Co im zrobiła Marta Nawrocka?Najbardziej hejtowana Pierwsza Dama. Co im zrobiła Marta Nawrocka?

FacebookTwitter

Marta Nawrocka jest zdecydowanie najbardziej hejtowaną Pierwszą Damą w III RP i to w dodatku za to, co można traktować raczej jako jej atut. Skąd ta niechęć do żony prezydenta Karola Nawrockiego i czy rzeczywiście trzeba bronić Pierwszej Damy, na siłę robiąc z niej "drugą Jolantę Kwaśniewską"?

Na początek subiektywne odczucia. Gdybym miała taką możliwość – spośród pierwszych dam Marta Nawrocka byłaby moim pierwszym wyborem do pójścia na kawę i „ploteczki”. Śp. Marii Kaczyńskiej chętnie natomiast zwierzyłabym się z jakiegoś poważnego problemu, uzyskała od niej poradę, a nawet się jej wypłakała. Przy Agacie Kornhauser-Dudzie czułabym się raczej niepewnie, nie mam konkretnych odczuć co do Anny Komorowskiej oraz Danuty Wałęsy. Zachwytów nad Jolantą Kwaśniewską całkowicie nie rozumiem i nie podzielam, wyczuwam w niej ogromną sztuczność, a elegancja i klasa jest w stu procentach wyćwiczona i wystudiowana (trzeba przyznać, że dobrze).

Tyle moich subiektywnych odczuć co do polskich pierwszych dam. Czas na obiektywną ocenę: nie było w Polsce bardziej hejtowanej i atakowanej Pierwszej Damy niż pani Marta Nawrocka (choć mocno obrywały także śp. Maria Kaczyńska, Anna Komorowska czy Agata Kornhauser-Duda).

"Milcząca" źle, aktywna publicznie - też źle?

Co w tym wszystkim jest najciekawsze? W przypadku tej ostatniej byłej pierwszej damy, czyli żony bezpośredniego poprzednika prezydenta Karola Nawrockiego, hejt odnosił się głównie do tego, że bardzo oszczędnie wypowiadała się publicznie. Najbardziej w opinii publicznej utrwalił się fakt, że Agata Kornhauser-Duda nie zabierała głosu np. na temat zmian w prawie aborcyjnym – czy to planowanych, czy szykowanych, czy wprowadzanych, podczas gdy czyniły to jej poprzedniczki, np. śp. Maria Kaczyńska (zresztą wielu dopiero po tragicznej śmierci w Katastrofie Smoleńskiej dostrzegło w niej człowieka – w dodatku, jak „nagle” okazało się 10 kwietnia 2010 r.- dobrego, mądrego, sympatycznego). Problem w tym, że od żony byłego prezydenta Andrzeja Dudy oczekiwano w domyśle nawet nie tego, że zajmie jakiekolwiek stanowisko ws. zaostrzenia prawa aborcyjnego, ile że zajmie konkretne stanowisko – krytyczne wobec polityki PiS, wypowiedzi męża, sprzeczne z oczekiwaniami organizacji pro-life wnoszących do Sejmu obywatelskie projekty dotyczące aborcji. Była to w pewnym sensie polityczna „pułapka”. Podobnie zresztą jak w przypadku strajku nauczycieli w 2019 r. W każdym razie, przez dziesięć lat, czegokolwiek nie zrobiłaby Agata Kornhauser-Duda (a przecież często udzielała się charytatywnie, spotykała się z przedstawicielami różnych środowisk), określano ją jako „niemą” i „milczącą”.

Od roku mamy kolejnego prezydenta Karola Nawrockiego i nową pierwszą damę – jego żonę Martę, matkę trójki dzieci, emerytowaną funkcjonariuszkę KAS, a przy tym – „dziewczynę z sąsiedztwa”. Obecnej Pierwszej Damie dostaje się za coś przeciwnego niż jej poprzedniczce, a mianowicie – za to, że mówi i że wypowiada się (w bardzo wyważony sposób, w zasadzie bez zdradzania własnych poglądów, których możemy jedynie się domyślać)– o kwestiach politycznych i światopoglądowych. Robi coś, czego unikała jej poprzedniczka, która z kolei była atakowana za to, że tego nie robi. Wywiadów, zwłaszcza telewizyjnych, żona obecnego prezydenta udziela i tak niezbyt często, ale jest aktywna w mediach społecznościowych, towarzyszy mężowi na uroczystościach i wydarzeniach. Często też sama uczestniczy w eventach odbywających się cyklicznie pod patronatem kolejnych Pierwszych Dam lub podejmuje samodzielne inicjatywy. Jej aktywność jest bardziej widoczna niż aktywność poprzedniczki, ale… atakowana jest bardziej niż poprzedniczka.

Pierwsze Damy "obrywają" za mężów?

