Katarzyna i Andrzej Zybertowiczowie: Upadek powagi ZachoduKatarzyna i Andrzej Zybertowiczowie: Upadek powagi Zachodu. "Mamy polityków potężnych państw, którzy tracą kontakt z rzeczywistością"

Trochę dziwi, że nawet pandemia nie zresetowała szerokiego upojenia wolnością i konsumpcją, w którym społeczeństwa Zachodu od dekad trwają.
Nawet najwybitniejsi i kierujący potężnymi państwami politycy popełniają poważne błędy.
Nie zawsze jednak błędy wywołują nieodwracalne skutki. Niedobre – niekiedy wprost katastrofalne – skutki pojawiają się wtedy, gdy następuje niezwykła kumulacja błędów. Otóż mamy wrażenie, że dzisiaj cywilizacji Zachodu właśnie coś takiego się przydarza.
Diagnoza
Na początku września br. prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl mówił:
Od początku tego roku mieliśmy do czynienia z serią posunięć, które niewątpliwie są odczytywane na Kremlu jako oznaki słabości Zachodu, wręcz demonstracyjne. Począwszy od zgody prezydenta Bidena w sprawie przedłużenia na rosyjskich warunkach układu New Start o strategicznych broniach jądrowych. Później wizytę komisarza Borrella w Moskwie z kompromitacją powagi dyplomacji Unii Europejskiej. Następnie zgodę na Nord Stream 2 czy próbę zaproszenia Putina na szczyt UE. Należy również przypomnieć deklarację ministra spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maasa o odmowie dostarczenia broni Ukrainie, a teraz Afganistan. To wszystko są bardzo ciężkie ciosy w powagę Zachodu i one oczywiście wywołują pokusę testowania przez Rosję, jak daleko w tej sytuacji słabości i konfuzji wewnętrznej UE oraz Stanów Zjednoczonych Kreml jest w stanie się posunąć
Dezorientacja elit
Naszym zdaniem nie chodzi tylko o Rosję. I nie tylko o autorytarne kultury islamskie.
Chodzi także o naiwność zachodnich społeczeństw wyrażającą się w ślepej wierze, że demokracja, ład ustrojowy, który przyniósł dostatek i (może już nadmiarową!) wolność, sama z siebie ochroni cywilizację zachodnią. Trochę dziwi, że nawet pandemia nie zresetowała szerokiego upojenia wolnością i konsumpcją, w którym społeczeństwa Zachodu od dekad trwają.
Wyżej przywołana seria błędów ma swoje głębsze przyczyny, ale może też mieć skutki dalekosiężne, nawet wykraczające poza to, o czym mówi prof. Żurawski. Przywódcy Zachodu popełniają błędy już całymi seriami z powodów, wśród których na dwa zwrócimy uwagę.
Po pierwsze, stworzony na Zachodzie internet wytworzył nowy, zdegradowany ekosystem komunikacyjny, który zasługuje na miano „strukturalnie zatrutej infosfery”. Patrząc całościowo, internet nie jest źródłem wiedzy – stał się barierą między człowiekiem a światem i zarazem barierą utrudniającą wartościową komunikację międzyludzką. Cyberświat rodzi zamieszanie, zamęt, zagubienie. Tworzy dezorientację, której podlega nie tylko „lud prosty” manipulowany przez algorytmy Facebooka, lecz także politycy i mający ich wspierać eksperci.
Ideologiczne opętanie
Po drugie, m.in. w reakcji na ów zamęt, wielkie korporacje zaangażowały się w promocję tego, co Brytyjczyk Douglas Murray nazwał mianem „szaleństwa tłumów” (w wydanej także w Polsce książce „Szaleństwo tłumów: gender, rasa, tożsamość”). Z kolei Amerykanin indyjskiego pochodzenia, Vivek Ramaswamy w wydanej świeżo książce „Woke, Inc.: Inside Corporate America’s Social Justice Scam” opisuje wielki szwindel wielkich korporacji. Mianowicie wmówienie milionom ludzi, zwłaszcza młodych, że zabiegając ręka w rękę z wielkimi korporacjami o prawa mniejszości rasowych, seksualnych, o większą różnorodność, naprawdę zmniejszają niesprawiedliwości społeczne. Co ciekawe, okazało się, że od tego ideologicznego opętania (określeniem tym posługujemy się za Jordanem Petersonem) nie są wolni nawet cyniczni i szczwani politycy demokratycznego Zachodu.
Bez powagi …
W efekcie mamy polityków potężnych państw, którzy tracą kontakt z rzeczywistością. Gubią priorytety. Mylą zadanie zagwarantowania bezpieczeństwa swoich społeczeństw z postulatem wolności seksualnych i promowaniem genderyzmu. Nie odróżniają, którzy z polityków krajów autorytarnych już naprawdę są niebezpieczni. Sytuacja w Afganistanie pokazała, że możemy sobie wymachiwać traktatami i rezolucjami, ale w warunkach rzeczywistego konfliktu kultur ostatecznie rozstrzyga przemoc lub gotowość do sięgnięcia po nią.
Artykuł z 38/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
