Komisja Europejska i jej szefowa Ursula von der Leyen muszą szykować się na ostry bój o wielki budżet unijny na kolejną siedmiolatkę, od 2028 roku począwszy. Nie dość, że działają pod presją czasu, by jak najszybciej zamknąć negocjacje, to jeszcze rodzime Niemcy nie zgadzają się na gigantomanię.
Bitwa o kształt nowych ram budżetowych na lata 2028-34 wkracza w decydująca fazę – to praktycznie ostatnie pół roku – w miarę spokojne – na negocjacje i ustalenia. W przyszłym roku odbędą się wybory we Francji, Hiszpanii, Polsce, Finlandii i Włoszech. Należy się spodziewać, że atmosfera przedwyborcza – zwłaszcza wobec poważnych problemów w konkurencyjnością gospodarki europejskiej i drogą energią – nie będzie sprzyjała ustępstwom wobec Brukseli ze strony rządów.
Rozdźwięk między bogatymi i biedniejszymi krajami UE
Jakby tego było mało już teraz widać wyraźny rozdźwięk między bogatymi i biedniejszymi krajami UE w podejściu do niektórych kwestii budżetowych. Jak sugeruje portal Politico jedyną pewną kwestią wydaje się zachowanie zasad i funduszy dla Wspólnej Polityki Rolnej. Obawy o wybuch protestów rolników są bowiem niezwykle silne.
Nadrzędnym problemem jest w ogóle wielkość samego budżetu Unii. Wiadomo, ze Niemcy i Holendrzy są niezadowoleni z pomysłu zwiększenia puli do 2 bilionów euro z 1,3 biliona euro w trwającej siedmiolatce. Kanclerz Friedrich Merz, który już kilkukrotnie krytycznie o tym mówił, powtórzył (według Politico) swoją opinię na niedawnym szczycie przywódców UE. Niezadowolenie przybrało też konkretną formę – bo jak informuje agencja Reuters – powołując się na dokumenty, do których dotarła, władze w Berlinie oczekują, że budżet unijny będzie o 400 miliardów euro niższy niż proponuje Bruksela. Plany jego zwiększenia określa jako „nieopłacalne” i zapowiada, że porozumienie co do budżetu w proponowanej obecnie formie nie będzie możliwe.
Niemcy chcą płacić jak najmniejszą składkę
Opinia władz Niemiec – zdaniem ekonomisty posła PiS dr. Zbigniewa Kuźmiuka - nie jest zaskoczeniem, bo im większy unijny budżet, tym większa składkę kraj ten musi płacić do wspólnej unijnej kasy.
Kanclerz Merz zdaje sobie z tego sprawę, a - biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą kraju - to oczywiste, że nie chce przekazywać do Brukseli więcej pieniędzy
— mówi poseł.
Ostrzega także, że większe pieniądze w budżecie, których poprzez nowe podatki (jako zasoby własne UE) domaga się Komisja Europejska to też sygnał, że chce zwiększyć swoją władzę.
A dla nikogo nie jest tajemnicą, że zależy Brukseli na coraz szerszym stosowaniu mechanizmu warunkowości
— mówi poseł Kuźmiuk.
Zatem uzależnienie olbrzymich wypłat z unijnego budżetu od decyzji i opinii urzędników na temat na przykład praworządności danego kraju byłoby bardzo niekorzystne. Zwłaszcza, że władze unijne chętnie korzystały z warunkowości nie tylko w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy ale też wobec innych państw
— dodaje. Wskazuje na pomysły objęcia tym mechanizmem nawet wypłat dla rolników w ramach Wspólnej Polityki Rolnej.
Zbigniew Kuźmiuk bardzo krytycznie ocenia także pomysły, by zwiększyć zasoby własne UE.
Mówimy o unijnych podatkach a to także gigantyczne władztwo przeniesione z państw członkowskich na Brukselę
— dodaje.
Przypomnijmy, że składki od państw członkowskich mają kluczowe znaczenie i stanowią ważne źródło dochodu, zależne bezpośrednio od wielkości gospodarki poszczególnych krajów.
Biedni będą biedniejsi, bogatsi tylko się wzbogacą
Ale Zbigniew Kuźmiuk wskazuje na jeszcze inne niebezpieczeństwo, jakie spowoduje wzrost zasobów własnych Unii, na którym tak bardzo zależy Komisji Europejskiej. O ile bowiem składka jest proporcjonalna i naliczana w odniesieniu do PKB danego kraju, o tyle wpływy z podatków płyną bezpośrednio do kasy Brukseli zamiast do budżetów krajowych i dlatego jest to niekorzystne rozwiązanie dla mniej zasobnych i mniej rozwiniętych państw Unii. Poseł przypomina, że szczególnie boleśnie przekonała się tym Polska po wprowadzeniu opłaty od nieprzetworzonego plastiku.
Władze unijne nazwały to opłatą, więc nie musiały przeprowadzać długiego i skomplikowanego procesu legislacyjnego wymaganego przy wprowadzaniu nowych podatków, wymagającego jednomyślności
— mówi.
A ponieważ opłata to element dochodów własnych UE, to niestety płacimy cztery razy więcej niż gdyby zastosowano przy naliczaniu zasadę proporcjonalności
— dodaje.
Dziś prezydencję w Unii Europejskiej objęła Irlandia, a rząd tego kraju liczy, ze w tym półroczu zdoła doprowadzić do kompromisu nie tylko w sprawie budżetu na lata 2028-34.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/763949-wielka-klotnia-o-unijny-budzet
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.