I choć ataki sprowadzają się do tego, że pani Marta Nawrocka publicznie zabiera głos częściej i chętniej niż pani Agata Kornhauser-Duda, to na tym lista „przewin” obecnej Pierwszej Damy się nie kończy. Gdziekolwiek się pojawi, strach później zajrzeć na platformę X, bo na Facebook czy Instagram trochę w mniejszym stopniu. Mamy bowiem falę komentarzy, jak „źle”, „niewłaściwie”, „tandetnie” czy „obciachowo” była ubrana. Niekiedy ataki były o tyle niesmaczne, że bez znajomości kontekstu danego wydarzenia. Mam tutaj na myśli sytuację, gdy Marta Nawrocka była ubrana na różowo podczas spotkania z „Amazonkami”, czyli wspólnotą kobiet walczących z rakiem piersi. Różowa wstążka jest właśnie symbolem walki z tą chorobą oraz solidarności z doświadczonymi nią osobami (bo rak piersi dotyka także mężczyzn, choć o wiele rzadziej niż kobiety) i ich rodzinami. Kiedy wypowiada się publicznie – jest „głupia”, „niewykształcona”, „źle” mówi, nie nabrała jeszcze sznytu Jolanty Kwaśniewskiej i nie nadawałaby się, aby uczyć Polki jeść ptysie lub bezy. Jeśli wypowie się o aborcji, edukacji seksualnej czy in vitro – źle, bo urodziła pierwsze dziecko, będąc nastolatką, o czym zresztą od początku swojej obecności w przestrzeni publicznej mówi otwarcie. A przecież takie doświadczenie – choć oczywiście nie jest czymś akceptowalnym społecznie i naturalnym – dotyczy mnóstwa kobiet i dziewcząt na całym świecie.mJest to historia, choć nienaturalna, która może przytrafić się dosłownie każdej rodzinie, niezależnie od statusu materialnego i zawodowego, poziomu wykształcenia, poglądów politycznych rodziców i innych czynników. Czy Marta Nawrocka zasługuje, żeby być atakowana za to, że choć w młodym wieku urodziła dziecko, to potrafiła je wychować, wykształcić, stworzyć mu dom, założyć rodzinę, zdobyć wykształcenie i zawód?

Nie można też zaprzeczyć, że Pierwszym Damom dostaje się jednak w głównej mierze „za mężów”. Prezydenci w III RP bowiem albo wywodzą się z konkretnych partii politycznych, albo idą do wyborów z poparciem konkretnych ugrupowań i środowisk, a ludzie, którzy danej partii nie popierają, nie zechcą poprzeć też prezydenta wywodzącego się z niej. Niechęć do prezydenta będzie przekładać się na jego żonę, co było zauważalne w przypadku śp. Marii Kaczyńskiej, Anny Komorowskiej, Agaty Kornhauser-Dudy, a teraz w dużej mierze także Marty Nawrockiej. Jak bardzo lewicowo-liberalny salon nie zarzekałby się po 10 kwietnia 2010, że panią Marię Kaczyńską zawsze kochał i szanował, tak przecież za życia pary prezydenckiej regularnie kpiono z jej wyglądu, różnicy wieku z mężem (co ciekawe, dla tych samych osób, które kpiły z faktu, że żona śp. Lecha Kaczyńskiego była od niego kilka lat starsza, niezwykle wzruszające i urocze jest małżeństwo Emmanuela i Brigitte Macronów), gestów czułości między parą prezydencką (np. scen z samolotem i reklamówką czy momentów, kiedy śp. Lech Kaczyński, mający opinię raczej chłodnego i zdystansowanego, został „przyłapany”, gdy zwracał się do żony „maluszku” i „kochanie”.  Duża część ataków na Marię Kaczyńską wynikała z niechęci do jej męża. Podobnie sprawa wyglądała w przypadku Anny Komorowskiej i prezydentury jej małżonka. Tutaj głównie zwolennicy prawej strony sceny politycznej uderzały w ówczesną pierwszą damę głównie za jej wygląd i tuszę, ale w dużej mierze także za to, że była żoną prezydenta Komorowskiego. W tym przypadku dla wielu nie do zaakceptowania było też to, w jakich okolicznościach Bronisław Komorowski objął urząd głowy państwa, ponieważ stało się to po tragicznej śmierci urzędującego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. "Rykoszetem" dostało się jego żonie, która w zasadzie nic złego nie zrobiła, nie była politykiem, nie wpływała w znacznym stopniu na funkcjonowanie państwa, ale i wyglądem, za który była atakowana, również nie odbiegała od licznej grupy kobiet w jej wieku. Agata Kornhauser-Duda była przez środowiska liberalno-lewicowe atakowana za milczenie na gorące politycznie tematy, ale również za to, że jest żoną prezydenta z PiS, który zresztą nie miał prawa wygrać wyborów z Bronisławem Komorowskim, tak jak Karol Nawrocki z Rafałem Trzaskowskim. Również i na Martę Nawrocką hejterzy patrzą przez pryzmat męża. Albo rozpowszechnia się fake newsy na temat jej służby w KAS i rzekomej decyzji o umorzeniu śledztwa ws. przemytu alkoholu i papierosów. Sugestię, że rzekomo pomogła przestępcom łatwo przecież połączyć z „nieprawościami”, których miał dopuszczać się obecny prezydent Karol Nawrocki, a których dotychczas nie udowodniono. Co więcej, Marta Nawrocka miałaby być nie tylko „wspólniczką w przestępstwach” męża, ale również jego „ofiarą”.

