Demoralizacja Zachodu zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwaDemoralizacja Zachodu zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa. "Możni z Zachodu postanowili rozpowszechniać neoliberalny kapitalizm"

nasze bezpieczeństwo zależy bardziej od naszej odnowy moralnej i duchowej niż od siły naszego uzbrojenia. Dlaczego się o tym zapomina?
Skorumpowane społeczeństwa nie są już w stanie się bronić. Bo czego miałyby bronić? Jakich wartości? Musimy mieć świadomość, że nasze bezpieczeństwo zależy bardziej od naszej odnowy moralnej i duchowej niż od siły naszego uzbrojenia. Dlaczego się o tym zapomina?
Jest rzeczą symbolicznie tragiczną, pisze Bret Stephens w „New York Times” (07.09.2021), że USA musiały ponuro „uczcić pierwsze wielkie zwycięstwo dżihadystów nad Ameryką w 2001 r. natychmiast po zaoferowaniu im drugiego wielkiego zwycięstwa nad Ameryką w 2021 r.”.
Istotnie, po porażce w Kabulu Zachód nigdy już nie będzie taki sam. Trzy obrazy ukazały w całej rozciągłości jego upadek. Pierwszym był widok ostatniego dowódcy amerykańskiego opuszczającego Kabul, maszerującego do samolotu samotnie, z opuszczoną głową. Drugi to wideo z hangarów lotniska, gdzie triumfujący talibowie oglądają pozostawiony sprzęt i helikoptery (podobno nienadające się już do użytku), sami ubrani w nowe battle dress amerykańskie i noszący najnowszą broń amerykańską. „Scena – pisze Ross Douthat w „New York Times” (04.09.2021) pod tytułem „Imperium amerykańskie w odwrocie” („The American Empire in Retreat”) – miała „mocną aurę końca imperium rzymskiego, kiedy Wizygoci i Wandale przejęli fragmenty kultury rzymskiej, nawet kiedy obalili imperium”. Trzeci, mrożący krew obraz, to był widok samego prezydenta Joego Bidena ogłaszającego odwrót z Afganistanu słabym głosem starego człowieka z opuszczoną głową, ale utrzymującego wbrew faktom, że w zasadzie jest dobrze. Słuchając prezydenta, każdy musiał poczuć, że „nasza cywilizacja ginie w paranoidalnym zniedołężnieniu”, by użyć słów Stephensa.
Implozja cywilizacyjna
Każde imperium upadało przede wszystkim od rozsadzających je procesów wewnętrznych niż od ciosów przeciwników. Bret Stephens przypomina słowa historyka Willa Duranta: każda cywilizacja „rodzi się jako stoicka, a umiera jako epikurejska”. Tak było z Babilończykami. Tak było z Rzymianami. Imperium imploduje od środka. Imperium sowieckie też upadło bardziej z naturalnej, wewnętrznej śmierci niż z powodów działań Reagana czy nawet św. Jana Pawła II. Tak też dziś imploduje od środka nasza pseudocywilizacja zachodnia.
Stephens pisze, że Biden stał się „symbolem naszego czasu: uparty, ale słaby, ambitny, ale niezdolny”. Patrząc na niego, nie można nie myśleć o sztuce Dürrenmatta „Romulus Wielki”. Każdy ma w oczach niezapomniane kreacje Jana Świderskiego (1966) czy Gustawa Holoubka (1985). Reżyserując tę samą sztukę w 2009 r., Krzysztof Zanussi wypowiadał prorocze słowa, podkreślając, iż pojawiła się tu również „współczesna perspektywa, w której pod rzymskie imperium możemy sobie podstawić całą naszą współczesną euroatlantycką cywilizację i kulturę. Widz, idąc tropem Dürrenmatta, może zapytać o to, czy aby w naszych czasach nie dokonuje się zdrada ideałów, na których bazowała przez wieki potęga naszej Europy”.
Otóż to. Ale jak doszliśmy do tego? Droga była prosta. Możni z Zachodu postanowili rozpowszechniać neoliberalny kapitalizm. Pieniądz jako absolutny król. Bogaci coraz bogatsi. Delokalizacja przemysłu tam, gdzie siła robocza była najtańsza (na razie w Chinach). Bezrobocie w krajach macierzystych. Żeby to się kręciło, człowiek musiał być zredukowany do konsumenta, zdegradowany moralnie. Należało więc prowadzić wojnę ze wszystkim, co było utożsamiane z wartościami moralnymi czy duchowymi. A więc walka z patriotyzmem, z historią narodów, z Kościołem i wiarą chrześcijańską, z rodziną. Trzeba było również propagować cywilizację śmierci, hedonizm niczym nieskrępowany, relatywizm w każdej dziedzinie. Bardzo ważne jest zrozumienie, że bój o degrengoladę moralną jest częścią integralną neoliberalnego programu ekonomicznego.
