Ile waży Trzaskowski? "Negatywnie zweryfikowany jako lider"Ile waży Trzaskowski? "Powrót Tuska do polskiej polityki sprawił, że został po raz pierwszy negatywnie zweryfikowany jako lider"

"Jeśli nie rzuci Tuskowi wyzwania, szybko nie doprowadzi do powszechnych wyborów na szefa partii, w których startowałby jako rywal Tuska."
Prezydent Warszawy staje się właśnie zmarnowanym politycznym talentem, którego nieprzekraczalnym horyzontem jest stanowisko samorządowe.
To polityk wagi ciężkiej, a nawet superciężkiej, skoro nikt z obecnej opozycji, łącznie z Donaldem Tuskiem, w jednych wyborach nie zebrał ponad 10 mln głosów – mówi się od lipca 2020 r. Oczywiste było więc przymierzanie go (a i on sam się do tego przymierzał) do roli najpierw przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, potem lidera całej opozycji, następnie jej kandydata na premiera, a gdyby była taka potrzeba, także wspólnego kandydata na prezydenta Polski.
Gdyby brać pod uwagę szacunki i formalne atuty, Rafał Trzaskowski powinien mieć potencjał najważniejszego polityka w Polsce. I powinien mieć ten potencjał przed 3 lipca 2021 r., czyli zmianą przewodniczącego PO. Najbardziej uwierzył w to sam Trzaskowski, dlatego uznał, że wystarczy, iż zażąda przyspieszonych wyborów szefa partii, to nie tylko się odbędą, lecz wygra je w przedbiegach. Niezależnie od tego, czy na to samo stanowisko aspirowałby Donald Tusk. Trzaskowskiego w przekonaniu o swojej niekwestionowanej pozycji lidera i rozdającego karty upewniało to, że jadł mu z ręki nowy przewodniczący PO Borys Budka. A nawet jego los zależał wyłącznie od woli Trzaskowskiego, co sam Budka potwierdzał, opisując swego zastępcę w partii jako tego, którego poparcie gwarantuje nie tylko jego pozycję, lecz i to, co może zrobić. Gdyby chciał Budkę usunąć z funkcji, stałoby się to błyskawicznie. A popieranie Budki było jedyną gwarancją pozycji obecnego szefa partii. Dlatego Trzaskowski uważał, że nie musi się z nikim liczyć, tworząc konkurencyjny wobec PO ruch Wspólna Polska. I może zademonstrować swoją siłę oraz dominację w opozycyjnej polityce, organizując w Olsztynie Campus Polska Przyszłości.
Wydawało się, że Trzaskowski jest w polskiej polityce kimś takim, jak Król Słońce Ludwik XIV przed osiągnięciem 22. roku życia, czyli przejęciem samodzielnych rządów we Francji. Papierowa potęga prezydenta Warszawy została zweryfikowana po powrocie Tuska do polskiej polityki i złożeniu mu przez Trzaskowskiego swego rodzaju hołdu lennego. Ile obecnie waży Rafał Trzaskowski jako lider? Ile jest wart jako polityk?
Negatywnie zweryfikowany
Od sukcesu w wyborach samorządowych w Warszawie (wygrał w pierwszej turze, zdobywając 56,67 proc. głosów) Trzaskowski był przygotowywany do roli lidera PO. Wystawienie go w trwającej już ogólnopolskiej prezydenckiej kampanii wyborczej zamiast Małgorzaty Kidawy-Błońskiej to potwierdzało, a nawet, po udzieleniu mu poparcia przez inne opozycyjne ugrupowania, windowało go do roli najważniejszego polityka opozycji. I oto w momencie osiągnięcia największej siły praktycznie wszystkie atuty Trzaskowskiego zostały zamrożone. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy z powodu jego lenistwa, niedecyzyjności czy prokrastynacji, szczególnie w kwestii powołania ruchu Wspólna Polska. W warszawskim ratuszu niedecyzyjność prezydenta nawet w drobnych sprawach jest wręcz legendarna. Tylko by się naradzał, po raz kolejny liczył zyski i straty oraz szukał wsparcia. Tak jakby musiał mieć współodpowiedzialnych przy każdej decyzji, którą podejmuje. Niby naciskał na wcześniejsze powszechne wybory przewodniczącego PO, ale bał się albo nie potrafił przejąć partii, nawet gdy składał deklaracje, że chce to szybko zrobić.
Powrót Tuska do polskiej polityki sprawił, że Trzaskowski został po raz pierwszy negatywnie zweryfikowany jako lider. Wprawdzie na początku stawiał się Tuskowi, jednak szybko uznał jego prymat. Okazał się przywódcą mało walecznym, co wyborcy zapamiętają. A jego wcześniejsze, przełomowe decyzje polityczne (poza startem w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 r.) były podejmowane poza nim, bazowały tylko na tym, że przypisywano mu odpowiedni potencjał.
