Mentzen wyciąga konsekwencje po blamażu. Bocheńczak odwołany!Mentzen wyciąga konsekwencje po blamażu. Bocheńczak odwołany!
Blamaż Konfederacji w Krakowie nie pozostanie bez konsekwencji. Sławomir Mentzen odwołał Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego Nowej Nadzieji oraz zawiesił "wszystkie osoby pełniące funkcje w strukturach krakowskich". "Przekazuję ich sprawy do Sądu Partyjnego, który ustali ich indywidualną odpowiedzialność za tę katastrofę" - napisał. Głos zabrał też niedoszły kandydat na prezydenta Krakowa: "Przyjdzie czas na rozmowę o tym, co dalej".
Miejska Komisja Wyborcza w Krakowie odmówiła rejestracji kandydatury Bartosza Bocheńczaka, reprezentującego Konfederację, oraz byłego prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia w wyborach na prezydenta Krakowa.
Jak podał portal lovekrakow.pl, powodem decyzji w obu przypadkach była niewystarczająca liczba zebranych podpisów.
"Odwołuję Bartosza Bocheńczaka"
Sławomir Mentzen zabrał głos w sprawie. Lider Konfederacji nie krył swojego rozczarowania.
Podobnie jak i wielu naszych działaczy, wolontariuszy, sympatyków i wyborców, czuję się bardzo zawiedziony brakiem rejestracji kandydatury Bartosza Bocheńczaka w Krakowie. Przyczyną braku rejestracji było to, że spośród około 5000 zebranych podpisów, ponad 2000 były błędnych. Podpisujący mylili adres zamieszkania z adresem zameldowania
- czytamy we wpisie na portalu X.
Mentzen wskazał na absurdy w przepisach, ale nie pominął również błędów przy zbieraniu podpisów.
To prawda, przepisy są absurdalne. Wymaga się od sztabów przyniesienia podpisów spełniających wymagania, nie dając sztabom narzędzi do weryfikacji ich poprawności. Nie zmienia to faktu, że można było proces zbierania podpisów zorganizować lepiej, czego dowodem jest to, że innym kandydatom udało się jednak zarejestrować
- dodał.
Polityk przekazał, że nie może pozostawić sprawy bez wyciągnięcia konsekwencji.
Przy całej mojej sympatii do Bartosza Bocheńczaka, podziwie dla wielkiego zaangażowania w kampanię w Krakowie, oraz wdzięczności za perfekcyjne wykonywanie funkcji szefa sztabu mojej kampanii prezydenckiej, nie mogę nie wyciągnąć konsekwencji z tej kompromitacji
- napisał.
Mentzen oficjalnie odwołał Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego Nowej Nadziei.
Odwołuję Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, a także zawieszam wszystkie osoby pełniące funkcje w strukturach krakowskich, oraz przekazuję ich sprawy do Sądu Partyjnego, który ustali ich indywidualną odpowiedzialność za tę katastrofę
- dodał.
Bardzo mi przykro, że wielomiesięczny wysiłek działaczy, wolontariuszy, sympatyków, a także samego Bartosza Bocheńczaka, został w ten sposób widowiskowo zmarnowany
- zakończył wpis Mentzen.
"Przepraszam i dziękuję"
Sam Bocheńczak również zamieścił długi wpis na portalu X.
Moja kandydatura na Prezydenta Krakowa nie została zarejestrowana. Zabrakło ważnych podpisów. Nie będę snuł teorii spiskowych, szukał winnych ani przerzucał odpowiedzialności na kogokolwiek. Uważałem, że złożenie niemal 5000 podpisów zapewni nam wystarczający margines bezpieczeństwa. Jak się okazało – pomyliłem się
- napisał.
Również wskazał na stworzono system, ale pokazał również, że nie będzie od siebie odsuwać politycznej odpowiedzialności.
System jest, jaki jest. Zasady były znane, a naszym obowiązkiem było zebrać większą liczbę podpisów i jeszcze dokładniej zweryfikować je przed złożeniem. Powinniśmy byli poświęcić temu więcej uwagi. Jako kandydat ponoszę za to pełną odpowiedzialność
- wyjaśnił. Bocheńczak stwierdził, że "zawalił" oraz przeprosił "ponad setkę wolontariuszy".
Nie chcę, żeby ktokolwiek obwiniał Was za to, co się wydarzyło. To nie wolontariusze zawiedli. To ja powinienem był dopilnować, abyśmy zebrali bezpiecznie większą liczbę podpisów
- zaznaczył. Przeprosił również mieszkańców Krakowa i tych którzy udzielili mu poparcia.
Jednocześnie chcę Wam wszystkim z całego serca podziękować. Jestem dumny z ludzi, którzy stanęli obok mnie i uwierzyli w tę walkę. Przyjdzie czas na rozmowę o tym, co dalej. Dziś chcę powiedzieć przede wszystkim dwa słowa: Przepraszam i dziękuję. P.S. Wiem, że podpisy mają być jutro ponownie liczone, może coś się jeszcze zmieni
- zakończył Bocheńczak.
xyz/źr. wPolityce.pl za X