Skądinąd gospodarczo neoliberalizm umiera już na naszych oczach. Chiny, które miały być klientem, stały się potentatem i wielkim konkurentem. Przemysł w krajach zachodnich nie potrafi już produkować ani maski antycovidowej, ani półprzewodników, których brak, gdy Azja przestaje je wysyłać, stoją całe branże, jak teraz część przemysłu samochodowego.
Upadek moralny pożywką dla ekstremistów
Ale dewastacja moralna jest już faktem i otwiera szeroko drogę terrorystom. Mamy narody słabe, które nie widzą perspektyw, nie mają wizji na przyszłość, nie mają ideałów. Zatraciły ducha. Jeśli talibowie zaatakują Brukselę jutro, kto będzie jej bronić? Ile czasu trzeba będzie, aby zdobyli siedzibę władz europejskich? Jeden dzień, jak w Kabulu, czy pół godziny? Można o ekstremistach muzułmańskich powiedzieć, że są okrutni, zacofani, barbarzyńscy. Na pewno tak, ale wierzą w swoje niby-racje, mają entuzjazm i wolę walki. A my? W dodatku dżihadyści mają już swoje przyczółki w Europie, całe dzielnice czy nawet miasta we Francji, setki tysięcy potencjalnych zwolenników w Niemczech. Dwa razy Europa zatrzymała muzułmańską nawałnicę: król Charles Martel w Poitiers w 732 r. i król Jan III Sobieski pod Wiedniem w 1683 r. Kto zatrzyma nawałnicę trzecią? Nasze słabe narody, zdeprawowane przez pseudokulturę neoliberalizmu?
Upokorzenie w Kabulu pokazuje dobitnie, że siły materialna ani wojskowa nie wystarczą. Nie nadają się na nic, jeśli nie ma woli walki, woli zwycięstwa, wiary, że nasza sprawa jest warta, by się o nią bić.
Dochodzimy do sprawy, o której się właściwie nigdy nie mówi. Upadek cywilizacyjny neoliberalizmu zachodniego zakończy się klęską ekonomiczną i degradacją moralną. Ale co za tym idzie, zagraża dramatycznie naszemu najbardziej podstawowemu bezpieczeństwu, bezpieczeństwu naszych narodów i naszych rodzin. Skorumpowane społeczeństwa nie są już w stanie się bronić. Bo czego miałyby bronić? Jakich wartości? Musimy mieć świadomość, że nasze bezpieczeństwo zależy bardziej od naszej odnowy moralnej i duchowej niż od siły naszego uzbrojenia. Dlaczego się o tym zapomina?
Gdzie szukac nadziei
Upadek kapitalizmu zachodniego miał nastąpić, i to nie jest złą rzeczą. Prymas Tysiąclecia zawsze powtarzał, że komunizm i kapitalizm są właściwie po tej samej stronie barykady, propagując systemy „materialistyczne i pogańskie”. Jeden już implodował. Drugi imploduje.
A więc gdzie jest nadzieja? Św. Jan Paweł II dawno pokazał nam drogę. Napisał już w 2005 r. w książce „Pamięć i tożsamość”, że kraje Europy Zachodniej zatraciły swoją tożsamość, kiedy kraje Europy Środkowo-Wschodniej ją zachowały, umacniając się duchowo w walce z komuną. Jak te kraje, które tak długo walczyły przeciwko wielkiemu bratu w Moskwie, mogłyby nie walczyć z wielkim bratem w Brukseli, który stara się im dyktować każde działanie? Jak kraje, które dzięki rodzinom i kościołom walczyły przeciwko próbom komunistów pozbawienia ich własnej tożsamości, własnej patriotycznej dumy, własnej kultury i wartości chrześcijańskich, mogłyby dziś nie bronić się przed atakami na te wartości z Brukseli czy Berlina?
Nie przestanę o tym pisać. Nadzieja nie tylko Europy, ale cywilizacji zachodniej broni się dziś na Węgrzech i w Polsce. Już nieraz w historii te kraje pokazały drogę. Bo nigdy nie zatraciły ducha i godności. Tego, czego innym brakuje. Od wyniku tej walki zależy nie tylko nasz dobrobyt, nie tylko nasza tożsamość, ale także nasze podstawowe bezpieczeństwo i obrona przed barbarzyńcami naszych czasów.
Artykuł z 38/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