Zmarnowany talent
Rafał Trzaskowski przez co najmniej dekadę znajdował się w sytuacji młodego piłkarza, który mógłby być liderem drużyny, ale nim nie został, gdyż do klubu wróciła jego niegdyś największa, choć już nieskuteczna i postarzała gwiazda. W sporcie wiele talentów się marnuje, bo są za długo tymi dobrze się zapowiadającymi, aż się okazuje, że są już za starzy na cokolwiek, a na pewno na uzyskanie odpowiedniej formy i pozycji. Podobny mechanizm działa też w polityce. Z tego punktu widzenia Trzaskowski jest najdłużej dobrze się zapowiadającym talentem, który na tych zapowiedziach może skończyć. W styczniu 2022 r. będzie miał 50 lat, co czyni go najstarszym „młodym” politykiem w Polsce po 1989 r. A młodość miała być jego ważnym atutem. Cóż to jednak za młody polityk, skoro nawet Lech Wałęsa był od niego młodszy, gdy zostawał prezydentem Polski (miał 47 lat). Obecny prezydent Warszawy nigdy nie miał szans, by zrobić tak błyskawiczną i błyskotliwą karierę jak kanclerz Austrii Sebastian Kurz (szef rządu w wieku 33 lat) albo premier Kanady Justin Trudeau (stanął na czele rządu, nie mając 44 lat). To, że ci politycy mu imponowali, potwierdza sporo członków PO. Szczególnie imponowała Trzaskowskiemu aura otaczająca Trudeau – nie tylko złotego dziecka kanadyjskiej polityki, lecz również lwa salonowego i ulubieńca kręgów pieniądza, wpływów oraz sławy, szczególnie środowisk artystycznych. Po przekroczeniu 44. roku życia Trzaskowski chciał wszelkimi sposobami swoją karierę przyspieszać, ale od Trudeau dzieliły go odległości z Układu Słonecznego, od Kurza zaś – lata świetlne. Oni byli na szczycie, a on się wciąż tylko zapowiadał, co pozwalało mu brylować tylko w gronie prezydentów i burmistrzów europejskich miast, a i to nie w roli gwiazdy pierwszej wielkości, bo Warszawa to jednak nie Londyn czy Paryż. Trzaskowski musiał szybko odnieść spektakularny sukces, ale w ostatnim momencie dla mitu młodego, przebojowego polityka, czyli w 2020 r. to się nie udało. Porażka z Andrzejem Dudą była najboleśniejszym doświadczeniem beniaminka salonów (szczególnie warszawskich i krakowskich) oraz kręgów artystycznych. Jak mówią znające go osoby, nie mógł uwierzyć, że ktoś taki jak on jednak przegrał. I to mając takie atuty oraz towarzyskie powiązania, jakich w III RP nie miał żaden inny polityk.
Campus kłopotów
Gdy Donald Tusk zdecydował o powrocie do polskiej polityki, Trzaskowski był już tylko cieniem samego siebie sprzed roku. Dlatego Tusk mógł nie tylko zignorować jego domaganie się wyborów przewodniczącego PO, lecz także zdecydować się na wrogie przejęcie najważniejszej części zaplecza „depozytariusza” 10 mln głosów, czyli prezydentów wielkich miast. A potem dewaluacja poszła już szybko. Wskutek niesprawności oraz prokrastynacji w organizowaniu Ruchu Wspólna Polska, to przedsięwzięcie w krótkim czasie przestało mieć znaczącą polityczną rangę. Trzaskowskiemu pozostała jeszcze impreza Campus Polska Przyszłości, ale została przejęta przez Tuska, którego nie mógł nie zaprosić. W dodatku uczestnicy zaczęli wygłaszać same kłopotliwe deklaracje – jak Tomasz Grodzki o likwidacji ponad 800 szpitali, Sławomir Nitras o „piłowaniu” katolików czy Elżbieta Bieńkowska o słusznym pozbawianiu Polski dziesiątek miliardów euro ze środków UE. I te deklaracje nie obciążają Tuska, bo jego lawirowanie i zmiany poglądów w pięć minut są znane, tylko Trzaskowskiego jako pomysłodawcę i głównego wodzireja imprezy. Uczestnicy po prostu skorzystali z tego, że właściwie nikt nie panował nad przekazem, co doprowadziło do zawieszenia relacji na żywo, czyli kolejnej kompromitacji idącej na konto Trzaskowskiego. I tak największy atut końca letniego sezonu politycznego został zamieniony w porażkę. Wprawdzie w Olsztynie ujawniła się spora grupa sympatyków zdolnych do odegrania roli hunwejbinów tej partii, ale niekoniecznie będą oni zapleczem Trzaskowskiego.
Zamknięta droga sukcesu
Niezależnie od tego, czy wybory samorządowe zostaną przełożone na wiosnę 2024 r., a są takie plany, Trzaskowskiemu może zostać jedynie ponowne ubieganie się o prezydenturę Warszawy. Tyle że jego prawie pewne zwycięstwo w tych wyborach nie zwiększa, ale osłabia szanse na prezydenturę Polski w 2025 r. Sprowadziłby się on bowiem do roli zmarnowanego politycznego talentu, którego nieprzekraczalnym horyzontem jest stanowisko samorządowe, wszystko jedno, że w stolicy. Przegrane starcie z Tuskiem i pozwolenie na wyciąganie sobie i przywłaszczanie atutów sprawia, że Trzaskowski najlepsze ma już za sobą. Jeśli nie rzuci Tuskowi wyzwania, szybko nie doprowadzi do powszechnych wyborów na szefa partii, w których startowałby jako rywal Tuska (oczywiście musiałby te wybory wygrać), będzie na fali opadającej. I nigdy nie spełni pokładanych w nim nadziei. I wszystko wskazuje na to, że tak właśnie się dzieje. Szansa na to, że PO odzyska straconą pozycję dzięki nowemu liderowi, właśnie odchodzi w przeszłość, a następna może się nie zdarzyć przez dekadę albo i dłużej, gdyż w zasobach Platformy nie ma postaci, która mogłaby pójść taką drogą jak Rafał Trzaskowski.
Artykuł z 36/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
