Sprawcy fałszywych zgłoszeń o pożarach nie pozostaną bezkarni - zapewnił wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek. Dodał, że tylko w tym roku służby otrzymały ok. 1,2 tys. zgłoszeń o zagrożeniu zdrowia lub życia, z czego 80 proc. dotyczyło faktycznego zagrożenia.
Tusk zwołał pilną odprawę
Dzisiaj odbyła się odprawa premiera Donalda Tuska z udziałem ministrów i przedstawicieli służb. Spotkanie zwołano po tym, jak w sobotę wieczorem służby, po fałszywym alarmie, siłowo weszły do gdańskiego mieszkania rodzinnego prezydenta Karola Nawrockiego, zamieszkiwanego przez członka jego rodziny.
„To zgłoszenie otrzymały trzy służby”
Wiceminister w MSWiA Czesław Mroczek na briefingu prasowym po zakończonej odprawie poinformował, że przedstawiciele resortu oświadczyli, że sprawcy tych zdarzeń nie pozostaną bezkarni. Przekazali też premierowi informacje o działaniach podjętych przez służby w tej sprawie.
To zgłoszenie otrzymały trzy służby; Państwowy System Ratownictwa Medycznego, Straż Pożarna i Policja. Wszystkie trzy służby zadysponowały swoje siły na miejsce
— wskazał wiceszef MSWiA. Wyjaśnił, że zgłoszenie to dotyczyło pożaru i zagrożenia życia dzieci w lokalu.
Mroczek poinformował, że 15 minut później wpłynęło drugie zgłoszenie – o zatrzymaniu krążenia u dzieci mających znajdować się w lokalu. Wtedy kierujący akcją podjął decyzję o siłowym wejściu do mieszkania.
Okazało się, że w lokalu nikt nie przebywa i w tym momencie akcja została zakończona
— dodał.
Otrzymujemy takich zgłoszeń o zagrożeniu życia bądź zdrowia ludzi wiele; w tym roku to jest ponad blisko 1,2 tys. zgłoszeń, z czego w 80 proc. dotarliśmy do ludzi, którzy byli w zagrożeniu zdrowia i życia
— poinformował Mroczek.
Próba kontaktu
Przebieg działań podjętych w sobotę wieczorem przez służby opisał też Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej gen. Wojciech Kruczek. Wskazał, że zgłoszenie o pożarze wpłynęło o godz. 19.33, a straż dotarła na miejsce niecałe dziesięć minut później. Przekazał, że strażacy podjęli nieskuteczną próbę kontaktu z osobami, które miały przebywać w mieszkaniu. Dodał, że nie dostrzegli żadnych oznak pożaru - ani na zewnątrz budynku, ani - po wejściu na balkon mieszkania, którego dotyczyło zgłoszenie - w jego wnętrzu.
Z kolei Komendant Główny Policji gen. Marek Boroń dodał, że podjęta została także próba nawiązania kontaktu z osobą, która wysłała SMS-em zgłoszenie o pożarze. Poinformował, że policja podjęła czynności w celu ustalenia sprawców sobotniego fałszywego alarmu. Dodał, że w zeszłym tygodniu pracę rozpoczął zespół powołany ze względu na wcześniejsze zgłoszenia dotyczące fałszywych alarmów bombowych i fałszywych informacji związanych z zagrożeniem zdrowia i życia, które wpływają do Centrów Powiadamiania Ratunkowego.
Gen. Boroń wyjaśnił, że kierunki działania tego zespołu zostały już ustalone.
Mam nadzieję, że w niedługim okresie - w ciągu, myślę, że kilkunastu godzin - poinformujemy państwa o naszych efektach
— przekazał szef KGP.
Wiceszef MSWiA doprecyzował, że zespół ten powstał „w pierwszych godzinach” po fałszywych alarmach dotyczących siedziby Telewizji Republika. Dodał, że w skład zespołu wchodzą policjanci Komendy Stołecznej, Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Zaznaczył, że zespół współpracuje także z innymi służbami państwa, w szczególności w zakresie zwalczania cyberprzestępczości.
„Wdrożyliśmy pewne zalecenia”
Mroczek dopytywany był, czy podczas dzisiejszej narady pojawiły się pierwsze pomysły, jak uodpornić służby na fałszywe zgłoszenia podobne do tego dotyczącego mieszkania rodziny prezydenta.
Tak, to był bardzo ważny element tej narady
— odpowiedział.
Poinformował, że już od kilku dni analizowany jest proces działań pilnie podejmowanych przez służby po otrzymaniu informacji z CPR-ów.
