Andrij Sadowy może wracać do swojego Lwowa w glorii. Nie dość, że nie usłyszał w Gdańsku ani jednego niewygodnego pytania okradzenie polskiej firmy na kilkadziesiąt milionów euro, to jeszcze został przyjęty z pełnymi honorami i zdołał podpisać kolejne umowy. Sukces dyplomatyczny na miarę Polski rządzonej przez Donalda Tuska.
Przypomnijmy fakty. Polska firma Control Process podpisała z miastem Lwów umowę na budowę nowoczesnego zakładu przetwarzania odpadów. Inwestycja warta 40 milionów euro została zrealizowana w 95 procentach! Gdy zostały już tylko ostatnie prace wykończeniowe władze Lwowa pod wodzą Sadowego jednostronnie zerwały kontrakt, nie zapłaciły za wykonaną pracę i zablokowały należności.
Polska spółka nie była bierna i skierowała sprawę na drogę prawną, wygrywając aż siedem arbitraży międzynarodowych. Wynik? Żaden. Sadowy pokazał, że prawo międzynarodowe i uczciwe praktyki biznesowe to nie jest dla niego coś, czym w ogóle warto zaprzątać sobie głowę!
Na tym nie koniec. W maju 2026 roku, na wyraźny rozkaz mera Sadowego, ochrona nie wpuściła na teren inwestycji nawet polskiego konsula, który chciał przyjrzeć się sprawie. Trudno nazwać to inaczej niż skrajną demonstracją arogancji wobec państwa polskiego. Tymczasem, zaledwie kilka tygodni po tych aktach wrogości ten sam Andrij Sadowy, otwarcie gloryfikujący banderowską tradycję i uważany za jednego z bardziej radykalnych ukraińskich polityków, jak gdyby nigdy nic przyjechał sobie do Gdańska na konferencję poświęconą odbudowie Ukrainy. I co? Cisza. Żadnych niewygodnych pytań. Ani od Pawła Kowala, pełnomocnika rządu ds. odbudowy Ukrainy, ani od przedstawicieli MSZ, ani od kogokolwiek z polskiej delegacji.
Serdeczne uściski dłoni, uśmiechy, wspólne zdjęcia. Pan mer mógł spokojnie opowiadać o „partnerstwie” i „wspólnej przyszłości”. Na deser mer Lwowa podpisał podczas pobytu w Gdańsku kilka nowych umów międzynarodowych – z firmami z: Litwy, Szwecji, Czech, Niemiec i Francji.
A z polskimi firmami? Oczywiście ani jednej, ale biorąc pod uwagę przypadek Control Process, może i dobrze się stało, bo trudno uwierzyć, by ktokolwiek z przytomnych polskich przedsiębiorców jeszcze raz zaufałby temu oszustowi.
Tymczasem polska elita rządząca udaje, że wszystko jest w najlepszym porządku. W tym całym obrzydliwym spektaklu tylko jeden polityk krajowego formatu zachował się przyzwoicie i po prostu po polsku. Jarosław Kaczyński publicznie przypomniał o skandalu z Control Process i nazwał Sadowego „oczywistym banderowcem”.
Niestety jednak Andrij Sadowy odjedzie z Gdańska wzmocniony. Wiedział, że może sobie pozwolić na wszystko – na oszustwo, na arogancję, na banderowską retorykę – i nikt mu w Polsce nawet palcem nie pogrozi. Skoro bowiem nie zabroniono mu przyjazdu do Gdańska po tym jak okradł polską firmę i podeptał międzynarodowe prawo, to cóż złego miałoby go spotkać ze strony tych, którzy na nasze nieszczęście dzierżą dziś stery władzy nad Wisłą?
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/763489-banderowiec-sadowy-z-kontraktami-w-gdansku-pluja-nam-w-twarz
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.