Dziennikarz śledczy Leszek Kraskowski trafił do aresztu na podstawie materiału, który nawet prokuratura określa jako poszlakowy. W chwili podejmowania decyzji o aresztowaniu śledczy nie dysponowali ekspertyzą informatyczną pozwalającą ustalić, kto faktycznie wysłał e-mail z groźbami pod adresem komendanta policji. Jak ujawniła „Rzeczpospolita”, kluczowych metadanych wiadomości nie zweryfikowano przed zatrzymaniem, a jednym z głównych argumentów przeciwko dziennikarzowi stało się posiadanie broni, którą miał otrzymać zaledwie kilka godzin wcześniej od poznanego w internecie „instruktora strzelectwa”.
Mail, którego autor wciąż nie jest znany
6 czerwca Leszek Kraskowski został zatrzymany przez policję. Według prokuratury kilka godzin wcześniej z adresu [email protected] wysłano wiadomość z groźbami pod adresem komendanta policji w Piasecznie.
Już ten wątek budzi wątpliwości. Kraskowski od lat korzysta z innego adresu e-mail, a konto w domenie proton.me miało zostać założone wyłącznie na potrzeby kontaktu z informatorem. Sam dziennikarz twierdzi, że nigdy z niego nie korzystał.
Najważniejsze jest jednak coś innego. W chwili kierowania wniosku o areszt ani prokuratura, ani sąd nie posiadały opinii z zakresu informatyki śledczej, która mogłaby wskazać, z jakiego urządzenia, adresu IP i przez kogo wysłano wiadomość. Jak przyznał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Skiba, śledczy nie mieli wówczas informacji potwierdzających wprost, że autorem maila był Kraskowski. Trwa dopiero ich weryfikacja.
Według ustaleń „Rzeczpospolitej” analiza tych danych nie została przeprowadzona przed zatrzymaniem. Powód? Przypadający w tym czasie długi weekend.
Brak odpowiedniej weryfikacji, wysłanego maila rzekomo przez red. Kraskowskiego, podnosi również Łukasz Pawelski, obrońca aresztowanego dziennikarza.
Mojemu klientowi postawiono zarzuty na podstawie maila, w którym znajdowały się dane dostępne innym osobom (sygn. akt jest na protokole przesłuchania czy wezwaniu). Nie było też opinii biegłego z zakresu informatyki śledczej…
— napisał w serwisie X.
Broń od internetowego znajomego
Podczas przeszukania samochodu dziennikarza znaleziono pistolet gazowy Bruni Modi i amunicję. Biegły uznał, że broń wymaga pozwolenia, którego Kraskowski nie posiadał.
Nietypowe są jednak okoliczności jej pojawienia się. Jak twierdzi dziennikarz, otrzymał ją zaledwie kilka godzin wcześniej od poznanego w sieci „instruktora strzelectwa spod Radomia”. Kontakt miał zostać nawiązany po tym, jak Kraskowski opisywał w mediach społecznościowych swoje problemy i poczucie zagrożenia.
To właśnie posiadanie tej broni stało się główną podstawą zastosowania wobec niego trzymiesięcznego aresztu.
Dziennikarz w jednym wpisów przyznał, że się po prostu bał.
To się dzieje naprawdę. Proszę Was wszystkich o pomoc. Nie dam się zastraszyć, bo nigdy się nie dałem nawet mafii pruszkowskiej, ale naprawdę boję się, że obudzę się jutro z nożem w brzuchu, a policja oświadczy: »Kraskowski chorował na depresję. Brak dowodów udziału osób trzecich. Popełnił samobójstwo«”
— wpis dziennikarza przytoczyła „Rzeczpospolita”.
Zachowanie, które nie pasuje do wersji śledczych?
W dniu zatrzymania Kraskowski wracał z zakupów w Piasecznie. Jak relacjonują jego obrońcy, zauważył śledzący go samochód i był przekonany, że grozi mu niebezpieczeństwo. Gdy zatrzymali go nieumundurowani funkcjonariusze, miał próbować dotrzeć do komisariatu w Prażmowie, sądząc, że jest śledzony przez nieznanych sprawców.
To rodzi pytania, które stawia także „Rzeczpospolita”.
— Czy osoba, która kilka godzin wcześniej miała wysłać groźby zabójstwa do komendanta policji, zachowywałaby się w ten sposób?
— Czy pojechałaby spokojnie na zakupy, a następnie szukała pomocy właśnie na komisariacie policji?
— I czy dobrowolnie przekazałaby śledczym telefon wraz z hasłami dostępu?
Obrońcy podkreślają, że Kraskowski bez żadnych oporów udostępnił swój sprzęt elektroniczny.
Poszlaki zamiast dowodów
Sam rzecznik warszawskiej prokuratury przyznał w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że sprawa ma obecnie charakter poszlakowy.
Tymczasem eksperci zwracają uwagę, że użycie adresu e-mail zawierającego pełne imię i nazwisko przypominałoby pozostawienie na miejscu przestępstwa własnej wizytówki. To kolejny element, który budzi mocne wątpliwości.
Dlatego „Rzeczpospolita” stawia szereg pytań:
— Jakie dowody wskazują, że autorem wiadomości był właśnie Kraskowski?
— Dlaczego przed aresztowaniem nie ustalono podstawowych danych technicznych dotyczących e-maila?
— Czy sąd powinien podejmować tak daleko idącą decyzję bez kluczowej ekspertyzy informatycznej?
— I czy dodatkowy zarzut dotyczący znęcania się nad rodziną nie został wykorzystany do wzmocnienia tak słabego materiału dowodowego?
Napad, groźby i tajemniczy „instruktor”
Na dwa tygodnie przed zatrzymaniem Kraskowski informował w serwisie X, że został zaatakowany przez nieznanego mężczyznę uzbrojonego w nóż i gaz pieprzowy. Według jego relacji napastnik groził mu śmiercią i przekonywał, że dysponuje prywatnymi informacjami dotyczącymi jego życia.
Obrońcy dziennikarza twierdzą, że ten uważa wszystkie późniejsze wydarzenia za element szerszej układanki. W ich ocenie prokuratura powinna szczegółowo zbadać zarówno okoliczności napadu, jak i rolę tajemniczego instruktora, od którego miała pochodzić broń.
Dziennikarz pod presją
Kraskowski od lat publikuje materiały śledcze dotyczące głośnych spraw gospodarczych, w tym afery Polnordu i związków z Romanem Giertychem. Jego działalność naraziła go na liczne konflikty i próby zastraszenia.
Ponad miesiąc temu odkrył, że w jednej ze spraw z oskarżenia prywatnego warszawski sąd zarządził jego poszukiwania „w skali ogólnokrajowej” w celu tymczasowego aresztowania – za to, że rzekomo nie odbierał prywatnych aktów oskarżenia (dziennikarz twierdził, że odebrał je dawno temu).
Sam Leszek Kraskowski zaznaczał, że „tropi przekręty władzy – każdej władzy”.
Czytaj także
SC/rp.pl/X
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/762841-cos-tu-mocno-smierdzi-areszt-dziennikarza-bez-dowodow
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.