Wdrożyliśmy pewne zalecenia (…) dodatkowych sprawdzeń, które będą podejmowały służby po otrzymaniu z CPR-ów tych zgłoszeń
— powiedział.
Dodał, że kilka miesięcy temu zapadła decyzja o przebudowaniu całego systemu przyjmowania zgłoszeń i funkcjonowania CPR-ów.
Natomiast w tej chwili, nie czekając na to docelowe rozstrzygnięcie, które będzie się wiązało też z wykorzystaniem algorytmów sztucznej inteligencji, wdrażamy doraźnie zalecenia dla służb i dla dyspozytorów Centrów Powiadamiania Ratunkowego (…), by być bardziej odpornym (…) na te fałszywe zawiadomienia
— zapowiedział wiceszef MSWiA.
„Przekroczono kolejną czerwoną linię”
W niedzielę w Polsat News prezydencki rzecznik Rafał Leśkiewicz był pytany, czy w jego ocenie w obliczu zawiadomienia dotyczącego rodzinnego mieszkania prezydenta służby zadziałały profesjonalnie.
Tutaj została przekroczona kolejna czerwona linia szanowni państwo. Służby weszły do mieszkania rodzinnego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, które powinno być chronione. To mieszkanie, w którym mieszka m.in. mama pana prezydenta. (…) I dowiadujemy się, że po fałszywym zgłoszeniu straż pożarna wyważa drzwi, wchodzą strażacy, policjanci do tego mieszkania - oczywiście nic nie znajdują, nic się nie dzieje
— stwierdził rzecznik prezydenta.
No na pewno ta sytuacja jest kompromitująca dla kierownictwa MSWiA i dla ministra koordynatora służb specjalnych (Tomasza Siemoniaka - PAP)
— ocenił.
Leśkiewicz zaznaczył przy tym, że „nie mówimy o jednostkowym przypadku”, a o „wielu wydarzeniach, które się działy w ostatnich kilkunastu przynajmniej dniach”. Dodał, że nie wini w tej sytuacji strażaków czy policjantów.
W takiej sytuacji powinny zadziałać procedury, które obejmują całe systemowe rozwiązania dotyczące ochrony głowy państwa, najważniejszych osób w państwie
— powiedział prezydencki rzecznik. - Jak widzimy, te procedury nie zadziałały (…) - zaznaczył.
SOP a rodzinne mieszkanie Nawrockiego
Podczas konferencji po niedzielnej odprawie wiceszef resortu spraw wewnętrznych i administracji przypomniał, że mieszkanie, którego dotyczyło sobotnie zgłoszenie, nie było chronione przez Służbę Ochrony Państwa, ponieważ ustawową ochroną SOP-u objęty jest prezydent oraz wszystkie miejsca, w których przebywa.
Prezydent nie zgłosił tego lokalu, jako lokalu, w którym przebywa, wykonuje swoje życiowe funkcje
— poinformował Mroczek. W związku z tym - jak wskazał - mieszkanie nie było objęte ochroną SOP-u.
18 maja MSWiA informowało, że między 10 a 15 maja doszło do 12 interwencji funkcjonariuszy służb policji związanych ze zgłoszeniami dotyczącymi „czy to podłożenia ładunków wybuchowych, czy zagrożenia zdrowia i życia”.
Policja podjęła działania m.in. w mieszkaniu redaktora naczelnego TV Republika po zgłoszeniu dotyczącym rzekomego zagrożenia życia osoby nieletniej. Interwencja okazała się bezpodstawna; uznano ją za próbę wprowadzenia służb w błąd.
Po tym zdarzeniu funkcjonariusze zatrzymali 53-letniego mężczyznę, który mógł mieć związek z fałszywymi alarmami. Komenda Stołeczna Policji podała później, że mężczyzna ten miał paść ofiarą nieuprawnionego wykorzystania danych osobowych i dostępu do poczty elektronicznej.
W ubiegłą niedzielę policja interweniowała przy posesji Jarosława Kaczyńskiego w Warszawie. Sprawę nagłośnił w poniedziałek rzecznik PiS Rafał Bochenek. Według jego relacji zgłoszenie miało dotyczyć rzekomego podłożenia ładunków wybuchowych w ogrodzie na terenie nieruchomości prezesa PiS.
Funkcjonariusze policji pojawili się także na terenie siedziby Telewizji wPolsce24, przeszukali garaż. Interwencję tłumaczyli zgłoszeniem z okolic siedziby redakcji o materiałach wybuchowych w siedzibie TVP w likwidacji.
Czytaj także
PAP/tt
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/761045-jak-doszlo-do-akcji-sluzb-w-rodzinnym-mieszkaniu-prezydenta
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.