Warwara Karaułowa to młodziutka, 21-letnia Rosjanka. Zdecydowanie bogata – jej ojciec, Paweł Karaułow, to wprawdzie jeszcze nie oligarcha, ale przedsiębiorca klasyfikujący się do warstwy tylko o oczko niższej. Niegdyś współwłaściciel dużej sieci salonów sprzętu elektronicznego, dziś operujący z sukcesem w górnych regionach rynku finansowego konsultingu. Poza tym bardzo atrakcyjna, inteligentna studentka. No i zawodniczka tajskiego boksu – na poziomie podobno aż profesjonalnym.
Wszystko to nie pomogło jej to w ogóle, choć ojciec bardzo się starał. Najbliższe cztery i pół roku dziewczyna ma spędzić w łagrze. Moskiewski trybunał wojskowy wymierzył jej taką karę za próbę ucieczki do Syrii, gdzie według prokuratury i sędziów miała wstąpić do oddziałów Państwa Islamskiego. Co - znów według rosyjskiej władzy – miało skończyć się przeprowadzeniem przez Karaułową samobójczego zamachu gdzieś w Europie lub w Rosji.
Jak było naprawdę? Trudno powiedzieć, sprawa jest zawikłana. Z całą pewnością ogromną rolę odegrały jej kilkuletnie internetowe kontakty z aż dwoma młodymi muzułmanami. Podobno z jednym z nich wzięła wręcz przez internet ślub, i to do niego (ale może do tego drugiego? Ale może to tak naprawdę jeden człowiek?) jechała do Syrii. Według obrony, ojca dziewczyny i jej samej to wszystko, ale FSB, prokuratura i sąd (dwóch ostatnich podmiotów można by w zasadzie nie wymieniać, wiadomo przecież że są marionetkami w rękach pierwszego…) sprawę przedstawiają inaczej. Twierdzą, że Karaułowa jechała do Syrii z konkretnym zamiarem walki z bronią w ręku po stronie ISIS. Że przyznała ten fakt parokrotnie. I że już po odwiezieniu jej znad turecko-syryjskiej granicy do Moskwy (gdy uciekła, jej ojciec poruszył niebo i ziemię, udało mu się doprowadzić do zatrzymania córki, współpracując z FSB odwiózł ją do Rosji, gdzie przeżyła na wolności kilka miesięcy) znów kontaktowała się przez internet ze swoimi kolegami z Daesh i planowała ponowną ucieczkę do Syrii.
Okoliczności są więc skomplikowane. Ale chyba od tego, jak naprawdę było, ważniejsze jest coś innego.
Otóż niezależnie od tego, jak głęboko Karaułowa zabrnęła w pułapkę, zastawioną przez werbowników ISIS, jej sprawa wygląda bliźniaczo do bardzo wielu analogicznych, w których główną rolę odgrywały nie młode Rosjanki, tylko – Europejki. Przy czym, tak jak i Karaułowa, bynajmniej nie pochodzące z rodzin muzułmańskich. Dzieci zagubienia współczesnego świata, ofiary zatracenia przez niego kierunku, wychowywane bez znaków orientacyjnych trafiają na „mocny” świat islamu. I lecą do niego, jak ćmy do ognia. Pociągane właśnie przez obecność w nim tego, co na Zachodzie dawno zanikło.
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Warwara Karaułowa to młodziutka, 21-letnia Rosjanka. Zdecydowanie bogata – jej ojciec, Paweł Karaułow, to wprawdzie jeszcze nie oligarcha, ale przedsiębiorca klasyfikujący się do warstwy tylko o oczko niższej. Niegdyś współwłaściciel dużej sieci salonów sprzętu elektronicznego, dziś operujący z sukcesem w górnych regionach rynku finansowego konsultingu. Poza tym bardzo atrakcyjna, inteligentna studentka. No i zawodniczka tajskiego boksu – na poziomie podobno aż profesjonalnym.
Wszystko to nie pomogło jej to w ogóle, choć ojciec bardzo się starał. Najbliższe cztery i pół roku dziewczyna ma spędzić w łagrze. Moskiewski trybunał wojskowy wymierzył jej taką karę za próbę ucieczki do Syrii, gdzie według prokuratury i sędziów miała wstąpić do oddziałów Państwa Islamskiego. Co - znów według rosyjskiej władzy – miało skończyć się przeprowadzeniem przez Karaułową samobójczego zamachu gdzieś w Europie lub w Rosji.
Jak było naprawdę? Trudno powiedzieć, sprawa jest zawikłana. Z całą pewnością ogromną rolę odegrały jej kilkuletnie internetowe kontakty z aż dwoma młodymi muzułmanami. Podobno z jednym z nich wzięła wręcz przez internet ślub, i to do niego (ale może do tego drugiego? Ale może to tak naprawdę jeden człowiek?) jechała do Syrii. Według obrony, ojca dziewczyny i jej samej to wszystko, ale FSB, prokuratura i sąd (dwóch ostatnich podmiotów można by w zasadzie nie wymieniać, wiadomo przecież że są marionetkami w rękach pierwszego…) sprawę przedstawiają inaczej. Twierdzą, że Karaułowa jechała do Syrii z konkretnym zamiarem walki z bronią w ręku po stronie ISIS. Że przyznała ten fakt parokrotnie. I że już po odwiezieniu jej znad turecko-syryjskiej granicy do Moskwy (gdy uciekła, jej ojciec poruszył niebo i ziemię, udało mu się doprowadzić do zatrzymania córki, współpracując z FSB odwiózł ją do Rosji, gdzie przeżyła na wolności kilka miesięcy) znów kontaktowała się przez internet ze swoimi kolegami z Daesh i planowała ponowną ucieczkę do Syrii.
Okoliczności są więc skomplikowane. Ale chyba od tego, jak naprawdę było, ważniejsze jest coś innego.
Otóż niezależnie od tego, jak głęboko Karaułowa zabrnęła w pułapkę, zastawioną przez werbowników ISIS, jej sprawa wygląda bliźniaczo do bardzo wielu analogicznych, w których główną rolę odgrywały nie młode Rosjanki, tylko – Europejki. Przy czym, tak jak i Karaułowa, bynajmniej nie pochodzące z rodzin muzułmańskich. Dzieci zagubienia współczesnego świata, ofiary zatracenia przez niego kierunku, wychowywane bez znaków orientacyjnych trafiają na „mocny” świat islamu. I lecą do niego, jak ćmy do ognia. Pociągane właśnie przez obecność w nim tego, co na Zachodzie dawno zanikło.
Strona 1 z 2
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/321549-rosja-i-zachod-maja-wspolne-miekkie-podbrzusze-putin-nie-stworzyl-cywilizacyjnej-alternatywy?strona=1
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.