To jedno zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Czego dotyczy drugie, o którym Pani mówiła?
Drugie zawiadomienie, które złożyliśmy to zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez panią prokurator Borkowską, która pracowała w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku. Miała ona prowadzić nadzór nad rejonową. Jak to się skończyło, wiemy wszyscy. Nie podjęto skutecznych działań, by sprawdzić informacje, które wskazywali dziennikarze, powiadamiając KNF w 2009 roku. Gdyby to uczyniono, to dziś posiedzenia komisji byłyby zbędne.
Nie chcemy czekać do zakończenia prac komisji z wnioskami. Stąd pierwsze sygnały wysłane do Prokuratora Generalnego.
Nie ma niebezpieczeństwa przedawnienia?
Nie. Nie czekamy na raport końcowy komisji, który oczywiście powstanie, ale po zgromadzeniu materiałów dowodowych już teraz z nich korzystamy i wysyłamy tam, gdzie - naszym zdaniem - trafić powinny. Nie chcemy, by to skończyło się jak w sprawie postępowań dyscyplinarnych, które choć miały miejsce, to nic z nich nie wynikło.
Musimy odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań: dlaczego ta piramida działała? Działała przecież w państwie teoretycznie prawa, a sami przesłuchiwani - jak członkowie KNF - zeznawali w ostatnich dniach, że ta maszyna była odporna na działania państwa. W świetle doniesień medialnych pojawiają się nowe pytania: czy to przypadek, że prokuratura pozostawała dosyć bierna, jeżeli chodzi o wysyłane przez KNF pisma, informujące o firmie, która być może złamała prawo bankowe, dopuszcza się oszustwa? Wiemy też, że pan P. i jego firma Amber Gold słali do prokuratury zawiadomienia o działalności KNF przeciwko niej. Prokuratura wykazywała się tutaj działaniem. To zaskakujące. Tak poważna instytucja jak KNF, nadzorująca rynek finansowy w państwie polskim, miała do wykorzystania ABW, Ministerstwo Finansów… I nic!
No właśnie - istnieją bowiem dwie tezy. Pierwsza z nich jest taka, że państwo okazało się beznadziejnie słabe i niedołężne. A druga… że zadziałało tak, jak powinno zadziałać w systemie Tuska.
Nie chcę dziś ferować wyroków i stawiać kropki nad i. Jesteśmy mniej więcej na półmetku pracy komisji śledczej. Będziemy pytać prezesów Jakubiaka i Belkę o czynności, jakie podjęli i jaką wiedzę miał Donald Tusk. To jemu podlegały i KNF, i służby specjalne. Co on wiedział? Kiedy się dowiedział? Dlaczego tak trudno było przedstawicielom KNF dotrzeć do premiera? Na te pytania musimy uzyskać odpowiedzi. Co najmniej zastanawiająca jest bierność wielu organów: prokuratury, sądów… Nie jestem też przekonana.
Nazwisko Tusk mogło być swoistym glejtem na wiarygodność dla imperium Marcina P.? Syn byłego premiera posłużył jako narzędzie?
Jesteśmy przed zapoznaniem się z dokumentacją służb specjalnych. Z wieloma informacjami jeszcze nie mieliśmy kontaktu. Być może po zapoznaniu się z tymi materiałami będziemy wiedzieli więcej. Niewątpliwie jest niewytłumaczalne to, że tej firmie przez tak długi czas pozwolono działać; bez składania sprawozdań finansowych, bez interwencji sądów, przy biernym pozostawaniu prokuratury. Nasuwa się pytanie, czy to był tylko przypadek i czy nazwisko Michała Tuska miało swoją moc, czy nie. Będziemy pytać do skutku.
Co i kiedy o Amber Gold wiedział Donald Tusk, a także Michał Tusk, gdy podejmował pracę w firmie Marcina P.? Nie chcę ferować wyrokami. Tu, gdzie jesteśmy pewni, że mam wyczerpujący materiał, czynimy to. Komisja śledcza ma przywrócić obywatelowi zaufanie do państwa.
Nie obawia się Pani, że komisja śledcza wskaże jedynie patologiczne mechanizmy, a nie wskaże winnych personalnie?
Świadkowie, którzy mają stawić się przed komisją - jeśli będą chcieli zeznawać - być może będą źródłem kolejnych informacji na temat Amber Gold. Wszystko przed nami, panie redaktorze.
not. Marcin Fijołek
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
To jedno zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Czego dotyczy drugie, o którym Pani mówiła?
