmu zostały ustalone na długo przed ogłoszeniem referendum" - tłumaczył w rozmowie z portalem wPolityce.pl.
We wtorek komisja raz jeszcze ma policzyć złożone podpisy - szanse jednak są iluzoryczne, czego nie kryje nawet sam kandydat. Wczoraj przekazał osobiście informację, że nie będzie startował w krakowskich wyborach.
Nie będę snuł teorii spiskowych, szukał winnych ani przerzucał odpowiedzialności na kogokolwiek. Uważałem, że złożenie niemal 5000 podpisów zapewni nam wystarczający margines bezpieczeństwa. Jak się okazało – pomyliłem się
- wyznał Bartosz Bocheńczak.
Lider Konfederacji Sławomir Mentzen postanowił nie czekać na ostateczne rozstrzygnięcie sprawy i zdecydował o odwołaniu Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego Nowej Nadziei. O dalszym losie odpowiedzialnych za zbiórkę członków partii ma zdecydować Sąd Partyjny.
Bardzo mi przykro, że wielomiesięczny wysiłek działaczy, wolontariuszy, sympatyków, a także samego Bartosza Bocheńczaka, został w ten sposób widowiskowo zmarnowany
- skomentował sprawę Mentzen na portalu X.
Wewnętrzny konflikt przyczyną blamażu? Piotr Bartosz dementuje
Portal Interia poinformował, że jedną z przyczyn blamażu kandydata Konfederacji miał być wewnętrzny konflikt w partii pomiędzy Ruchem Narodowym a Nową Nadzieją. Zdaniem informatora przyczyną miały być polityczne ambicje Piotra Bartosza z Ruchu Narodowego, zwłaszcza kwestia podziału miejsc na listach wyborczych, która miała zostać ustalona tuż przed referendum.
W tej sprawie skontaktowaliśmy się z liderem Ruchu Narodowego w Krakowie, który przyznał, że nie wszystkie informacje tam zawarte są prawdziwe. Przyznał, że faktycznie doszło do pewnego rodzaju "nieporozumień" między Nową Nadzieją a narodowcami w kwestii używania logotypu Konfederacji. Jak jednak przyznał, przebieg zdarzeń był widoczny publicznie na mediach społecznościowych.
Wydaliśmy oświadczenie, które potem korygowaliśmy i na tym pewnie się opiera głównie ten artykuł - na tym oświadczeniu i tym rozdźwięku między nami
- przyznał Piotr Bartosz.
Zdementował jednocześnie informacje na temat ustaleń dotyczących list wyborczych do Sejmu w przyszłym roku w związku z referendum w Krakowie.
Te ustalenia odnośnie Sejmu były między nami zawarte już w zeszłym roku, więc to nie miało w ogóle związku z referendum
- zdradził lider Ruchu Narodowego w Krakowie.
Lider RN w Krakowie krytykuje zbiórki podpisów: "System jest zbyt rygorystyczny"
Piotr Bartosz jednocześnie przyznał, że Konfederacja faktycznie popełniłą sporo błędów, jednak jak zaznacza - system jest bardzo rygorystyczny i z tego powodu też nietrudno o wpadkę.
Z naszej strony też zostały popełnione błędy. podczas zbiórki podpisów. Natomiast ta skala odrzuconych podpisów, ich ilość jest wyraźnie duża. Patrząc nawet przez pryzmat też innych kandydatów, warto zadać sobie pytanie - czy faktycznie ta zbiórka podpisów, ta weryfikacja nie jest zbyt rygorystyczna. Bo patrząc przez to, że kandydaci nie mogą zweryfikować we własnym zakresie, czy mają faktycznie dobre podpisy czy nie, tak naprawdę polegają wyłącznie na tym, co mówią podpisujący. To stwarza pewien problem w systemie.
- mówił Bartosz, po czym dodał:
Co prawda od przyszłego roku będziemy mieli już w wyborach do Sejmu i Senatu zbiórkę elektroniczną, więc ten kłopot zniknie. Natomiast w wyborach samorządowych w 2029 roku dalej będziemy się musieli męczyć na ulicach. Myślę, że w XXI wieku przy cyfryzacji i możliwości zabezpieczenia takich rzeczy jest to rzecz warta poprawienia.
kh/interia/wPolityce