"Niedoskonałości" mogą stać się atutem?

Innymi słowy: Pierwsza Dama jest atakowana za to, jak się ubiera, co i jak mówi, że w ogóle mówi, za historię z jej młodości, za rzekomą pomoc mężowi (lub jego domniemanym „wspólnikom”)w „przestępstwach”, że odzywa się i pokazuje. Co gorsza, w dużej mierze przez kobiety. I – również co gorsza – przez środowiska, które wciąż łączą tragiczną śmierć śp. Pawła Adamowicza z ręki kryminalisty próbującego iść w niepoczytalność (i skazanego za to na dożywocie) z PiS czy szerzej rozumianą prawicą i codziennie rozpaczają nad „mową nienawiści” i tym, jak to politycy (ale tylko ci z PiS czy Konfederacji) dzielą Polaków.

Z drugiej jednak strony mamy coś, co Marcie Nawrockiej nie do końca pomaga. Na każdy hejt w internecie pojawiają się bowiem setki tysięcy zachwytów, zarówno od polityków PiS, jak i kont znanych na X czy FB z publikowania konserwatywnych treści. Robi się w każdym razie to samo, za co wyśmiewamy zwolenników obecnej władzy, którzy na przykład w kampanii wyborczej do przesytu zachwycali się panią Małgorzatą Trzaskowską. Pierwszą Damę próbuje się kreować na ideał i ikonę stylu (choć oceny jej stylizacji rzeczywiście są wielokrotnie krzywdzące), udostępnia przerobione przez AI zdjęcia (z drugiej strony hejterzy również rozpowszechniają albo zdjęcia celowo niekorzystne, albo przerobione w sposób oszpecający Martę Nawrocką), na których żona prezydenta Karola Nawrockiego jest księżniczką. A czy nie jest trochę tak, że to jeszcze – choć robione w dobrej wierze – napędza hejterów? Ale ważniejsza jest tutaj inna kwestia.

Czy nie jest trochę tak, że Marta Nawrocka nie musi być drugą Jolantą Kwaśniewską, Marią Kaczyńską, Anną Komorowską, Agatą Dudą ani Danutą Wałęsą. Mało tego, broni się sama, tym, jaka jest. Nie jest przecież powiedziane, że Pierwsza Dama nie może być kobietą, z którą poszłoby się na kawę, manicure i ploteczki, że musi opowiadać się za tym czy innym środowiskiem, a nawet – że musi wiedzieć, jak jeść bezę. Jej atutem mogą być jej pozorne niedoskonałości. Ktoś powie, że jeszcze nie jest oswojona z wystąpieniami publicznymi i że to bardzo źle. Za to uśmiechnie się szczerze, przytuli niepełnosprawne dziecko albo Powstańca Warszawskiego na wózku inwalidzkim, przybije piątkę z dziewczętami grającymi w piłkę nożną. Zatańczy z rolnikiem na dożynkach czy pośpiewa z paniami z Koła Gospodyń Wiejskich. Odważnie opowie się przeciwko hejtowi w sieci, zwróci uwagę na problemy dzieci i młodzieży czy spotka się z kobietami walczącymi z rakiem piersi. Ponieważ powinności wynikające z funkcji Pierwszej Damy nie są do końca uregulowane ani opisane, to może przecież wcale nie potrzebujemy kolejnej „ikony stylu”, sztywnej pani w garsonce, tylko „dziewczyny z sąsiedztwa”, której doświadczenia mogą być podobne do naszych sąsiadek, koleżanek, może matek czy sióstr. Hejtowi można i trzeba się sprzeciwiać, ale pod wieloma względami Marta Nawrocka po prostu broni się sama. Chociażby tym, że jest szczera i autentyczna.

Na koniec małe ćwiczenie intelektualne: wyobraźmy sobie, że Marta Nawrocka czy którakolwiek z wcześniejszych pierwszych dam nie jest publicznie znana jako żona prezydenta. Że jest kobietą, którą po prostu spotykamy przypadkiem w galerii handlowej, w parku z wnukami, na bazarku czy odprowadzającą dzieci do szkoły. Czy wtedy też byśmy jej nienawidzili lub tak surowo ocenili strój albo sposób wypowiadania się? Czy powiedzielibyśmy jej w twarz to, co piszemy na X?

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.