Drugie zawiadomienie, które złożyliśmy to zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez panią prokurator Borkowską, która pracowała w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku. Miała ona prowadzić nadzór nad rejonową. Jak to się skończyło, wiemy wszyscy. Nie podjęto skutecznych działań, by sprawdzić informacje, które wskazywali dziennikarze, powiadamiając KNF w 2009 roku. Gdyby to uczyniono, to dziś posiedzenia komisji byłyby zbędne.
Nie chcemy czekać do zakończenia prac komisji z wnioskami. Stąd pierwsze sygnały wysłane do Prokuratora Generalnego.
Nie ma niebezpieczeństwa przedawnienia?
Nie. Nie czekamy na raport końcowy komisji, który oczywiście powstanie, ale po zgromadzeniu materiałów dowodowych już teraz z nich korzystamy i wysyłamy tam, gdzie - naszym zdaniem - trafić powinny. Nie chcemy, by to skończyło się jak w sprawie postępowań dyscyplinarnych, które choć miały miejsce, to nic z nich nie wynikło.
Musimy odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań: dlaczego ta piramida działała? Działała przecież w państwie teoretycznie prawa, a sami przesłuchiwani - jak członkowie KNF - zeznawali w ostatnich dniach, że ta maszyna była odporna na działania państwa. W świetle doniesień medialnych pojawiają się nowe pytania: czy to przypadek, że prokuratura pozostawała dosyć bierna, jeżeli chodzi o wysyłane przez KNF pisma, informujące o firmie, która być może złamała prawo bankowe, dopuszcza się oszustwa? Wiemy też, że pan P. i jego firma Amber Gold słali do prokuratury zawiadomienia o działalności KNF przeciwko niej. Prokuratura wykazywała się tutaj działaniem. To zaskakujące. Tak poważna instytucja jak KNF, nadzorująca rynek finansowy w państwie polskim, miała do wykorzystania ABW, Ministerstwo Finansów… I nic!
No właśnie - istnieją bowiem dwie tezy. Pierwsza z nich jest taka, że państwo okazało się beznadziejnie słabe i niedołężne. A druga… że zadziałało tak, jak powinno zadziałać w systemie Tuska.
Nie chcę dziś ferować wyroków i stawiać kropki nad i. Jesteśmy mniej więcej na półmetku pracy komisji śledczej. Będziemy pytać prezesów Jakubiaka i Belkę o czynności, jakie podjęli i jaką wiedzę miał Donald Tusk. To jemu podlegały i KNF, i służby specjalne. Co on wiedział? Kiedy się dowiedział? Dlaczego tak trudno było przedstawicielom KNF dotrzeć do premiera? Na te pytania musimy uzyskać odpowiedzi. Co najmniej zastanawiająca jest bierność wielu organów: prokuratury, sądów… Nie jestem też przekonana.
Nazwisko Tusk mogło być swoistym glejtem na wiarygodność dla imperium Marcina P.? Syn byłego premiera posłużył jako narzędzie?
Jesteśmy przed zapoznaniem się z dokumentacją służb specjalnych. Z wieloma informacjami jeszcze nie mieliśmy kontaktu. Być może po zapoznaniu się z tymi materiałami będziemy wiedzieli więcej. Niewątpliwie jest niewytłumaczalne to, że tej firmie przez tak długi czas pozwolono działać; bez składania sprawozdań finansowych, bez interwencji sądów, przy biernym pozostawaniu prokuratury. Nasuwa się pytanie, czy to był tylko przypadek i czy nazwisko Michała Tuska miało swoją moc, czy nie. Będziemy pytać do skutku.
Co i kiedy o Amber Gold wiedział Donald Tusk, a także Michał Tusk, gdy podejmował pracę w firmie Marcina P.? Nie chcę ferować wyrokami. Tu, gdzie jesteśmy pewni, że mam wyczerpujący materiał, czynimy to. Komisja śledcza ma przywrócić obywatelowi zaufanie do państwa.
Nie obawia się Pani, że komisja śledcza wskaże jedynie patologiczne mechanizmy, a nie wskaże winnych personalnie?
Świadkowie, którzy mają stawić się przed komisją - jeśli będą chcieli zeznawać - być może będą źródłem kolejnych informacji na temat Amber Gold. Wszystko przed nami, panie redaktorze.
not. Marcin Fijołek
Strona 2 z 2
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/327389-nasz-wywiad-joanna-kopcinska-zapytamy-marcina-p-o-ustalenia-wsieci-naturalnym-wydaje-sie-tez-przesluchanie-obu-tuskow?strona=2
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.